Wilki w Starym Maneżu – mistyczna podróż przez dekady [ZDJĘCIA]

Świętowanie swego 35-lecia zespół Wilki postanowił rozpocząć w nieoczywisty sposób. Zamiast koncertów stanowiących sentymentalny przegląd hitów, wataha pod przywództwem Roberta Gawlińskiego zaprosiła swych fanów na trasę pod szyldem Wilki Mistycznie – bez największych radiowych przebojów, takich jak „Baśka” czy „Nie stało się nic”, za to z repertuarem pełnym tajemniczości i emocjonalnie wymagającym – której jednym z przystanków był czwartkowy koncert w gdańskim Starym Maneżu.

Wilki świętują znaczący jubileusz

Niewiele zespołów odcisnęło równie wyraźne piętno na polskim krajobrazie muzycznym, co Wilki. Od swych narodzin w 1991 roku, wataha pod przywództwem Roberta Gawlińskiego regularnie dostarcza słuchaczom kolejne przeboje – do tego stopnia, że z wszystkich piosenek, które na przestrzeni trzech i pół dekady istnienia grupy zaistniały na różnych listach przebojów, spokojnie udałoby się złożyć przynajmniej dwie koncertowe setlisty. Nic zatem dziwnego, że na początek obchodów swego 35-lecia warszawska formacja postanowiła zrobić swym fanom prezent i przypomnieć utwory, które dotąd nie były zbyt często wykonywane na żywo.

Krótka styczniowa trasa pod szyldem Wilki Mistycznie od początku zapowiadana była jako wyjątkowa – bardziej refleksyjna, skupiona na klimacie i emocjonalnym przekazie, niż regularne występy tego zasłużonego zespołu. I rzeczywiście, od początku czwartkowego koncertu w Starym Maneżu dało się wyczuć, że Robert i spółka przygotowali na tę trasę coś specjalnego. Uwagę zwracał już sam fakt, że grupa pojawiła się na scenie w mocno rozbudowanym składzie. Obok stałej szóstki, którą obok lidera współtworzą jego synowie Beniamin (gitara, mandolina, wokal) i Emanuel (bas) Gawlińscy, gitarzyści Mikis Cupas i Maciej Gładysz oraz perkusista Adam Kram, gościnnie wystąpili także: grająca na klawiszach i śpiewająca w chórkach Julia Gawlińska, czyli żona Beniamina, saksofonista/flecista Aleksander Korecki oraz perkusjonista Piotr Chołody, który na co dzień jest członkiem ekipy technicznej Wilków. Ta rozbudowana sekcja instrumentalna okazała się świetnym pomysłem – szczególnie obecność saksofonu nadała kilku utworom rzadko spotykanej głębi.

Wilki Mistycznie: setlista koncertu

Zgodnie z zapowiedziami, Wilki sięgnęły po kawałki, które na ich koncertach pojawiały się do tej pory rzadko bądź nawet wcale, takie jak „Watra”, „Eroll”, „Syriusz”, „Ja ogień, ty woda” czy „Pogański znak”. Szczególnie ucieszyły mnie dwie ostatnie, pochodzące z płyty „4”, od której zaczęła się moja przygoda z muzyką Wilków, a których dotąd nie miałem okazji usłyszeć na żywo.

Oczywiście, zespół sięgnął także po dobrze znane kompozycje, które od lat są wizytówką Wilków – jak „Na krawędzi życia” czy „Na zawsze i na wieczność” – ale zaprezentował je w nieco zmienionych, często spokojniejszych aranżacjach, dzięki czemu publiczność mogła odkryć je na nowo. Nie zabrakło wszakże momentów bardziej energetycznych – na czele z zagranym na bis hitem „Urke”. Z ulgą przyjąłem za to fakt, że mimo licznych próśb od publiczności (która zdołała wyprosić choćby zagranie kawałka „Moja Baby”), Robert nie zdecydował się na włączenie do setlisty „Baśki” – piosenki tyleż kultowej, co niepasującej do wyjątkowego klimatu tej trasy.

Znakomita atmosfera mimo walki z chorobą

Dużą rolę w budowaniu atmosfery tego koncertu odegrała oprawa wizualna. Subtelne światła, stonowane kolory i oszczędna scenografia, tworzyły przestrzeń sprzyjającą skupieniu. Zamiast nadmiaru efektów postawiono na stworzenie przestrzeni, która pozwala muzyce wybrzmieć w pełni. Ten „mistyczny” charakter koncertu był wyraźnie odczuwalny – zarówno w aranżacjach, jak i w sposobie prowadzenia narracji pomiędzy utworami. Znalazło się miejsce dla anegdot, refleksji i zwykłych interakcji z fanami – i to pomimo kłopotów zdrowotnych, które przed koncertem dopadły nie tylko Roberta, ale także jego żonę Monikę, pełniącą rolę managerki grupy, oraz gitarzystę Maćka Gładysza. Należy wszakże podkreślić, że mimo osłabienia, obaj panowie wspaniale udźwignęli ten występ – szczególny szacunek należy się Gawlińskiemu, bo po jego wokalu przez większość czasu nie dało się zauważyć, że walczy on z infekcją. Swoją drogą, chyba przynoszę Wilkom pecha, bo przecież poprzedni ich koncert, na którym się pojawiłem, też stał pod znakiem choroby Roberta. Mam nadzieję, że przy kolejnym naszym spotkaniu ta klątwa zostanie przełamana!

Gdański koncert w ramach trasy Wilki Mistycznie potwierdził, że mimo upływu lat zespół wciąż potrafi zaskakiwać i poruszać. Był to wieczór, który zamienił się w nastrojową, chwilami niemal intymną podróż przez muzykę, emocje i wspomnienia – pokazującą, jak niezmiennie silna więź łączy Wilki z ich fanami, którzy z pewnością liczą na to, że obecny jubileusz nie będzie ostatnim, który celebrują ze swoją ukochaną grupą. Jakoś nie mam wątpliwości, że jeszcze kilka okrągłych wilczych rocznic przed nami!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *