Po raz kolejny sympatyczni Włosi z najbardziej chyba zakręconego zespołu metalowego na świecie – Nanowar of Steel, odwiedzili Kraków. Ta wizyta była jednak zupełnie na serio …. no może trochę … a tak na naprawdę – to wcale nie. Nie przyjechali jednak sami, lista zaproszonych gości robi wrażenie. Piątkowy wieczór w studenckim klubie Studio zamienił się w mini festiwal, pełen nieoczekiwanych zwrotów akcji, przeróżnej muzyki i salw śmiechu.
Piątkowy, chłodny, lutowy wieczór w krakowskim klubie Studio zamienił się w miejsce spotkania wielu zupełnie różnych muzycznych światów. W ramach trasy koncertowej „Motocultor Festival” na klubowej scenie zagościły kapele: francuska Lady Ahnabel, My Own Ghost z Luksemburga, szwajcarski Hypsign, oraz jako co-headlinerzy Uuhai – mistrzowie mongolskiego metalu oraz Nanowar of Steel, czyli włoscy specjaliści od metalowej parodii i scenicznego chaosu. To międzynarodowe zestawienie od początku zapowiadało wieczór, który trudno będzie porównać z jakimkolwiek innym koncertem.
Imprezę, punktualnie o 20:00 otworzyła Lady Ahnabel. Prawie klasyczny metal prosto z Francji, z mocnym hipnotyzującym głosem wokalistki powoli rozgrzewał zbierającą się publiczność. Krótki 30-sto minutowy set zawierał materiał z jedynej, jak dotąd płyty zespołu. Żywiołowo i energetycznie – tak można opisać występ Lady Ahnabel.
Jako drugi zaprezentował się My Own Ghost ze Szwajcarii. Zespół reprezentuje styl rock-pop-electro, co stanowiło ciekawą odmianę po poprzedniku. My Own Ghost ambitnie podeszli do ustawionego przed nimi zadania i zaprezentowali pełny energii, przejrzysty i dopracowany set. Wokal Julie Rodesh był tym elementem, który szczególnie przyciągał uwagę – jej silny, ciepły głos znakomicie współgrał z resztą instrumentarium, podkreślając zarówno cięższe, jak i bardziej liryczne fragmenty utworów. Styl zespołu płynnie łączy elementy nowoczesnego rocka z chwytliwymi melodiami i subtelnymi elektronikami, co trwale podkreślało ich własny charakter na scenie.
Kolejnym zespołem na scenie był Hypsign, czyli hip hopowo-rockowy duet ze Szwajcarii. Niestety ten występ był chyba najsłabszym elementem piątkowego koncertu. Muzycznie całkiem nieźle, ale ich styl nie do końca trafił w gusta publiczności. Hip-hopowe wstawki podkreślały eklektyczny charakter koncertu.
Po krótkiej przerwie na scenę wparowali muzycy mongolskiego Uuhai. I od pierwszych minut wprowadzili publiczność w trans. Ich występ był intensywny, niemal hipnotyczny – surowy głos z gardłowym zaśpiewem, momentami brzmiący jak kilka instrumentów naraz, niósł się po sali. Publiczność reagowała bardzo żywiołowo, chłonąc nietypowe brzmienia i rytmy, które zdecydowanie bardziej kojarzą się ze stepami Mongolii niż z rockowym klubem. Sami muzycy na scenie również emanowali energią podkreślając tańcem żywiołowe rytmy. Rosnąca popularność mongolskich zespołów metalowych, stanowi pewien ciekawy ewenement. Nie da się zaprzeczyć, że wnoszą do muzyki metalowej pewną szczególną folkową, ale bardzo specyficzną świeżość. Był to mocny kontrast wobec tego, co miało nadejść później, ale właśnie dzięki temu występ Uuhai zapadł w pamięć. Zdecydowanie bardzo mocny i ciekawy występ!
Po mongolskim najeździe scena zmieniła swoje oblicze o sto osiemdziesiąt stopni. Nanowar of Steel weszli z energią, humorem i charakterystycznym przymrużeniem oka. Od pierwszych minut było jasne, że to nie będzie „zwykły” koncert metalowy – żarty, kontakt z publicznością i teatralna przesada były równie ważne jak ciężkie riffy i chóralne refreny. Zespół błyskawicznie porwał tłum, a pogo pod sceną mieszało się ze śmiechem i wspólnym śpiewaniem. Na czas „Genghis Khan” do Wlochów dołączył ekipa z Uuhai, co nie dziwi, bo to kawałek ich historii. Na utworze „Il cacciatore della notte” na scenie pojawia się niezbędna sowa, całkiem dużych rozmiarów. Z kolei znane i lubiane „Norwegian Reggaeton”, „Pasadena 1994”, „Uranus” czy „Valhalleluja” to zdecydowanie najmocniejsze punkty ich występu – tak muzycznie, jak i choreograficznie, a publiczność dała się porwać bez reszty.
Publiczność dopisała, Klub Studio był gęsto wypełniony, a reakcje fanów – głośne i entuzjastyczne. Nanowar of Steel konsekwentnie balansowali między solidnym graniem, a totalną parodią gatunku, co sprawiało, że koncert był jednocześnie muzycznie intensywny i po prostu zabawny. Całość miała luźną, niemal festiwalową atmosferę, mimo klubowych warunków.
Ten wieczór pokazał, że nawet bardzo odległe stylistycznie projekty mogą stworzyć spójną i ciekawą całość. Z jednej strony duchowa, pierwotna energia Uuhai, z drugiej – absurdalny, metalowy humor Nanowar of Steel. Koncert w Klubie Studio był dowodem na to, że muzyczna różnorodność na żywo potrafi zaskoczyć i zostawić po sobie naprawdę dobre wspomnienia. Podkreślić należy dobrą organizację koncertu. Gospodarzem była Fundacja Academica.
Lady Ahnabel









My Own Ghost









Hypsign





Uuhai









Nanowar of Steel























