Pär Sundström i Thobbe Englund (Sabaton): „Z »Legends« jeszcze nie skończyliśmy!” [WYWIAD]

Pär Sundström i Thobbe Englund o nowej erze Sabatonu, powrocie Thobbego, The Legendary Orchestra i o tym, dlaczego Polska wciąż jest dla nich drugim domem.

Wprowadzenie

W ubiegłym roku Sabaton ostatecznie zamknął długi rozdział poświęcony I wojnie światowej i rozpoczął zupełnie nowy etap swojej twórczości, skupiając się na historiach legendarnych postaci, które na trwałe zapisały się na kartach dziejów.

Jednocześnie po siedmiu latach do zespołu powrócił gitarzysta Thobbe Englund, grupa rozpoczęła współpracę z wytwórnią Better Noise Music, a ambitne projekty, takie jak „Yamato” czy The Legendary Orchestra, pokazują, że twórcze ambicje Sabatonu wykraczają daleko poza tradycyjny cykl wydawniczy.

Przed niedawnym koncertem zespołu w Polsce usiedliśmy z basistą Pärem Sundströmem i gitarzystą Thobbem Englundem, aby porozmawiać o albumie „Legends”, powrocie Thobbego, przyszłości zespołu oraz o tym, dlaczego Polska wciąż pozostaje dla nich drugim domem.

Rozmawiał: Matt Sakson

Sabaton by Steve Bright
Sabaton by Steve Bright

„Legends” wciąż brzmi jak zupełnie nowy album

Matt: Minęło już sześć miesięcy od premiery „Legends”. Jak dziś, z pewnej perspektywy, patrzycie na ten album?

Thobbe Englund: Niewiele się zmieniło. Dla mnie ta płyta nadal brzmi bardzo świeżo.

Pär Sundström: Mam dokładnie takie samo odczucie. Nawet kiedy gramy te utwory na żywo, wciąż wydają się zupełnie nowe. Myślę, że ten album jeszcze tak naprawdę w nas nie „osiadł”. Paradoksalnie jedynym utworem, który wydaje się odrobinę starszy, jest „Templars”.

Thobbe Englund: Chyba głównie przez jego klimat.

Pär Sundström: Pewnie tak. Sama historia należy przecież do zupełnie innej epoki.

Matt: Ale jednocześnie, pod względem kompozycyjnym, to chyba jeden z najbardziej świeżych utworów Sabatonu od lat, zwłaszcza dzięki tym chóralnym aranżacjom.

Pär Sundström: To prawda. Ma bardzo charakterystyczne brzmienie. Nie mamy drugiego utworu, który brzmiałby podobnie. To samo można powiedzieć o „A Tiger Among Dragons”. Oba kawałki mają własną, wyraźną tożsamość.

Thobbe Englund: Zdecydowanie wyróżniają się na tle całego albumu.

Tajemnica „Templars”

Matt: Fani nieustannie zadają jedno pytanie. Co dokładnie jest śpiewane po łacinie na początku „Templars”?

Pär Sundström: Cóż… tego nigdy nie zdradzimy!

Thobbe Englund: To ściśle tajne! (śmiech)

Zamknięcie rozdziału poświęconego I wojnie światowej

Matt: „Legends” otwiera zupełnie nowy rozdział w historii Sabatonu. Przez poprzednie sześć lat wasza twórczość koncentrowała się głównie na I wojnie światowej – dłużej, niż w rzeczywistości trwał sam konflikt. Czy trudno było zostawić ten etap za sobą?

Pär Sundström: Wcale nie. Wręcz przeciwnie – to było bardzo odświeżające. Spędziliśmy tyle czasu, zagłębiając się w historię I wojny światowej, że naturalnie doszliśmy do momentu, w którym poczuliśmy potrzebę zajęcia się czymś innym. Nie zmienia to jednak faktu, jak ważne pozostają dla nas tamte albumy. Tematyka I wojny światowej idealnie pasowała do Sabatonu. Obrazowość, atmosfera i muzyka stały się częścią tożsamości zespołu. Te utwory wciąż stanowią znaczącą część naszych koncertów i jeszcze przez bardzo długi czas będą obecne w setlistach.

Thobbe Englund: Fani uwielbiają je od lat.

Pär Sundström: Dokładnie. Tamte płyty dały nam mnóstwo utworów, które stały się koncertowymi klasykami. Zostaną z nami jeszcze na długo. Ale pod względem twórczym zmiana była niezwykle odświeżająca.

Thobbe Englund: Nigdy wcześniej nie zajmowaliśmy się starożytnymi legendami, więc wszystko związane z tym albumem wydawało się nowe.

Thobbe Englund, Sabaton. Stockholm 2025. Photo by Matt Sakson
Thobbe Englund, Sabaton. Stockholm 2025. Photo by Matt Sakson

Jak Sabaton wybiera swoich bohaterów

Matt: „Legends” opowiada historie jedenastu postaci historycznych – lub grup ludzi – które odcisnęły wyjątkowe piętno na historii. Trudno było ograniczyć wybór do zaledwie jedenastu opowieści?

Thobbe Englund: Zaczynaliśmy z listą liczącą chyba około trzydziestu kandydatów.

Pär Sundström: Co najmniej. Najciekawsze jest jednak to, że nigdy nie zaczynamy od postaci historycznej – tylko od muzyki. Gdy utwór jest już gotowy, zastanawiamy się, która historia najlepiej pasuje do jego klimatu.

Thobbe Englund: W przypadku „Impaler” wybór był oczywisty. Muzyka jest mroczna, ciężka i niepokojąca, więc Vlad Palownik od razu przyszedł nam do głowy.

Pär Sundström: Niektóre utwory właściwie same wybierały swój temat. „Templars” było jednym z nich. Inne wymagały znacznie więcej czasu. Na przykład „Lightning at the Gates” ma bardzo podniosły, majestatyczny charakter. Nie da się połączyć takiej muzyki z historią pełną krwawej rzezi. Musieliśmy szukać tak długo, aż znaleźliśmy idealne dopasowanie.

Dlaczego Napoleon nie dostanie własnego albumu… przynajmniej na razie

Matt: Jednym z utworów, na który najbardziej czekałem, był ten o Napoleonie – i absolutnie mnie nie zawiódł. Jest fantastyczny! A jednak życie Napoleona wydaje się prawdziwą kopalnią pomysłów, wykraczającą daleko poza jedną piosenkę. Czy mógłby kiedyś doczekać się własnego albumu koncepcyjnego Sabatonu, na wzór „Carolus Rex”?

Pär Sundström: Rozmawialiśmy o tym, ale nie jestem przekonany, czy cały album poświęcony jednej osobie byłby dobrym pomysłem. Najbardziej obawiam się, że mógłby stać się zbyt powtarzalny.

Matt: Z drugiej strony w tle mamy jeszcze rewolucję francuską, marszałków, kampanie wojenne…

Pär Sundström: To prawda. Materiału z pewnością by nie zabrakło. Nigdy nie mów nigdy.

Matt: Czy w takim razie kolejny album ma szansę stać się kontynuacją „Legends”?

Thobbe Englund: Jak najbardziej.

Pär Sundström: Wciąż istnieje niezliczona ilość historii, które moglibyśmy opowiedzieć, ale jeszcze o tym nie myślimy. Cały czas skupiamy się na „Legends”. Nadal promujemy ten album w trasie i w ramach tego cyklu mamy jeszcze sporo niespodzianek. Z „Legends” jeszcze nie skończyliśmy!

„Yamato” musiało poczekać na właściwy moment

Matt: Póki co, po premierze „Legends” podzieliliście się z fanami nowym numerem „Yamato”, stanowiącym drugą odsłonę współpracy z twórcami „World of Warships”. Dlaczego właśnie teraz uznaliście, że nadszedł odpowiedni moment, aby opowiedzieć tę historię?

Pär Sundström: Odkąd wydaliśmy piosenkę „Bismarck”, fani nieustannie mówili nam: „Teraz musicie nagrać »Yamato«”. To chyba dwa najbardziej ikoniczne pancerniki swojej epoki, więc od początku wiedzieliśmy, że wszyscy będą je ze sobą porównywać. Myśleliśmy o tym przez lata, ale najpierw potrzebowaliśmy odpowiedniej kompozycji. Co ciekawe, muzyka do „Yamato” powstała jeszcze przed „Legends”. Świadomie nie umieściliśmy jej na albumie, ponieważ chcieliśmy zachować ją właśnie z myślą o tym projekcie. Przez cały ten czas pozostawaliśmy też w bliskim kontakcie z ekipą z Wargaming, rozmawiając o różnych pomysłach na to, jak w sensowny sposób rozwinąć historię rozpoczętą przez „Bismarck” i jednocześnie wpleść ją w świat gry. W końcu wszystko złożyło się w całość we właściwym momencie. Wreszcie mogliśmy opowiedzieć tę historię do końca i bardzo się cieszę, że udało nam się zamknąć ten rozdział – przynajmniej na razie.

Matt: „Legends” to także wasz pierwszy album wydany we współpracy z Better Noise Music. Jak doszło do tego partnerstwa?

Pär Sundström: Po tylu latach spędzonych z Nuclear Blast po prostu uznaliśmy, że warto sprawdzić, jakie inne możliwości są na rynku. Nie dlatego, że byliśmy niezadowoleni ze współpracy – wręcz przeciwnie. Świetnie nam się razem pracowało. Ale po wielu latach naturalnie wpada się w pewne schematy. Nie ma w tym nic złego, jednak czasami potrzebujesz nowych ludzi, świeżych pomysłów i innego spojrzenia. Właśnie to znaleźliśmy w Better Noise. Współpraca z nową wytwórnią podsunęła nam idee, na które prawdopodobnie sami byśmy nie wpadli. Pod tym względem wszystko potoczyło się dokładnie tak, jak mieliśmy nadzieję.

Thobbe Englund i Tommy Johansson, Sabaton, Gdańsk 2026.. Photo by Matt Sakson
Thobbe Englund i Tommy Johansson, Sabaton, Gdańsk 2026. Photo by Matt Sakson

„To było tak, jakby czas się zatrzymał”

Matt: Przed premierą „Legends” Sabaton przeszedł znaczącą zmianę składu. Thobbe, wróciłeś do zespołu po odejściu Tommy’ego Johanssona. Co sprawiło, że decyzja o powrocie była dla ciebie tak oczywista? I czy nadal jesteś członkiem Civil War?

Thobbe Englund: Tak, nadal jestem w Civil War. A jeśli chodzi o powrót do Sabatonu… szczerze mówiąc, to była jedna z najłatwiejszych decyzji w moim życiu. Kiedy usłyszałem, że Tommy odchodzi, akurat siedziałem z Pärem przy piwie. Zaczęliśmy o tym rozmawiać i odpowiedź właściwie brzmiała: „Jasne, że tak!”. Powrót okazał się dziwnym doświadczeniem – ale w najlepszym możliwym sensie. Naprawdę mam wrażenie, jakby czas w ogóle nie minął. Jakby nie było żadnej siedmioletniej przerwy. Wszystkie wspólne wspomnienia są równie żywe, jakby wydarzyły się wczoraj. Bez dwóch zdań był to jeden z najlepszych wyborów, jakich dokonałem.

Matt: Jest taka scena w jednym z filmów o Jamesie Bondzie, w której M prosi Jamesa o powrót do MI6, a on odpowiada: „Nigdy nie odszedłem!”. To brzmi niemal jak twoja historia.

Thobbe Englund: (śmiech) To zabawne, bo pamiętam koncert Sabatonu w 2022 roku. Ktoś stojący obok powiedział do mnie: „Dziwnie, że nie grasz już w zespole”. A moja pierwsza reakcja była: „Jak to nie gram? Po prostu nie stoję na scenie!”. Naprawdę właśnie tak to odczuwałem. W pewnym sensie zawsze byłem częścią Sabatonu – tylko akurat nie byłem tym, który stał w świetle reflektorów.

Matt: Czyli to bardziej rodzina niż zwykły zespół.

Thobbe Englund: Dokładnie. To jedno i drugie. Jesteśmy zespołem, ale jesteśmy też jak rodzina.

The Legendary Orchestra/Sabaton by Matt Sakson
The Legendary Orchestra/Sabaton. Stockholm 2025. Photo by Matt Sakson

The Legendary Orchestra dopiero się rozkręca

Matt: W ubiegłym roku zakończyliście The Legendary Tour w spektakularny sposób – koncertem w rodzinnym Sztokholmie, na stadionie 3Arena, przed niemal trzydziestotysięczną publicznością. To był niezapomniany finał. Czy był to największy koncert, jaki Sabaton zagrał jako headliner?

Pär Sundström: Tak. To był nasz największy samodzielny koncert poza festiwalami. Na scenie byliśmy tylko my, co czyniło ten wieczór jeszcze bardziej wyjątkowym. Zakończenie trasy w Szwecji, przed własną publicznością, było niezwykle emocjonalnym momentem.

Thobbe Englund: Zdecydowanie. To było coś naprawdę wyjątkowego.

Matt: Na potrzeby tej trasy stworzyliście również The Legendary Orchestra, która dodała koncertom zupełnie nowy wymiar. Czy fani mogą liczyć na powrót tego projektu?

Pär Sundström: Szybciej, niż mogłoby się wydawać. Orkiestra nigdy nie miała być jednorazowym eksperymentem. Już podczas trasy zrozumieliśmy, że z tym pomysłem można zrobić znacznie więcej, dlatego od tamtej pory cały czas go rozwijamy. Pracujemy nad nowymi aranżacjami, nową muzyką, nowymi historiami i współpracą z zaproszonymi muzykami. Zbudowaliśmy coś znacznie większego niż to, co ludzie zobaczyli podczas trasy. Nie – The Legendary Orchestra zdecydowanie się nie skończyła. Wręcz przeciwnie. Wróci w naprawdę wielkim stylu!

