Soulfly rozgrzał warszawską Progresję tribalowym groove’em, klasykami i materiałem z „CHAMA”. Max Cavalera znów pokazał, że ten ogień nie gaśnie.
Soulfly w Progresji – drugi polski koncert Tribal Technology 2026
25 sierpnia 2026 roku Soulfly wystąpił w warszawskiej Progresji w ramach trasy Tribal Technology 2026. Był to drugi z trzech polskich koncertów zespołu. Dzień wcześniej grupa zagrała w Poznaniu, natomiast 26 sierpnia zaplanowano występ w Krakowie.
Warszawski wieczór był dokładnie tym, czego można oczekiwać po formacji dowodzonej przez Maxa Cavalerę – ciężki, intensywny, bezpośredni i mocno osadzony w charakterystycznym dla Soulfly połączeniu groove metalu, thrashu oraz brazylijskich rytmów.
Po blisko trzech dekadach działalności Soulfly nadal pozostaje zespołem o bardzo wyrazistej tożsamości. Wystarczy kilka pierwszych riffów, aby bez problemu rozpoznać charakterystyczny styl Cavalery. Warszawski koncert pokazał, że ta formuła wciąż ma ogromną siłę rażenia.
Max Cavalera nadal wie, jak porwać metalową publiczność
Soulfly rozpoczął koncert od mocnego uderzenia. Już pierwsze minuty pokazały, że tego wieczoru nie będzie miejsca na spokojne budowanie napięcia.
„Back to the Primitive”, „Seek 'n’ Strike” oraz „No Hope = No Fear” szybko narzuciły tempo i charakter całego występu.
Max Cavalera od lat nie potrzebuje scenicznych ozdobników. Jego największą bronią pozostają riffy, charakterystyczny głos i naturalna umiejętność budowania kontaktu z publicznością. W Progresji ponownie można było zobaczyć muzyka, który doskonale czuje koncertową atmosferę i potrafi kierować energią zgromadzonego pod sceną tłumu.
Nie ma tutaj przesadnej choreografii czy teatralności. Soulfly działa przede wszystkim muzyką.
I robi to niezwykle skutecznie.
Tribalowe rytmy Soulfly zabrzmiały w Warszawie wyjątkowo mocno
Jednym z najważniejszych elementów twórczości Soulfly od zawsze było połączenie metalowego ciężaru z rytmami i instrumentami nawiązującymi do brazylijskich korzeni Maxa Cavalery.
Warszawski koncert przypomniał o tym bardzo wyraźnie.
Moment z „Tribe” i berimbau był czymś więcej niż tylko charakterystycznym elementem scenicznego programu. To właśnie takie fragmenty odróżniają Soulfly od wielu innych zespołów poruszających się między groove metalem i thrashem.
Rytm odgrywał ogromną rolę przez cały koncert. Gitary były ciężkie, momentami wręcz przytłaczające, ale to puls sekcji rytmicznej spajał cały występ w jedną całość.
Soulfly nie gra metalu wyłącznie do słuchania.
Ta muzyka ma przede wszystkim oddziaływać fizycznie.
Soulfly promuje album „CHAMA” podczas trasy Tribal Technology 2026
Tegoroczna trasa jest również okazją do prezentacji materiału z najnowszego albumu „CHAMA”.
W Warszawie nowe kompozycje zostały wplecione pomiędzy utwory doskonale znane fanom z wcześniejszych etapów kariery Soulfly. Dzięki temu koncert nie sprawiał wrażenia prezentacji nowej płyty przerywanej klasykami.
Całość była bardzo spójna.
Materiał z „CHAMA” dobrze współgra z muzyczną historią zespołu. Słychać w nim powrót do bardziej pierwotnego, rytmicznego charakteru Soulfly, ale bez próby kopiowania tego, co Max Cavalera nagrywał pod koniec lat 90.
To raczej kontynuacja idei obecnej w jego muzyce od wielu lat – połączenia agresji, ciężkiego groove’u, etnicznych inspiracji i niezwykle bezpośredniej energii.
Na żywo nowe utwory broniły się bez problemu obok starszego materiału.
Klasyczne utwory Soulfly nadal najmocniej rozgrzewają publiczność
Nie mogło jednak zabraknąć numerów, na które wielu fanów czeka najbardziej.
W setliście znalazły się między innymi „Prophecy”, „Fire”, „Bring It”, „Downstroy” oraz „Bleed”. To utwory pochodzące z różnych okresów działalności Soulfly, ale na scenie tworzące bardzo naturalną całość.
Właśnie tutaj najlepiej widać, jak dobrze zestarzała się część katalogu zespołu.
Te kompozycje nie wymagają skomplikowanych aranżacji. Ich siła tkwi w prostocie, ciężarze i rytmie. Gdy potężny gitarowy riff spotyka się z charakterystycznym wokalem Cavalery, trudno pomylić Soulfly z jakimkolwiek innym zespołem.
W Progresji starsze numery naturalnie wywoływały bardzo żywiołową reakcję publiczności.
„Jumpdafuckup” i „Eye for an Eye” zamknęły koncert Soulfly w Warszawie
Końcówka koncertu przyniosła szczególnie mocną dawkę energii.
Po „Favela” przyszedł czas na jeden z najbardziej koncertowych utworów Soulfly – „Jumpdafuckup”. Numer od lat działa jak zaproszenie do totalnego szaleństwa pod sceną i również tym razem spełnił swoją rolę.
Finałem wieczoru było „Eye for an Eye”.
Trudno znaleźć utwór lepiej podsumowujący charakter Soulfly. To jeden z fundamentów repertuaru zespołu i jednocześnie kompozycja zawierająca właściwie wszystkie najważniejsze elementy muzycznego świata Maxa Cavalery.
Potężny riff, groove, agresja i tribalowy charakter.
Dokładnie to, czego fani oczekują od Soulfly.
Soulfly w Warszawie 2026 – koncert bez nostalgicznego odcinania kuponów
Warszawski występ pokazał przede wszystkim, że Soulfly nie funkcjonuje wyłącznie dzięki przeszłości Maxa Cavalery ani nostalgii związanej z przełomem lat 90. i 2000.
Oczywiście klasyczne utwory nadal wywołują największe emocje, ale zespół nie sprawia wrażenia formacji odcinającej kupony od dawnych sukcesów.
Nowy materiał pojawia się naturalnie obok starszych numerów, a Max Cavalera konsekwentnie rozwija muzyczny język, który stworzył wiele lat temu.
Soulfly nadal brzmi ciężko, surowo i niezwykle rytmicznie.
Nie wszystko musi być skomplikowane, kiedy za muzyką stoi odpowiednia energia.
25 sierpnia w Progresji tej energii zdecydowanie nie brakowało.
Był groove, były tribalowe rytmy, były mocarne riffy i utwory, które dla wielu fanów ciężkiego grania stały się już klasyką.
Soulfly Tribe nadal żyje – i ma się bardzo dobrze.
Soulfly Warszawa 2026 – setlista koncertu w Progresji
Back to the Primitive
Seek 'n’ Strike
No Hope = No Fear
Prophecy
No Pain = No Power
Tribe (berimbau)
Fire
Bring It
I and I
Downstroy
Chama
Bumba (drums)
Bleed
Favela
Jumpdafuckup
Eye for an Eye







































