Chyba każdy z nas ma takie koncerty, na które po prostu musi dotrzeć – i żadna katastrofa nie ma prawa w tym przeszkodzić. Odwołany lot, konieczność dokonania zakupu biletu na kolejny w trybie last minute (a co za tym idzie, zapłacenia za to jak za zboże…), a następnie perspektywa maksymalnie czterogodzinnego snu i pobudki o 4:00 w nocy? Do przeżycia, byle tylko udało się dolecieć na miejsce i zdążyć na wydarzenie, w którym planowaliście wziąć udział od kilku miesięcy, nieprawdaż?
Wszystkie opisane wyżej uciążliwości musiałem przezwyciężyć w pierwszy weekend września, podróżując na moje kolejne spotkanie z zespołem Nestor, które odbyć się miało w pięknym Göteborgu w zachodniej Szwecji. Ani przez chwilę nie miałem jednak wątpliwości, że to, co czeka mnie na miejscu, będzie warte tego wysiłku – od czasu mojej pierwszej styczności z tą sympatyczną grupą i otaczającym ją środowiskiem fanów żyję bowiem w silnym przekonaniu, że Nestor to coś więcej, niż tylko zespół: to raczej niezwykła, międzynarodowa rodzina z sercem bijącym w malowniczym miasteczku Falköping, w którym narodziła się ta kapela.
Nestor – niezwykła historia zespołu
Tym, którzy o Nestorze wcześniej nie słyszeli, winien jestem w tym miejscu krótki biogram. Zespół, założony pierwotnie w 1989 roku, zdążył wydać zaledwie kilka EP-ek, zanim zawiesił swą działalność w 1995 roku. Dopiero w 2021 roku, w mrocznych czasach pandemii, z inicjatywy wokalisty Tobiasa Gustavssona muzycy Nestora dokonali reunionu w dobie odradzającej się mody na melodyjnego rocka z lat osiemdziesiątych. Od chwili powrotu wydali dwa znakomicie przyjęte albumy – „Kids in a Ghost Town” (2022) i „Teenage Rebel” (2024) – dzięki wspaniałym, energetycznym występom na żywo zyskując jednocześnie reputację świetnego zespołu koncertowego. Ku zaskoczeniu chyba nawet samych członków grupy, 36 lat po swym powstaniu Nestor jest na krzywej wznoszącej, której mogłoby mu pozazdrościć wiele młodszych formacji.
Przedkoncertowe atrakcje
Event w Göteborgu nie był ograniczony jedynie do wieczornego koncertu na terenie kultowego parku rozrywki Liseberg – ze względu na to, że miał to być setny występ live gwiazd wieczoru, zespół przygotował dla swoich wiernych Nestorian całą moc atrakcji rozciągniętych na cały dzień. Wszystko zaczęło się już o 12:00 w południe od spotkania w hotelu Jacy’z, w trakcie którego wspominki muzyków przeplatały się z akustycznymi wykonaniami największych przebojów zespołu. Następnie zespół zaprosił armię swych wielbicieli na brunch, który stanowił znakomitą okazję do pogawędzenia z członkami Nestora w luźnej atmosferze. Mi z pewnością pozwolił na zapomnienie o trudach podróży i tak potrzebne odprężenie się przed najważniejszym punktem programu.









Velveteen Queen na rozgrzewkę
Wieczór na wzgórzu Liseberg otworzył występ lokalnej kapeli Velveteen Queen. Dla tej młodej, założonej w 2021 roku formacji, w której brzmieniu słychać wyraźne inspiracje twórczością Guns N’ Roses, nie była to pierwsza okazja do zaprezentowania się przed fanami Nestora – mieli bowiem okazję pełnić rolę supportu swoich starszych kolegów podczas ich ubiegłorocznej, jesiennej trasy po Niemczech i okolicach (tak, Austrio, Ciebie mam na myśli!). Sam miałem okazję ujrzeć ich na żywo w listopadzie w Berlinie – i muszę przyznać, że na przestrzeni ostatnich 10 miesięcy zrobili jako zespół koncertowy kolosalny wręcz postęp. Z młodych, nie do końca pewnych siebie chłopaków powoli wyrastają prawdziwe sceniczne bestie, które wkrótce powinny dołączyć do grona zdolnych szwedzkich formacji podbijających swą muzyką całą resztę Europy. Sprawdźcie koniecznie ich twórczość – jestem przekonany, że takie numery, jak „Barrel Of A Gun”, „Take Me Higher” czy „Dreamer” trafią w Wasze gusta!





















Nestor przejmuje Liseberg
Po krótkiej przerwie, wypełnionej zabawnymi filmikami przedstawiającymi poszczególnych członków zespołu, na scenie pojawił się Nestor w otoczeniu orkiestry marszowej i tancerzy, po czym lasery przecięły nocne niebo – i wszyscy na 90 minut przenieśliśmy się w lata osiemdziesiąte, wypełnione mieszanką blichtru, kiczu i epickich gitarowych riffów. Set rozpoczął się od porywającego „We Come Alive”, odśpiewanego do spółki ze zgromadzonym pod sceną tłumem fanów. Wspólne śpiewy były zresztą symptomatyczne dla tego koncertu – tak zaangażowanej w koncert publiczności nie widziałem od dawna, ani podczas żadnego z moich wcześniejszych spotkań z Nestorem, ani też podczas występów największych światowych gwiazd.
Nic dziwnego, że przy takim wsparciu ze strony fanów zespół dawał z siebie wszystko, a kolejne utwory brzmiały tego dnia nawet lepiej, niż w swych studyjnych wersjach. Po otwieraczu poleciał ikoniczny już dla miłośników gatunku numer „Kids in a Ghost Town”, a następnie najnowszy singiel Nestora, „In The Name Of Rock’n’Roll”, który bardzo szybko po swej premierze stał się ukochaną piosenką wielu fanów grupy. Po hitowym „Perfect 10 (Eyes Like Demi Moore)” nadszedł czas na blok ballad, wśród których największe wrażenie sprawiła poruszająca piosenka „Tomorrow”. Oryginalnie śpiewana przez Tobiasa w duecie z legendarną Samanthą Fox, tym razem wykonana została do spółki ze szwedzką odpowiedzią na Norah Jones – Lollo Gardtman. Ależ chemia biła od obojga wokalistów podczas tego występu, ależ emocje – nie brakowało wśród widzów takich, którzy uronili łzy, a i sama Lollo miała chyba lekko szkliste oczy pod koniec występu.
Nestor – więcej, niż tylko zespół
Chemia to zresztą słowo-klucz w przypadku Nestora – mało jest na świecie grup, po których tak bardzo byłoby widać, że nie są jedynie przypadkowo zebraną zgrają muzyków, ale formacją składającą się z prawdziwych kumpli, którzy będą ze sobą na dobre i na złe. Dają temu zresztą wyraz także w tekstach swoich piosenek – choćby w „Signed in Blood”, który jest istnym hołdem dla łączącej ich przyjaźni. To właśnie ta piosenka otworzyła serię bardziej dynamicznych utworów, zawierającą między innymi znakomity stadionowy hymn „Victorious”, powerballadę „Caroline” z cudownym outro czy rozpędzony „Firesign”. Podstawową część setlisty zakończyło trio hitów w postaci kawałków „On The Run”, „Teenage Rebel” i „1989”.
Dostaliśmy też bis w postaci „It Ain’t Me”, który jest dobrym utworem, ale trochę zbyt melancholijnym na zamknięcie koncertu – osobiście wolałbym, by w jego miejsce zagrana została któraś z wymienionych wcześniej piosenek lub coś, czego tego wieczoru nie zagrano wcale, jak choćby „Addicted To Your Love” czy cover „I Wanna Dance With Somebody” z repertuaru Whitney Houston. Ale to tylko mały minusik przy ocenie tego ze wszech miar doskonałego koncertu – poza tym trudno Nestorowi za ten występ cokolwiek zarzucić. Porywające wykonania znakomitych piosenek, które już dawno powinny być grane we wszystkich stacjach radiowych świata, melodyjne riffy co rusz wychodzące spod palców gitarowego maestro Jonny’ego Wemmenstedta, lasery, fajerwerki, chearleaderki… czegóż chcieć więcej? Może tylko tego, by takie wieczory nie kończyły się aż tak szybko…






























Nestor: dalsze plany
Dla Nestora koncert na wzgórzu Liseberg nie oznaczał końca tegorocznych aktywności koncertowych. Już w przyszły weekend zespół pod wodzą Tobbego Gustavssona wystąpi w Barcelonie na festiwalu Rock The Sun, a 11 października w rodzimej Karlskronie w ramach The Ultimate Rockfest. Później powróci do Niemiec na serię koncertów klubowych, wśród których bedą między innymi występy w położonych nieopodal polskiej granicy Berlinie i Lipsku.