Matt: Fantastycznie to słyszeć. To był jeden z największych punktów całego widowiska. Oczywiście nie jedyny – na potrzeby The Legendary Tour zbudowaliście imponującą scenę w formie zamku, występowaliście w strojach inspirowanych średniowieczem i stworzyliście prawdziwie teatralne widowisko. Czy tym razem fani powinni spodziewać się czegoś podobnego?

Pär Sundström: Nie. To, co przygotowaliśmy na letnie festiwale, będzie czymś zupełnie innym. Zmieniła się setlista, zmienił się klimat i cała produkcja ma zupełnie inną tożsamość. The Legendary Tour przypominało niemal spektakl muzyczny – historię opowiedzianą od początku do końca według bardzo precyzyjnego scenariusza. Tym razem stawiamy przede wszystkim na surową energię.

Thobbe Englund: Dokładnie.

Matt: Czyli koncerty będą bardziej spontaniczne?

Thobbe Englund: Zdecydowanie bardziej.

Pär Sundström: Poprzednie widowisko musiało trzymać się bardzo szczegółowego scenariusza. Teraz mamy znacznie większą swobodę. Zmieniamy kolejność utworów, eksperymentujemy z setlistą i pozwalamy, by każdy koncert nabierał własnego charakteru. To zupełnie inne doświadczenie.

Sabaton podczas koncertu w Sztokholmie (foto: Matt Sakson)
Pär Sundström, Sabaton. Stockholm 2025. Photo by Matt Sakson

Życie poza sceną

Matt: Pär, poza muzyką ogromną pasją stały się dla ciebie gry, co ostatecznie doprowadziło do powstania Horns Up Games. Czy po „Lord of Metal” planujecie już kolejny tytuł?

Pär Sundström: Najpierw musimy ukończyć „Lord of Metal”. To jest obecnie nasz absolutny priorytet. Dopiero później zobaczymy, dokąd nas to zaprowadzi. Branża gier działa zupełnie inaczej niż przemysł muzyczny i wciąż uczę się, jak wszystko funkcjonuje. Na szczęście mam wokół siebie świetny zespół. Oczywiście pomysłów na kolejne gry mi nie brakuje, ale stworzenie dobrej gry zajmuje naprawdę dużo czasu. Najpierw skończymy tę, a potem zobaczymy, co będzie dalej.

Dlaczego Polska zawsze jest jak drugi dom

Matt: Jeśli dane z setlist.fm są poprawne, dzisiejszy koncert będzie pięćdziesiątym pierwszym występem Sabatonu w Polsce. To wiele mówi o waszej relacji z polskimi fanami. Co sprawia, że wracacie tutaj rok po roku?

Thobbe Englund: Energia! Polska publiczność ma w sobie coś wyjątkowego. Za każdym razem, kiedy tu przyjeżdżamy, atmosfera jest niesamowita. A… na dzisiejszy wieczór przygotowaliśmy małą niespodziankę.

Pär Sundström: Ostatecznie to właśnie fani sprawiają, że tutaj wracamy. Gdyby ludzie nie chcieli nas oglądać, po prostu by nas tu nie było. Ale rzeczywiście – zagranie tylu koncertów w jednym kraju to coś wyjątkowego. Oczywiście Niemcy są ogromnym rynkiem, podobnie jak Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone, gdzie gramy bardzo często ze względu na skalę tych krajów. Jednak zaraz po nich to właśnie Polska znajduje się na samym szczycie naszej listy.

Matt: Powoli kończy nam się czas, więc chciałbym zakończyć jednym, ostatnim pytaniem. Czy chcielibyście przekazać coś swoim polskim fanom?

Thobbe Englund: Kiedy myślę o Polsce, jako pierwsze zawsze wraca jedno wspomnienie – nasz koncert na Przystanku Woodstock w 2012 roku. To było krótko po tym, jak uformował się nowy skład zespołu, a przyjęcie, jakie zgotowali nam fani, było po prostu niesamowite. Gościnność, atmosfera, morze polskich flag… To jeden z tych momentów, których nigdy się nie zapomina. Dlatego Polska zawsze będzie zajmowała wyjątkowe miejsce w moim sercu.

Pär Sundström: Zgadzam się z tym w stu procentach. Właściwie wczoraj wieczorem byłem jeszcze w mieście z kilkorgiem fanów. Wypiliśmy razem kilka drinków, wymieniliśmy się historiami i stworzyliśmy kolejne wspomnienia. Właśnie dlatego za każdym razem z taką przyjemnością tu wracamy.

Matt Sakson, Pär Sundstrom i Thobbe Englund. Gdańsk 2026. Foto własne autora wywiadu
Matt Sakson, Pär Sundstrom i Thobbe Englund. Gdańsk 2026. Foto własne autora wywiadu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *