Simple Plan: „Nie chcemy, żeby ktokolwiek wyszedł z koncertu rozczarowany” [WYWIAD]

Jesienią Simple Plan powrócą do Polski. 17 października 2026 roku zespół wystąpi w warszawskim EXPO XXI w ramach trasy Bigger Than You Think! EU/UK Tour 2026. W roli gości specjalnych zaprezentują się Neck Deep i Charlotte Sands.

Warszawski koncert będzie dla polskich fanów okazją do zobaczenia Simple Plan w pełnowymiarowym, autorskim widowisku. W programie znajdą się utwory z ponad dwóch dekad działalności zespołu – od piosenek, które współtworzyły brzmienie pop-punku na początku XXI wieku, po nowszy materiał. Przed kolejną wizytą muzyków w Polsce porozmawialiśmy z nimi o zbliżającym się koncercie, obecnej trasie, pracy nad nowymi utworami, kolejnych pokoleniach fanów oraz o tym, co Simple Plan chcieliby jeszcze osiągnąć po ponad 25 latach wspólnego grania.

W ubiegłym roku wystąpiliście w Łodzi jako goście specjalni The Offspring, a teraz wracacie do Polski z własnym koncertem w Warszawie. Co najmocniej zapadło wam w pamięć z tamtego wieczoru? Czy polska publiczność czymś was zaskoczyła?

Nie gramy w Polsce zbyt często, ale za każdym razem świetnie się tu bawimy. Mam wrażenie, że polscy fani naprawdę doceniają to, kiedy zespoły znajdują czas, żeby do nich przyjechać. Przychodzą na koncert z nastawieniem, że będą się dobrze bawić, i rzeczywiście tak jest. Dlatego już w chwili, gdy wchodzimy na scenę, wiemy, że czeka nas świetny występ, bo publiczność od razu daje się ponieść muzyce. Ludzie w Polsce lubią nasz zespół i taki rodzaj muzyki. Bardzo cieszymy się więc na ten koncert. Będzie wspaniale.

Po koncercie w Łodzi napisaliście, że już chcielibyście wrócić do Polski. Tym razem będziecie mieli do dyspozycji pełny czas koncertowy jako główna gwiazda wieczoru. Co najbardziej chcielibyście pokazać publiczności, na co nie mogliście sobie pozwolić podczas godzinnego występu przed The Offspring?

Myślę, że chodzi przede wszystkim o wszystkie te dodatkowe elementy. Kiedy gramy przez godzinę, nasz koncert jest w zasadzie skróconą wersją największych przebojów. Bardzo lubię taki zestaw utworów, bo rzeczywiście znajdują się w nim wszystkie piosenki, które znają nawet ludzie słuchający Simple Plan tylko od czasu do czasu.

Kiedy gramy przez 90 minut, możemy pozwolić sobie na znacznie więcej. Pojawiają się mniej oczywiste utwory z naszej dyskografii, piosenki idealne do wspólnej zabawy i trochę więcej rozmów z publicznością. Pierre ma kilka świetnych skeczy, które prezentuje podczas koncertu, a do tego wiele pięknych rzeczy do przekazania fanom. Wszystko to znajdzie się w programie naszego dłuższego występu.

Zapowiadając europejską trasę, wspominaliście nie tylko o największych przebojach, ale również o ulubionych utworach fanów i piosenkach, które rzadko wykonujecie na żywo. Jak dziś układacie setlistę, kiedy pod sceną stoją zarówno ludzie słuchający Simple Plan od ponad dwudziestu lat, jak i ci, którzy odkryli waszą muzykę dopiero niedawno?

To bardzo, bardzo dobre pytanie. Sprawa jest jednocześnie niezwykle prosta i równie skomplikowana. Praktycznie każdego wieczoru Pierre pyta publiczność, kto przyszedł na koncert Simple Plan po raz pierwszy. Zawsze okazuje się, że takich osób jest zdecydowanie ponad połowa. Często stanowią prawie trzy czwarte publiczności, a czasami nawet 80 procent.

Oczywiście musimy zadbać o to, żeby ci ludzie świetnie się bawili. Dlatego gramy piosenki, które fani mający za sobą więcej niż jeden nasz koncert już słyszeli. Być może woleliby usłyszeć coś innego, ale musimy wykonywać te utwory, bo są świetne do wspólnej zabawy, publiczność doskonale na nie reaguje, a my sami również czerpiemy z ich grania ogromną przyjemność.

Zazwyczaj podczas danej trasy mamy mniej więcej cztery utwory, które wymieniamy w setliście. Mogą to być mniej znane piosenki ze starszych lub nowszych albumów albo kompozycje, które nigdy nie ukazały się na singlach. Graliśmy ostatnio „Promise”, „Me Against the World”, „Loser of the Year” i „You Suck at Love”. Sięgamy więc po piosenki, których nigdy nie można było usłyszeć w radiu i do których nie nakręciliśmy teledysków, ale wiemy, że świetnie sprawdzają się na koncertach.

Kiedy wybieramy takie utwory, staramy się stawiać na szybkie kawałki. Nawet jeśli ktoś nie zna tych mniej popularnych piosenek, przynajmniej będzie mógł przy nich potańczyć.

Właśnie tak podchodzimy do układania setlisty. Chcemy, żeby każdy wychodził z koncertu zadowolony. Zdecydowanie nie chcemy jednak, żeby ktokolwiek po występie mówił: „O Boże, nie mogę uwierzyć, że nie zagrali «Welcome to My Life»!”. Spokojnie, na pewno ją zagramy.

W ubiegłym roku Jeff Stinco mówił, że po zakończeniu trasy z The Offspring planujecie wejść do studia i spróbować nagrać nowy album do marca. Marzec już dawno minął. Co ostatecznie stało się z tym planem i na jakim etapie są obecnie prace nad nową muzyką Simple Plan?

Kiedy w zeszłym roku zakończyliśmy trasę, wszyscy byliśmy dosyć mocno wyczerpani po całym roku intensywnej pracy i potrzebowaliśmy odpoczynku. Tak właśnie funkcjonuje nasz zespół. Wiem, że wielu artystów pisze piosenki podczas tras koncertowych, ale u nas nigdy się to nie sprawdzało.

Po wielu miesiącach spędzonych w trasie musimy wrócić do domu, pobyć ojcami i mężami, przez jakiś czas zająć się zwyczajnym życiem rodzinnym. Dopiero później przychodzi moment, kiedy mówimy sobie: „Dobra, wracamy do pracy”.

Tak właśnie było na początku tego roku. Zaczęliśmy pisać nowe piosenki i jesteśmy na dobrej drodze. Mamy już sporo utworów, które nam się podobają, ale nie jesteśmy jeszcze gotowi, żeby wejść do studia i je nagrać.

Tak, nowa muzyka Simple Plan na pewno się pojawi, kiedy tylko będziemy mieli coś gotowego. Oczywiście damy wam znać, ale wystarczy spojrzeć na nasz tegoroczny kalendarz. W tej chwili jesteśmy bardzo zajęci, a już planujemy kolejne rzeczy na przyszły rok. Mam nadzieję, że gdzieś pomiędzy tym wszystkim uda nam się w przyszłym roku dokończyć pisanie piosenek i je nagrać.

Pracując nad „Nothing Changes”, świadomie daliście sobie bardzo mało czasu na napisanie i nagranie utworu. Dzięki temu udało wam się uniknąć nadmiernego analizowania każdego szczegółu i perfekcjonizmu. Czy po dwudziestu pięciu latach działalności tak wyraźnie ukształtowane wyobrażenie o tym, jak powinno brzmieć Simple Plan, może stać się jedną z największych przeszkód podczas tworzenia nowej muzyki?

I tak, i nie. Świetne pytanie. Myślę, że zarówno na naszym ostatnim albumie, który ukazał się w 2022 roku, jak i w najnowszych utworach, nad którymi pracujemy, akceptujemy to, czym jest Simple Plan, co nasz zespół znaczy dla fanów i czym powinien być w przyszłości.

Moglibyśmy bez końca próbować odtworzyć brzmienie naszych dwóch pierwszych albumów, ale nowe piosenki i tak nigdy nie zabrzmiałyby tak, jakby rzeczywiście pochodziły z tamtych płyt. Dlatego nawet jeśli świadomie zdecydujemy się grać muzykę w tradycyjnym stylu Simple Plan, nie sądzę, żeby brzmiała staro czy wtórnie. Nadal będą to nowe utwory Simple Plan.

Z drugiej strony, kiedy jest się muzykiem, eksperymentowanie i próbowanie od czasu do czasu czegoś innego sprawia mnóstwo frajdy. Robiliśmy to już w przeszłości. Wiesz, jeśli ktoś uwielbia dobre jedzenie, niekoniecznie chce przez cały czas jeść to samo.

Jeśli jednak chodzi o naszą przyszłość, to myślę, że pełen energii, szczery, płynący prosto z serca i nasycony emocjami pop-punk po prostu mamy we krwi.

„Nothing Changes” wykonujecie obecnie dość wcześnie podczas koncertów, obok piosenek, które publiczność zna od ponad dwóch dekad. Jak ważne jest dla was to, żeby nowa muzyka stanowiła integralną część występu, a nie była jedynie dodatkiem do programu opartego na nostalgii?

To kolejne świetne pytanie. Nie unikamy rozmów o tym, że muzyka, którą wydaliśmy dwadzieścia lat temu, ma ogromne znaczenie w życiu wielu naszych fanów. Doskonale zdajemy sobie z tego sprawę i bardzo to cenimy.

Wiele osób mogłoby powiedzieć: „Ale przecież nie chcecie być zespołem, który bazuje wyłącznie na nostalgii”. Myślę, że nostalgia jest po prostu jedną z części tego, kim jesteśmy.

Tak, wiele osób przychodzi na nasze koncerty, żeby usłyszeć stare piosenki, i nie ma w tym nic złego. Ale jesteśmy też zespołem, któremu wciąż ogromną satysfakcję sprawia próba napisania nowej muzyki, z którą ludzie będą mogli się utożsamiać równie mocno jak z naszymi dawnymi utworami.

Oczywiście uważam, że muzyka, którą odkrywa się w określonym momencie życia, w konkretnym wieku, zawsze będzie w nas trochę silniej rezonować.

Mamy jednak wielu nowych fanów, którzy mogli odkryć nasz zespół w ciągu ostatnich trzech czy czterech lat. Przywiązują się do tego albumu, na który akurat wtedy trafili. Może to być nowa płyta, może być stara, może to być „Nothing Changes” albo nasz cover piosenki z „Króla Lwa”.

Tacy ludzie również należą do świata Simple Plan. Dlatego wykonanie „Nothing Changes” już na początku koncertu jest dla nas dobrym sposobem, żeby powiedzieć: „Hej, stare i nowe utwory świetnie do siebie pasują. Wszystkie są częścią tego, kim jesteśmy jako zespół”.

Pierre powiedział niedawno, że nadal potrafi utożsamiać się z piosenkami takimi jak „I’m Just a Kid” czy „Perfect”, chociaż dziś ich teksty znaczą dla niego coś innego niż dwadzieścia lat temu. Który ze starszych utworów Simple Plan najbardziej zmienił swoje znaczenie dla ciebie wraz z upływem lat?

Reklama

Myślę, że musi to być „Perfect”. W tej kwestii zgadzam się z Pierre’em. Napisaliśmy tę piosenkę jako dzieci zwracające się do swoich rodziców. Teraz, kiedy jej słucham, wyobrażam sobie, że to moje dziecko mówi te słowa do mnie, czyli do rodzica.

Cały przekaz nagle odwrócił się do góry nogami. Jestem pewien, że pewnego dnia, kiedy pokłócę się z córką, ona przypomni mi tę piosenkę i powie: „Widzisz, tato? Właśnie tak się czuję”.

A ja odpowiem: „Rozumiem”. Będę musiał to zrozumieć, bo sam przez to przechodziłem.

Myślę więc, że to właśnie ta piosenka zdecydowanie najbardziej zmieniła dla mnie swoje znaczenie. A właściwie jej znaczenie pozostało takie samo. Zmieniła się po prostu perspektywa, z której na nią patrzę.

W ciągu ostatnich kilku lat Simple Plan przyciągnęli wielu młodszych fanów, którzy nie pamiętają początków waszej działalności. Jednocześnie dzięki mediom społecznościowym część waszych starszych piosenek zyskała drugie życie. Czy TikTok, statystyki serwisów streamingowych albo reakcje nowego pokolenia słuchaczy miały kiedykolwiek rzeczywisty wpływ na to, jakie utwory postanawiacie wykonywać na koncertach?

I tak, i nie. Oczywiście nie możemy ignorować tego, co wydarzyło się z „I’m Just a Kid” w mediach społecznościowych, ale już wcześniej graliśmy tę piosenkę na koncertach.

Myślę, że piętnaście lat temu mogła pojawiać się gdzieś w środku setlisty. Teraz zdecydowanie jest jednym z ostatnich utworów, które wykonujemy. Zostawiamy ją sobie na deser.

Czasami zaglądamy do statystyk i danych z serwisów streamingowych, żeby sprawdzić, czy dana piosenka jest równie popularna w jednym kraju, jak w innych.

Jednak w większości przypadków gramy po prostu taki zestaw utworów, jaki sami chcemy wykonywać, kierując się również innymi względami, o których mówiłem już wcześniej w tej rozmowie.

„The Kids in the Crowd” przypomina, że zanim sami zaczęliście występować na scenie, byliście fanami stojącymi pod nią i oglądającymi koncerty takich zespołów jak NOFX czy Pearl Jam. Czy po dwudziestu pięciu latach koncertowania nadal potrafisz przeżywać występ z perspektywy tamtego dzieciaka z publiczności? A może bycie zawodowym muzykiem nieuchronnie zmienia sposób, w jaki odbiera się muzykę na żywo?

Myślę, że zmienia. Niestety, nie da się tego uniknąć. Bycie zawodowym muzykiem rzeczywiście wpływa na sposób, w jaki odbiera się koncerty.

Potrafię jednak w dużej mierze o tym zapomnieć, kiedy oglądam zespół, który lubię. Jestem takim człowiekiem, że jeśli widzę, jak jakaś grupa robi na scenie coś fajnego albo gra świetną piosenkę, po prostu się z tego cieszę. Myślę sobie wtedy: „O, ale to było świetne!”.

Znam natomiast ludzi, którzy w takiej sytuacji reagują inaczej: „Szkoda, że sami na to nie wpadliśmy” albo „No dobrze, oni robią to, ale my robimy tamto”. Co zaskakujące, takich zachowań jest naprawdę sporo, szczególnie w naszym środowisku. Wiele zespołów obserwuje się nawzajem, sprawdzając, co robią inni i co one same powinny robić.

Jeśli jednak chodzi o moje własne doświadczenia związane z muzyką na żywo, muszę przyznać, że nie przepadam za chodzeniem na koncerty, ponieważ właściwie cały czas na nich jestem.

Koncerty, które zwykle oglądam każdego dnia, to występy zespołów otwierających nasze własne koncerty. To właśnie na nie chodzę i zawsze dobrze się na nich bawię, niezależnie od tego, kto występuje przed nami.

Zeszłego lata graliśmy z 3OH!3 i Bowling for Soup. To dwa z moich ulubionych zespołów koncertowych w ogóle, ponieważ ich występy są świetną zabawą, a ja uwielbiam ich piosenki.

Czy kiedy oglądam ich koncert, zastanawiam się: „Hmm, ciekawe rozwiązanie muzyczne, to i tamto”? Nie. Jestem tam po prostu jako fan.

Tak więc myślę, że jedno nie wyklucza drugiego. Czasami idziesz na koncert, żeby zobaczyć, co inne zespoły robią na scenie i jak przygotowują swoje występy. Innym razem idziesz zobaczyć grupę, którą kochasz, i jesteś tam wyłącznie po to, żeby posłuchać muzyki i uczestniczyć w całym tym wydarzeniu.

Obecny etap działalności Simple Plan jest w dużej mierze celebracją historii zespołu, ale jednocześnie wciąż koncertujecie na dużą skalę i pracujecie nad nową muzyką. Gdzie osobiście stawiasz granicę między pielęgnowaniem nostalgii a staniem się zespołem, który zajmuje się przede wszystkim powracaniem do własnej przeszłości?

Myślę, że jesteśmy jednym i drugim. Po prostu łączymy obie te rzeczy. Czy istnieje między nimi wyraźna granica? Nie.

Myślę, że nadal będziemy koncertować. Od czasu do czasu zdarzają nam się występy w miejscach, w których nie byliśmy aż tak popularni albo gdzie nasze piosenki nie pojawiały się tak często w radiu. Dla takiej publiczności jesteśmy zespołem budzącym nostalgię.

Musimy wtedy zagrać „I’m Just a Kid”, „Perfect” i „Welcome to My Life”, żeby mieć pewność, że ludzie będą się dobrze bawić.

Czasami jednak jesteśmy w trasie jako główna gwiazda wieczoru, gramy w kraju, który odwiedzaliśmy już wielokrotnie, mamy tam mnóstwo fanów, a bilety na koncert wyprzedały się w ciągu kilku dni. Wtedy wiemy, że powinniśmy zagrać „Loser of the Year” albo „Promise”, bo właśnie na takie utwory publiczność będzie czekać.

Zawsze spoglądam na pierwszy rząd, żeby zobaczyć, kto śpiewa razem z nami „Where I Belong”, jedną z naszych nowszych piosenek, kto zna słowa „Nothing Changes” albo innych utworów z nowego albumu.

Mamy więc do czynienia z jednym i drugim. Nie wiem, czy w ogóle chcemy wyznaczać między tymi rzeczami jakąś wyraźną granicę, ponieważ akceptujemy obie strony naszej działalności.

Chcemy, żeby ludzie świetnie się bawili na naszych koncertach. Sami również chcemy się na nich dobrze bawić. Czasami oznacza to granie większej liczby starszych piosenek. Innym razem wybieramy nowsze utwory, żeby zadowolić ludzi, którzy widzieli nas już wcześniej.

Wszystko to jest dla nas równie ważne i stanowi część tej samej całości.

Bardzo dziękujemy za poświęcony nam czas. Rozmowa z wami była prawdziwą przyjemnością. Nie możemy się doczekać październikowego koncertu Simple Plan w Warszawie.

Rozmawiała Romana Makówka

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *