Polski folk metal idzie własną drogą. LYRRE: „Nie wykorzystujemy sztucznej inteligencji” [WYWIAD]

Rok 2026 jest dla LYRRE przełomowy. Po niemal trzech latach pracy zespół wydał drugi album studyjny „Nothing Is Promised”, zagrał premierowe koncerty w Warszawie i Krakowie, a jego rozpoznawalność coraz mocniej wykracza poza polską scenę. W rozmowie z nami Michalina Malisz i Piotr Martuś opowiadają o nowej płycie, renesansie liry korbowej, działalności DIY, międzynarodowej publiczności, niechęci do sztucznej inteligencji w sztuce i dalszych planach LYRRE.

LYRRE od początku wymyka się prostym klasyfikacjom. Z jednej strony w centrum tej muzyki stoi lira korbowa — instrument o długiej historii, charakterystycznym brzmieniu i ogromnym potencjale melodycznym. Z drugiej strony zespół nie traktuje tradycji jak muzealnego eksponatu, lecz jak żywy materiał, który można zestawić z cięższą gitarą, nowoczesną produkcją, emocjonalnym wokalem, filmową przestrzenią, a miejscami nawet energią bliską metalowej ekstremie. Efektem jest twórczość osobna: zakorzeniona w dawnych inspiracjach, ale prowadzona współczesnym językiem, bez kalkulowania pod jedną scenę, jeden rynek czy jeden zestaw oczekiwań.

Najważniejszym punktem 2026 roku dla zespołu jest „Nothing Is Promised”, druga studyjna płyta LYRRE, nad którą prace trwały prawie trzy lata. To album, który pokazuje dojrzalszą wersję projektu – bardziej świadomą brzmieniowo, lepiej osadzoną kompozycyjnie i mocniej skupioną na emocjach niż na dosłownym opowiadaniu historii. Michalina Malisz przyznaje, że teksty na nowym materiale są bardziej zawoalowane i rozmyte, mają przypominać obrazy, a nie prostą narrację. Piotr Martuś opisuje natomiast proces twórczy jako połączenie intuicji, selekcji i zespołowej pracy nad detalem: od gitarowych szkiców, przez partie liry, wokale i teksty, aż po interpretację sekcji rytmicznej przed wejściem do studia.

W rozmowie wraca też temat międzynarodowego rozwoju LYRRE. To ciekawy przypadek zespołu, który nie musiał najpierw mozolnie budować pozycji wyłącznie lokalnie, a dopiero potem wychodzić za granicę. Dzięki wcześniejszej działalności Michaliny w Eluveitie, setkom koncertów na kilku kontynentach oraz anglojęzycznemu kanałowi na YouTube, LYRRE od początku trafiało do odbiorców rozsianych po świecie. Paradoksalnie dziś zespół obserwuje odwrotny kierunek wzrostu: od globalnej, geograficznie zróżnicowanej publiczności do coraz większej rozpoznawalności w Polsce.

To także wywiad o pracy, której często nie widać ze sceny. O organizowaniu koncertów, budżetach, produkcji wizualnej, mediach społecznościowych, logistyce, crowdfundingu, kontakcie z fanami, samodzielnym prowadzeniu wielu elementów działalności i próbie utrzymania profesjonalnego poziomu bez zaplecza dużej machiny. LYRRE pokazuje tu twarz zespołu niezależnego, ale bardzo świadomego: takiego, który myśli o muzyce, obrazie, świetle, scenografii i relacji z publicznością jako częściach jednego doświadczenia. W tej opowieści jest miejsce zarówno na lirę korbową, moshpit, orkiestrę symfoniczną w marzeniach o idealnym koncercie, jak i na bardzo konkretne realia codziennego funkcjonowania zespołu w 2026 roku.

Rok 2026 jest dla LYRRE bardzo intensywny. Które wydarzenie z ostatnich miesięcy uznałbyś za najważniejsze dla zespołu?

Piotr Martuś: Bez cienia wątpliwości, był to moment wydania naszego drugiego albumu studyjnego – “Nothing Is Promised”, nad którym pracowaliśmy od prawie trzech lat. 

W ostatnim czasie coraz częściej mówi się o LYRRE jako jednym z najbardziej rozpoznawalnych polskich zespołów folkowych za granicą. Jak z twojej perspektywy wygląda rozwój projektu na arenie międzynarodowej?

P: Właściwie to od początku naszej działalności staraliśmy się docierać do publiczności globalnie. Mieliśmy ten przywilej, że nie startowaliśmy całkowicie od zera ponieważ Michalina była już rozpoznawalna na arenie międzynarodowej zarówno dzięki występom z Eluveitie, z którym to zespołem zagrała setki koncertów na kilku kontynentach, jak i dzięki kanałowi na YT, prowadzonemu od lat, w języku angielskim i docierającym do szerokiej publiczności na całym świecie. W zasadzie to obserwujemy u nas wręcz odwrotną ścieżkę rozwoju czyli od publiczności zdywersyfikowanej geograficznie do coraz większej rozpoznawalności u nas w Polsce.  

Lyrre foto Paweł Świrek
Lyrre foto Paweł Świrek

Po odejściu z Eluveitie stworzyłaś własną drogę artystyczną. Czy dziś czujesz, że LYRRE osiągnęło już formę, którą miałaś w głowie na początku?

Michalina Malisz: Myślę, że tak. Od początku naszym głównym założeniem dla LYRRE było po prostu tworzenie muzyki jakiej sami chcielibyśmy słuchać. A że jesteśmy pasjonatami liry korbowej i w zasadzie całe nasze życie obraca się wokół tematów związanych z tym instrumentem to też od początku było dla nas jasne, że w twórczości LYRRE chcemy dać lirze przestrzeń do pełnego wybrzmienia, grania głównych linii melodycznych i solówek. Nasz zespół ewoluuje i pewnie przejdzie przez jeszcze wiele odsłon, ale centralne miejsce liry korbowej w nim nigdy się nie zmieni.

Jak zmieniło się twoje podejście do muzyki od momentu założenia zespołu do dziś?

M: Zaraz po założeniu zespołu i podczas tworzenia pierwszego albumu bardzo zagłębiłam się w temat produkcji muzycznej oraz songwritingu. Nigdy wcześniej nie pisałam własnych piosenek, nie mówiąc już o produkowaniu ich, ale to pasjonujący temat, więc nie zwlekałam z zastosowaniem teorii w praktyce. Obecnie, po wydaniu naszej drugiej płyty, czuję się dużo pewniej w temacie pisania utworów, ale podejście do muzyki w zasadzie od samego początku LYRRE towarzyszy mi to samo – chcę po prostu stworzyć coś, co będzie piękne. 

LYRRE łączy inspiracje historyczne, folkowe i współczesne. Jak wygląda proces znajdowania równowagi między autentycznością a własną interpretacją dawnych tradycji?

P: Odbywa się to u nas na tak zwanego “czuja”. Wszystko robimy intuicyjnie, nic nie wynika ze świadomych kalkulacji. Oczywiście finalny efekt zawsze będzie jakąś wypadkową rzeczy, które nas w danej chwili inspirują, ale te się ciągle zmieniają i ewoluują – czasem jest to głównie muzyka folkowa, czasem filmowa, a czasem jest to nawet black metal. Myślę, że ta różnorodność inspiracji oraz to, że odbywa się to głównie na poziomie podświadomym sprawiają, że efekt końcowy jest równocześnie zbilansowany, ale też brzmi dość unikalnie.

Lyrre foto Paweł Świrek
Lyrre foto Paweł Świrek

Czy podczas pracy nad nowym materiałem bardziej kierujesz się emocjami, historią czy brzmieniem?

M: Najbardziej kieruję się emocjami, na drugim miejscu brzmieniem. Chcemy, żeby muzyka LYRRE miała całą paletę emocji, od melancholii po euforię. Zazwyczaj podczas pracy nad konkretnym utworem staram się wyczuć, jaką ma on atmosferę, dokąd nas poprowadzi. 

Lira korbowa przeżywa obecnie renesans popularności. Jak oceniasz zainteresowanie tym instrumentem w 2026 roku w porównaniu z tym, co obserwowałaś kilka lat temu?

M: Zgadza się, lira korbowa zdecydowanie przeżywa swój renesans. Myślę, że popularność tego instrumentu jest w pewnym sensie na stabilnej fali wzrostowej od około 10 lat temu. Widzimy coraz więcej muzyków wykorzystujących lirę w swojej twórczości, coraz rzadziej też musimy tłumaczyć spotkanym przypadkowo ludziom czym w ogóle jest ten instrument. Oczywiście bardzo nas to cieszy i mamy nadzieję, że także dzięki naszym staraniom popularyzacja liry będzie wciąż postępować.

Czy zdarza ci się spotykać muzyków, którzy rozpoczęli naukę gry na lirze korbowej właśnie dzięki twojej działalności?

M:  Tak, te grupy bardzo często się pokrywają – ludzie którzy oglądali kiedyś moje filmy na YT niejednokrotnie zostali później moimi uczniami, zakupili liry korbowe MM Instruments naszej produkcji, ze sklepu Ancestore.eu, który prowadzimy wspólnie z Piotrem. Ci sami ludzie są także moimi patronami na Patreonie lub wspierali nas podczas crowdfundingu na debiutancką płytę. Jesteśmy im wszystkim niezmiernie wdzięczni, bo dzięki nim możemy robić to, co kochamy.

Lyrre foto Paweł Świrek
Lyrre foto Paweł Świrek

W mediach społecznościowych regularnie pokazujesz kulisy swojej pracy. Jak ważny jest dziś bezpośredni kontakt z fanami?

M:  W obecnych czasach kontakt z fanami jest bardzo ważny, a dla niezależnych zespołów, takich jak LYRRE, wręcz kluczowy. To dzięki naszym fanom możemy tworzyć muzykę i to, że mamy możliwość bezpośredniego dotarcia do nich jest bardzo cenne. Wraz z rozwojem mediów społecznościowych narasta również szum medialny, który ten kontakt utrudnia, ale mamy nadzieję, że nasi fani usłyszą nas mimo niego. A przynajmniej będziemy pracować nad tym, by tak było!

Czy odbiorcy LYRRE różnią się od publiczności, którą poznawałaś podczas działalności w Eluveitie?

M: Nie odnoszę takiego wrażenia, zwłaszcza, że często odbiorcy muzyki LYRRE są równocześnie fanami Eluveitie. 🙂 

Który koncert z 2026 roku najbardziej zapadł ci w pamięć i dlaczego?

P: Oczywiście były to nasze dwa koncerty premierowe “Nothing Is Promised” w Warszawie i Krakowie, gdzie zagraliśmy cały nowy materiał jak i kilka hitów z poprzedniej płyty. Energia pod sceną była naprawdę świetna, będziemy długo wspominać te dwa magiczne wieczory. Również ze względu na atmosferę jaka panowała między nami a dwoma świetnymi zespołami, z którymi dzieliliśmy scenę – Czarnym Bzem i Aether. 

Lyrre foto Paweł Świrek
Lyrre foto Paweł Świrek

Jakie są największe wyzwania logistyczne i organizacyjne dla zespołu działającego na międzynarodowej scenie folk metalowej i folkowej?

P: Przede wszystkim ciężko jest nam pogodzić ambitne wizje na produkcję sceniczną czy  oprawę wizualną płyt i teledysków z ograniczonym budżetem. Często wymaga to wiele poświęceń ze strony wszystkich w zespole. Dużo rzeczy robimy w formule DIY, a dzięki temu że każdy z nas ma pewne doświadczenie ze swoich działalności poza zespołem udaje nam się uzyskiwać profesjonalne efekty bez angażaowania wielu specjalistów z zewnątrz.

Reklama

Jak wygląda podział obowiązków w LYRRE poza samym komponowaniem i koncertowaniem?

P: Michalina jest doświadczona w prowadzeniu mediów społecznościowych i w całości dba o naszą komunikację z fanami. Ja natomiast dbam bardziej o sprawy organizacyjne, logistykę, finanse, booking i technikalia. Miłosz i Tomasz angażują się mocno w pracy studyjnej, przy  nagrywaniu utworów na płytę, oraz w trakcie koncertów, również od strony technicznej. 

Czy są elementy działalności zespołu, których fani zwykle nie dostrzegają, a które pochłaniają najwięcej czasu?

M: Jeśli chodzi o wydawanie i promowanie muzyki, to bardzo dużo czasu zajmują działania takie jak tworzenie materiałów na media społecznościowe. Regularne wymyślanie treści, tworzenie ich i postowanie mogłoby spokojnie stworzyć pełny etat. Z kolei w temacie koncertów jest to ich organizacja, logistyka i podróże – żeby zagrać jeden koncert, przygotowania trzeba zacząć wiele tygodni wcześniej, a same dni koncertowe są bardzo intensywne. 

Lyrre foto Paweł Świrek
Lyrre foto Paweł Świrek

Coraz więcej zespołów wykorzystuje sztuczną inteligencję przy tworzeniu grafik czy materiałów promocyjnych. Jakie jest twoje podejście do takich narzędzi?

M: Osobiście jestem przeciwko, uważam wręcz, że sfera artystyczna powinna zostać swoistą oazą, całkowicie wolną od AI. W LYRRE nie wykorzystujemy sztucznej inteligencji ani w aspekcie muzycznym, ani wizualnym. Oprawa wizualna naszej muzyki jest dla nas szalenie ważna. Starannie wybraliśmy osoby, które ją tworzą: autorem teledysków do naszych piosenek jest Jan Gajewski, okładki albumów i singli to dzieło Adama Strzelczyka, a zdjęcia promocyjne w cyklu “Nothing Is Promised” – fotografki Justyny Kamińskiej. Bardzo cenimy współpracę z nimi i zamierzamy ją kontynuować.

W muzyce LYRRE dużą rolę odgrywa opowiadanie historii. Czy istnieje temat historyczny lub legenda, do której chciałabyś jeszcze wrócić w przyszłych utworach?

M: Na ten moment mniej koncentruję się w tekstach na konkretnych legendach czy tematach historycznych. Więcej takich inspiracji pojawiało się na pierwszym albumie, na przykład w utworze “Crown”, który jest naszą interpretacją mitu o Persefonie, historią opowiedzianą z jej perspektywy. Na “Nothing Is Promised” teksty są dużo bardziej zawoalowane, rozmyte, mają bardziej przypominać obrazy niż konkretną historię.

Lyrre foto Paweł Świrek
Lyrre foto Paweł Świrek

Jak wygląda obecnie proces komponowania w zespole? Czy materiał powstaje wspólnie, czy ktoś przynosi gotowe pomysły?

P: Już podczas tworzenia numerów na poprzednią płytę wyklarował się pewien schemat, który na ten moment działa u nas najlepiej. Według niego stworzyliśmy wszystkie utwory na “Nothing Is Promised”. Najpierw ja przynoszę szkice nowych piosenek w postaci kilku riffów gitarowych wraz ze wstępnym pomysłem na partie perkusyjne. Kolejnym krok należy już do Michaliny, która w pierwszej kolejności dokonuje selekcji wybierając, w cudzysłowiu, jedynie te najsoczystsze kąski. Następnie tworzy do nich linie liry korbowej, teksty i linie wokalne. Po drodze często już wspólnie adaptujemy na nowo strukturę utworu, wzbogacamy o nowe motywy czy dodatkowe smaczki produkcyjne aby otrzymać bliskie finalnej wersji demo. Z takim demkiem udajemy się na próby gdzie wspólnie z chłopakami z sekcji rytmicznej, Tomaszem i Miłoszem by dokonujemy docelowej interpretacji przed wejściem do studia.

Czy pracujecie już nad kolejnymi wydawnictwami lub premierami planowanymi po 2026 roku?

P: Owszem, mamy już kilka szkiców numerów na kolejny album, chociaż od szkicu do finalnego produktu w postaci zmiksowanego utworu czeka nas jeszcze bardzo, bardzo długa droga. Natomiast zanim zaczniemy w pełni skupiać się na trzeciej płycie, rozważamy poważnie, aby przygotować pewną alternatywną wersję płyty “Nothing Is Promised” jako pełnowymiarowe bonusowe wydawnictwo. Nie chcemy jeszcze zdradzać wszystkich szczegółów, lecz możemy zapewnić, że będzie to ambitniejsze przedsięwzięcie niż w przypadku naszego debiutu “Not All Who Dream Are Asleep”, który pojawił się również w wersji instrumentalnej. Tym razem czeka nas powrót do studia, by dograć nowe partie wokalne i alternatywne instrumentarium. 

Jakie cele artystyczne stawiasz sobie jako muzyk na najbliższe lata?

M: Szlifowanie techniki wokalnej, lirowej oraz songwriterskiej. Chciałabym również zagłębić się w pisanie utworów na samą lirę korbową. Jest to instrument o niesamowitych możliwościach i czuję, że jeszcze wiele przede mną do odkrycia w tym temacie. 

Lyrre foto Paweł Świrek
Lyrre foto Paweł Świrek

Gdybyś mogła wskazać jedną rzecz, która najbardziej zaskoczyła cię w rozwoju LYRRE w ostatnich latach, co by to było?

M: Jedną z rzeczy, które pozytywnie nas zaskoczyły, jest to, jak wiele osób zwraca uwagę na perkusję. Od początku wiedzieliśmy jak ważne jest flow perkusisty oraz jak dobrze styl Tomasza wpisuje się w naszą wizje, więc tym bardziej bardzo cieszy nas, że słuchacze też to wychwytują. W takiej muzyce łatwo skupić się przede wszystkim na wokalu czy lirze korbowej, a tymczasem coraz częściej słyszymy konkretne komentarze o perkusji. To pokazuje, że nasi odbiorcy słuchają naprawdę uważnie.

Czy jest utwór LYRRE, który dziś nagrałabyś inaczej niż kilka lat temu?

M: Jest ich całkiem sporo! Na pierwszej płycie dopiero zaczynałam swoją przygodę z nagrywaniem wokali i od tego czasu dużo się zmieniło – wiele się nauczyłam i rozwinęłam się jako wokalistka. Myślę, że utwory z naszej pierwszej płyty mogłabym teraz nagrać lepiej, ale z drugiej strony traktuję je jako pamiątkę z tamtego etapu.  

Jakie znaczenie mają dla ciebie historyczne źródła podczas tworzenia muzyki?

M: Tak naprawdę do tworzenia tekstów w LYRRE bardziej inspiruje mnie mitologia i literatura niż źródła stricte historyczne. Dla porównania, w Eluveitie źródła historyczne były niezmierne ważne i inspirowały historie opowiadane na płytach czasami nawet dosłownie – dobrym przykładem tutaj jest album “Helvetios”, który relacjonuje przebieg wojen galijskich.

W LYRRE inspiracje mitologiczne służą bardziej jako metafora. Tematyka utworów jest bardziej rozmyta, może nawet trochę abstrakcyjna.

Lyrre foto Paweł Świrek
Lyrre foto Paweł Świrek

Czy zdarza się, że odkrycia historyczne lub archeologiczne inspirują nowe kompozycje?

M: Nie, do tej pory tak się nie zdarzyło. Ale może w przyszłości pojawi się jakieś inspirujące odkrycie, kto wie!

Jak wygląda twój idealny koncert jako słuchacza, a jak jako wykonawcy?

P: Aby koncert można nazwać idealnym musi się zgrać wiele bardzo różnych czynników takich jak dobry klub, gdzie równocześnie będzie na tyle dużo miejsca dla widowni, żeby można było w komforcie oddać się przeżywaniu muzyki, ale równocześnie na tyle mało, żeby było czuć atmosferę wspólnoty, a na bardziej dynamicznych piosenkach być zainspirowanym do wspólnej zabawy pod sceną. Wbrew pozorom, mimo momentami spokojnej, melancholijnej atmosfery naszych utworów, znajdą się podczas koncertów LYRRE fragmenty na tyle ciężkie i dynamiczne, że publiczność potrafi zrobić moshpit, ścianę śmierci, circle pit czy też wspólnie z nami poskakać czy poskandować. Absolutnie kluczowe jest oczywiście nagłośnienie. Zawsze bierzemy na koncerty któregoś z naszych zaufanych realizatorów, który zna nasz materiał, natomiast by miks na żywo był naprawdę idealny, potrzeba także komfortowego czasu na próbę, dobrej akustyki pomieszczenia oraz wysokiej klasy systemu nagłośnieniowego. 

Nie poprzestajemy jednak na dźwięku i choreografii, według nas show świetlne, dekoracje sceniczne i efekty specjalne powinny być standardem nie tylko dla największych zespołów, dlatego inwestujemy w te kwestie od samego początku wiedząc, że te sprawy często podświadomie lecz znacząco wpływają na ostateczny odbiór występu.

Gdybym natomiast miał sobie wyobrazić taki naprawdę wymarzony koncert LYRRE to byłoby to naprawdę duże przedsięwzięcie, do którego zaangażowalibyśmy także dodatkowych muzyków, a nawet orkiestrę symfoniczną i chór. Nie obyłoby się także bez pirotechniki z prawdziwego zdarzenia.

Jakiej rady udzieliłabyś osobie, która chce rozpocząć przygodę z lirą korbową w 2026 roku?

M: Środowisko lirowe bardzo rozwinęło się przez ostatnie 10-15 lat, zwłaszcza online. 2026 rok to świetny moment na rozpoczęcie gry na lirze korbowej. Są różne opcje zakupienia instrumentu dla osoby początkującej, w internecie jest bardzo dużo materiałów do nauki, forów, można skontaktować się również bezpośrednio z nauczycielami liry. Na sam instrument wciąż trzeba trochę poczekać, bo praktycznie każdy lutnik lub sprzedawca ma listę oczekiwania, ale jeśli ktoś czuje, że lira to jego temat, warto uzbroić się w cierpliwość i dać jej szansę. Osobiście serdecznie polecam. 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *