SBB zagrało w Krakowie. Był to wieczór z muzyką niebanalną

SBB dało fantastyczny koncert w Krakowie. Grupa wystąpiła w oryginalnym składzie, a ich występ poprzedził zespół Jerzy Górka Artkiestra.

W ostatnią sobotę listopada w krakowskim klubie Studio zagrali Jerzy Górka Artkiestra i SBB. Pierwszy zespół gra muzykę instrumentalną inspirowaną takimi grupami, jak Genesis czy King Crimson. Mówi się, że czas płynie szybko w dobrym towarzystwie. W przypadku tak wybitnych artystów, jakimi są muzycy SBB, oraz ich wyjątkowej twórczości, płynie ekstremalnie szybko. Koncert zespołu to przeżycie jedyne w swoim rodzaju, które przyciąga pod scenę kilka pokoleń fanów, o czym można się było przekonać 29 listopada w klubie „Studio”.

Jerzy Górka Artkiestra poprzedzili występ SBB

Występ grupy rozpoczął się punktualnie o 19:45. Jest to projekt założony przez byłego perkusistę andrychowskiej formacji Golem — Jerzego Górkę. Dziesięcioosobowa ekipa powstała w 1998 roku po zawieszeniu działalności grupy Golem. W 2004 roku skurczyła się do czterech osób, by finalnie przybrać aktualny pięcioosobowy skład. Prócz grającego na perkusji lidera grupy, ekipę tworzą: Michał Kołodziejczyk (gitara), Piotr Rupik (klawisze), Łukasz Jura (bas) i Szczęsny Skrzypiec (instrumenty perkusyjne). Zespół podsycił apetyty fanów, zamkniętą w sześciu kompozycjach mieszanką, w której słuchać było echa gigantów jazz rocka i rocka progresywnego, jak King Crimson, Genesis czy Mahavishnu Orchestra. Grupa ma na swym koncie dwa albumy – „Struktury” (2005) oraz „Drugie wołanie” (2018). Można było usłyszeć zarówno materiał premierowy, jak i utwór „Kłykieć” z drugiego albumu.

SBB zagrali w Krakowie w oryginalnym składzie

SBB grywa też z doskonale znanym węgierskim perkusistą, którym jest legendarny Gábor Németh (Locomotiv GT). Kiedy tylko jest to możliwe, za zestawem siada jednak oryginalny perkusista grupy, Jerzy Piotrowski. W 2025 roku oryginalny skład dotarł jednak, ku radości fanów, do Krakowa (rok temu koncerty oryginalnego składu SBB go ominęły).

Lata mijają, muzycy z klasycznego składu SBB przekroczyli już siedemdziesiątkę, ale na żywo w ogóle nie ma się wrażenia, że stoją na niej sędziwi panowie, którzy starają się dorobić do emerytury, odcinając kupony od czasów słusznie minionych, w których regularnie koncertowali w Polsce oraz poza granicami ojczyzny. Zarówno u nas, jak i na Zachodzie dorobili się statusu legendy oraz rzeszy wielbicieli (w tym gronie m.in. Steven Wilson z Porcupine Tree). Jeśli ktoś nie wierzy, niech odpali sobie kilka klipów zespołu na YouTubie i poczyta komentarze pod nimi. Naprawdę można poczuć się dumnym, że SBB to polski zespół.

SBB na scenie emanują wielką pasją. Cieszą się graniem, bawią się instrumentami w sposób, w jaki robią to obecnie głównie artyści z ich pokolenia. Józef Skrzek za kilka miesięcy skończy 78 lat, lecz na scenie jest niczym mały urwis, który pokochał rocka na zabój. W dżinsach i skórze, uśmiechnięty od ucha do ucha takim łobuzerskim uśmiechem, którym zaraża każdego, no i rzecz jasna śpiewający oraz grający na swoim ulubionym Moogu (od czasu do czasu używający też stojącego niżej sprzętu Rolanda) i gitarze basowej. Apostolis i Jerzy „Keta” Piotrowski nadają na tej samej emocjonalnej fali, co lider SBB. A że z upływem lat nie widać u nich jakiegokolwiek odpływu umiejętności gry na instrumentach, nic dziwnego, że byliśmy świadkami absolutnie fantastycznego widowiska. Zjedliśmy muzyczne delicje.

„Studio” wypełniło się szczelnie w przeważającej mierze publicznością z podobnej generacji, co muzycy SBB, stąd nie dziwi, że widownia była siedząca. Gdy śląski zespół wydawał swoje kanoniczne albumy w latach 70., ci fani przeżywali swoją szaloną młodość oraz premiery tych płyt. Z nośników winylowych lub na koncertach, których wtedy formacja grała mnóstwo, czego dowody mamy dziś w ogromnej liczbie wydawnictw koncertowych w dyskografii. Było też trochę młodzieżowej publiczności, która być może dzięki starszym członkom rodziny poznała SBB, może dzięki własnym poszukiwaniom w kręgu fusion, progresu, a może, moim wzorem, chce doświadczyć na żywo wykonawcy będącego legendą i cieszącego się nieprawdopodobną estymą, póki to możliwe. Każda ze stron zabrała do domu jedyne w swoim rodzaju wspomnienia.

Reklama

Repertuar SBB jest tak obszerny, że grupa musiałaby grać minimum 4 godziny, aby zadowolić prawie wszystkich (aby byli to wszyscy, pewnie z 8 godzin byłoby mało). Zagrała nieco ponad 1,5 godziny, lecz raczej nikt nie narzekał, bo nie brakło kompozycji, które fani uwielbiają. Występ SBB rozpoczął się od „Freedom With Us” z albumu „Follow My Dream„. W dalszej części koncertu znalazło się miejsce na „Odlot” – długą kompozycję z debiutanckiego krążka grupy, znakomicie zresztą wykonaną. W kolejnym „Rainbow ManJózef Skrzek grał na gitarze basowej. Był to jedyny utwór, w którym Józef Skrzek porzucił klawisze.

Po tym numerze mieliśmy długie solo perkusyjne Jerzego Piotrowskiego, które wywarło największe wrażenie na publiczności. W trakcie solówki po chwili dołączył na stojącym z boku sceny znacznie mniejszym zestawie perkusyjnym Apostolis Antymos rozpoczynając tym sposobem perkusyjny pojedynek. Na koniec do tej dwójki dołączył Józef Skrzek i panowie sobie troszeczkę poimprowizowali, po czym płynnie przeszli do następnego utworu z setlisty. Takich perkusyjnych pojedynków w sobotni wieczór doświadczyliśmy dwóch i każdy, co nie dziwi, nagrodzony został burzą braw. Zabawne było to, że za każdym razem, zanim przystąpił do pojedynku, Apostolis musiał szukać drugiej pałeczki, która spadała z werbla tak, że musiał obejść zestaw dookoła, aby ją znaleźć.

Oczywiście było „Memento z banalnym tryptykiem„, fantastycznie zagrane przez SBB w schyłkowej fazie koncertu, a także inny evergeen, „Z których krwi krew moja„, któremu tego wieczoru przypadła rola pierwszego bisu. Jednak nie ostatniego, bo tym była kompozycja „Red Joe” z reprezentującego XXI wiek w dyskografii grupy albumu „Blue Trance„.

Nieco ponad 90 minut z absolutnie niebanalną muzyką wybitnego zespołu. Wielka szkoda, że „Keta” od lat na stałe mieszka w USA, bo to z pewnością jest główną przeszkodą w tym, abyśmy SBB na koncertach w klasycznej konfiguracji mogli podziwiać częściej. Dlatego trzeba korzystać, gdy nadarza się okazja. Wyjątkowe przeżycia gwarantowane!

Warto też wybrać się do będącej częścią Muzeum Narodowego w Krakowie kamienicy Szołayskich na zapowiedzianą ze sceny przez Józefa Skrzeka wystawę „SBB. Droga do wolności”.

Setlista SBB:

  1. Freedom With Us
  2. Toczy się koło historii
  3. Odlot
  4. Rainbow Man
  5. Drum Solo / Drum Battle / Improv
  6. Za darmo nie ma nic (utwór z płyty „Wracam” Józefa Skrzeka)
  7. Memento z banalnym tryptykiem
  8. Pieśń stojącego w bramie
    Bis 1:
  9. Z których krwi krew moja
    Bis 2:
  10. Red Joe

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *