Rozmowa z Peterem Henricim Hauptmannem z Feuerschwanz

Przed koncertem zespołu w Warszawie w marcu spotkaliśmy się z Peterem Henricim Hauptmannem.

Rozmawiała Marta Antosz

MA: W zeszłym roku zapowiadaliście nowy album singlem „Nightclub.” Jak idzie praca nad nowym materiałem?

Hauptmann: Tak, mieliśmy świetnie bawiliśmy się z tym utworem podczas niemieckiego konkursu na najlepszą piosenkę i byliśmy szczęśliwi, że mogliśmy go wydać. Potem odbyliśmy wspaniałą trasę, na której graliśmy „Nightclub”, i stał się on dla nas utworem naprawdę wyjątkowym.

MA: Opowiedz mi o Waszym procesie twórczym.

Hauptmann: Zawsze szukamy historii, które niosą ze sobą albo potężną energię, albo głębokie emocje. Inspiruje nas historia i fantastyka, lubimy łączyć mocną energię z historycznymi lub fantastycznymi motywami — to nasz znak rozpoznawczy. Pracujemy z zespołem songwriterów i wykonawców, ale kreatywnym liderem jest nasz wokalista, Ben. To on tworzy refreny, które definiują nasz styl. Często zaczynamy od refrenu — czegoś mocnego, co zaprasza wszystkich do wspólnego śpiewania.

MA: Jak wypadła trasa koncertowa z Lord of the Lost?

Hauptmann: To był dla nas prawdziwy szczyt — występowanie w bardzo dużych salach. Za każdym razem było to niesamowicie emocjonujące widzieć tylu ludzi razem, wszystkich świetnie się bawiących. Na koniec graliśmy nasz wspólny utwór jako wielki finał.

MA: Czy jest jakiś zespół lub artysta, który szczególnie zainspirował Cię osobiście jako muzyka lub wpłynął na ogólny styl zespołu?

Hauptmann: Niemiecka scena średniowiecznych dud, szczególnie w dawnym NRD, miała na mnie ogromny wpływ. Byli artyści, którzy sami budowali swoje dudy, grali na targach i tworzyli nową przestrzeń wolności artystycznej. Szukałem połączenia historii i muzyki, sposobu, aby Niemcy mogli łączyć się
z naszą historią przez muzykę — ale nie w sposób nacjonalistyczny. To było dla mnie bardzo ważne.

MA: Co jest dla Was najtrudniejsze przy nagrywaniu albumu?

Hauptmann: Pracujemy z producentem, który jest perkusistą z innego średniowiecznego zespołu metalowego, Subway to Sally. Koordynacja pracy między producentem, a autorami tekstów nie zawsze jest łatwa. Do tego mamy nowego członka zespołu w Danii, który zajmuje się masteringiem i innymi aspektami technicznymi. To dość duży zespół, więc czasem bywa trudno zsynchronizować wszystko.

MA: Jakie okresy historyczne lub mityczne szczególnie Was inspirują? Czy myślicie też o kulturze słowiańskiej?

Hauptmann: Inspirują nas bogowie Północy i Wikingowie, mitologia nordycka, ale też Celtowie z Irlandii
i Szkocji. Słowiańska kultura to coś nowego dla nas i chcemy połączyć naszą energię z energią słowiańską. Nie możemy się doczekać koncertu w Polsce. Część zespołu ma nawet korzenie rodzinne we Wrocławiu, gdzie kręciliśmy teledysk do „Highlander.” Było to fantastyczne doświadczenie i cieszymy się, że mogliśmy być w Polsce po raz pierwszy. Teraz z niecierpliwością oczekujemy powrotu.

MA: Dlaczego zdecydowaliście się na Wrocław przy nagrywaniu teledysku do Highlandera?

Hauptmann: W okolicy Wrocławia jest bardzo dobra firma produkcyjna wideo, która potrafi znaleźć idealne miejscówki Współpraca z nimi była świetnym doświadczeniem. Kręciliśmy tu też „Valhalla Calling” i mamy nadzieję spędzić w Polsce jeszcze więcej czasu.

MA: Jakiej muzyki słuchasz prywatnie?

Hauptmann: Lubię muzykę folkową. W młodości byłem fanem metalu, więc lubię połączenie folku
i metalu oraz rockowe widowiska. Zespoły takie jak Kiss czy Slipknot mają swoje własne pomysły i show.

MA: Wasza muzyka stała się z czasem bardziej „na serio”. Jak radzicie sobie z tym w folk metalu, gdzie niektórzy mówią, że Wasz materiał nie jest wystarczająco „poważny”?

Reklama

Hauptmann: Na początku nasza muzyka była mniej poważna — to prawda. Teraz chodzi nam przede wszystkim o energię — wysoką, ale poważną. Teksty są również bardziej serio.

MA: Jakie macie wyjątkowe doświadczenie z fanami, które zapadło Ci w pamięć?

Hauptmann: Tak, są specjalne momenty podczas koncertów, niemal jak rytuał — w Niemczech nazywamy to „naszą piosenką.” To coś pomiędzy tańcem, a konfrontacją, tworzymy wspólny rytuał
i budujemy intensywną, pełną energii atmosferę.

MA: A stroje i choreografia?

Hauptmann: Każdy z nas przyjmuje określoną rolę, co wspiera narrację koncertu. Wszystko opiera się na fantastycznym świecie Feuerschwanz. Np. w „Drunken Dragon” scena przypomina irlandzki pub, a Nightclub to miejsce spotkań wojowniczek, rycerzy i wojowniczek. Stroje pomagają ożywić tę opowieść na scenie.

MA: Planujecie współprace z innymi artystami?

Hauptmann: Tak, szczególnie lubimy współpracować z wokalistkami. Pisząc nowe utwory, kontaktujemy się z różnymi artystami. Pracujemy też nad nowym hymnem imprezowym, który powstanie we współpracy z innym zespołem.

MA: Co Cię pasjonuje poza muzyką?

Hauptmann: Ostatnio zacząłem tańczyć. To fascynujące doświadczenie, bo to zupełnie inna dziedzina, zaczynam od zera i to jest bardzo inspirujące. Poza zespołem niektóre nasze tancerki zajmują się pokazami ogniowymi. Nasz wokalista działa w innym zespole folk rockowym, a skrzypek pracuje także
z końmi.

MA: Co jest najtrudniejsze i najprzyjemniejsze w trasach koncertowych?

Hauptmann: Jesteśmy dużym zespołem i mamy sporą ekipę, ale tylko jeden autobus, więc każde miejsce jest zajęte — to wyzwanie. Najprzyjemniejsze są jednak chwile po koncercie, gdy wszyscy dzielą się historiami z tras sprzed lat. To naprawdę wspaniałe momenty pełne śmiechu i wspomnień.

MA: A jakie jest Twoje największe muzyczne marzenie?

Hauptmann: Zagrać koncert na Wembley w Londynie. To mój ostateczny cel. Kiedyś marzyłem o tym, żeby mieć 400 osób na koncercie. Po dziesięciu latach to się udało, więc mój kolega z zespołu zasugerował nowa wizję, a więc koncert na Wembley czeka…

MA: Masz jakąś wiadomość dla polskich fanów?

Hauptmann: Witajcie, wojownicy i wojowniczki z Polski! Nie możemy się doczekać naszego pierwszego koncertu w Warszawie i chcemy połączyć naszą energię z Waszą, słowiańską. Śpiewajmy razem i bawmy się świetnie!

MA: Bardzo Ci dziękuję i życzę Ci, aby ten koncert na Wembley się spełnił.
Hauptmann: Dziękuję.

Feuerschwanz i Miracle of Sound w Polsce – gdzie, kiedy, bilety

Niemiecka grupa Feuerschwanz ze wsparciem irlandzkiego Miracle of Sound zagrają swój jedyny koncert już 25. marca 2026 (środa) w klubie Progresja, Fort Wola 22, 01-258 Warszawa.

Bilety w sprzedaży www.winiarybookings.pl oraz Ticketmaster.pl, Ebilet.pl, eventim.pl.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *