Three Days Grace i historyczny koncert w Łodzi. Adam Gontier i Matt Walst ramie w ramie na jednej scenie. Atlas Arena zapłoneła.
Three Days Grace – jednorazowa, niepowtarzalna chwila, której nikt nie zapomni
25 listopada 2025 roku Atlas Arena w Łodzi stała się centrum rockowego wszechświata. Three Days Grace, legenda XXI wieku, po raz pierwszy w historii wystąpili z dwoma wokalistami na jednej scenie – Adamem Gontierem i Mattem Walstem. Wydarzenie, które wcześniej wydawało się nierealnym snem, stało się faktem. Widzieć te dwa głosy, te dwa temperamenty, te dwie historie splecione w jeden żywy organizm – to moment, o którym będzie się mówić jeszcze przez lata. Publiczność nie tylko oglądała koncert. Publiczność była świadkiem jednego z najważniejszych wydarzeń rockowych dekady.
Adam Gontier powraca, Matt Walst trwa – trzy dekady brzmień na jednej scenie
Three Days Grace pokazali, że rock nie zna granic, a muzyczna chemia potrafi eksplodować z podwójną siłą. Adam Gontier, głos, który wychował miliony fanów na całym świecie, powrócił do zespołu w oficjalnej reaktywacji, a Matt Walst – frontman ostatnich lat – stanął u jego boku bez cienia rywalizacji. Zamiast starcia ego dostaliśmy braterską współpracę, wymianę energii, barw i emocji. Każdy numer brzmiał jak żywa historia – od wczesnych hymnów gniewu po współczesne manifesty siły i przetrwania.
Atmosfera, która przywaliła z całą mocą – fani krzyczeli, płakali, śpiewali i trzęśli Atlas Areną
Łódź dawno nie widziała takiego ładunku emocji. Arena pulsowała energią, tłum tworzył jeden organizm, a ściany drżały niczym pod ciężarem lawiny. Kiedy wybrzmiało „I Hate Everything About You”, w powietrzu unosiło się coś więcej niż muzyka – to była zbiorowa pamięć pokolenia. Przy „Never Too Late” widać było łzy, światła telefonów oświetliły arenę jak zimowe gwiazdy, a przy „Riot” hala zamieniła się w rozżarzoną lawę. Ten koncert nie był występem. To był rytuał, katharsis, wspólne krzyczenie świata w twarz.
Three Days Grace – setlista, która wbiła w ziemię
Koncert otworzył utwór „Dominate”, a od pierwszego dźwięku było jasne, że to nie będzie zwykły wieczór. „Animal I Have Become” rozerwało publiczność na strzępy, „So Called Life” i „Break” dobiły resztę. Później nadszedł blok klasyków i emocjonalnych uderzeń, gdzie Gontier i Walst naprzemiennie dzielili role, tworząc harmonijny dialog przeszłości z teraźniejszością. Wisienką na torcie okazał się cover „Creep” Radiohead – mroczny, bolesny, piękny. Końcówka koncertu to była detonacja. „Painkiller”, „Never Too Late” i ostateczny cios – „Riot”. Łódź eksplodowała.
Setlisa:
- Dominate
- Animal I Have Become
- So Called Life
- Break
- Home
- The Mountain
- Mayday
- Pain
- Kill Me Fast
- I Hate Everything About You
- Time of Dying
- Apologies
- Creep (Radiohead cover)
- Don’t Wanna Go Home Tonight
- I Am Machine
- The Good Life
- Painkiller
- Never Too Late
- Riot
Koncert Three Days Grace w Łodzi – wydarzenie, które wpisuje się w historię rocka
To nie był zwykły powrót. To nie był kolejny występ na trasie. To było spotkanie historii z przyszłością. Dwie twarze jednego zespołu, jedno serce, jedno brzmienie, jeden ogień. Fani wyszli z Atlas Areny odmienieni, wstrząśnięci, wypełnieni emocjami, których nie da się powtórzyć ani opisać. Tego nie dało się zobaczyć drugi raz. To była jedyna szansa, by poczuć, że rock wciąż żyje, krzyczy i płonie.
Three Days Grace Łódź 2025 – byliśmy tam. I nie zapomnimy tego nigdy.




















































