Terrestrial Hospice prowadzona przez Skygena i Inferno wystąpiła w Krakowie w czwartkowy wieczór. Ich występy poprzedziły grupy Upon The Altar oraz Pralaya.
W kategorii black metalu nie można chyba wyobrazić sobie mocniejszego otwarcia roku! Takie mocne otwarcie mieliśmy w czwartkowy wieczór w klubie Zaścianek, kiedy to na scenie wystąpili Upon The Altar, Pralaya i Terrestrial Hospice. Koncert cieszył się ogromną popularnością. Merch schodził błyskawicznie jeszcze przed wejściem głównej gwiazdy, a klub był wypełniony aż po brzegi.
Terrestrial Hospice wystąpili w Krakowie
Punktualnie o 21:30 rozległy się dźwięki intra i po chwili na scenie pojawił się zespół Terrestrial Hospice. Jak się okazało – prócz Inferna i Skygena na scenie pojawiło się jeszcze dwóch muzyków towarzyszących. Rozpoczęli utworem „In the Streams of Phlegethon„. Jak się okazało – grupa zagrała bardzo podobny set, jak pod koniec ubiegłego roku w Warszawie (wykonując jeden utwór więcej). Niektóre utwory były poprzedzane intrami. Granie na światowym poziomie, co pokazał krakowski koncert. To jest to, czego dzisiejsza scena black metal potrzebowała.
Setlista:
- Intro / In the Streams of Phlegethon
- The Accuser
- December Night
Intro - Gang-Raping the Seven Virtues
- Rat in a Burning Cage
- The Last Dance
- Pyromaniac
- The Blind Urge
- Celebrate (the Last Days of Sunshine)
Intro - Holy Malice
Intro - Wanderer of Desolation
Outro



















Upon The Altar rozpoczęli czwartkowy wieczór
Pierwszym zespołem, który pojawił się na scenie czwartkowego wieczoru był Upon the Altar. Grupa ma na swym koncie trzy albumy. Grali zaledwie pół godziny. Właściwie cały występ sprawiał wrażenie jednego długiego, rozbudowanego utworu. Na scenie po brzegach stały świeczniki z trupimi czaszkami.










Pralaya zagrali jako drudzy
Drugim zespołem, który wystąpił w czwartkowy wieczór jest black metalowa grupa Pralaya. Grali podobnie krótko jak poprzedni zespół. Mimo iż grupa ma na swym koncie pełnoprawnego longplaya oraz dwie EPki, można było odnieść wrażenie dość amatorskiego podejścia. Wyglądało to tak, jakby muzycy albo nie mieli zbyt dużego doświadczenia, gdyż gitarzyści patrzyli się co chwila na siebie tak jakby nie chcieli popełnić błędu w swej grze. Ze sceny nieco wiało monotonią i nudą.










