„Moleskin Fest – muzyczny wpierdol od pierwszej sekundy” – tym zdaniem Marcin „Pashtet” Delikowski podsumowuje ideę festiwalu, który został stworzony z pasji i potrzeby grania. W 2025 roku wydarzenie wraca z trzecią edycją i po raz pierwszy zagości w P23 w Katowicach. Sprawdźcie, czego można się spodziewać!
Trzecia edycja Moleskin Fest odbędzie się 19 grudnia 2025 roku w katowickim klubie P23. Dla organizatora, Marcina „Pashteta” Delikowskiego, to nie tylko impreza zamykająca kalendarz koncertowy – to osobisty projekt zbudowany na konsekwencji, wsparciu przyjaciół i bezkompromisowej selekcji artystów. Po dwóch edycjach zbudowanych oddolnie, z minimalnymi środkami i maksymalnym zaangażowaniem, festiwal zyskał własny rytm, rozpoznawalność i stałą publiczność. Edycja 2025 odbędzie się po raz pierwszy w katowickim klubie P23, co pozwoliło zwiększyć nie tylko przestrzeń i skalę techniczną, ale również liczbę uczestników. W programie – mocne składy: PATRIARKH, Hate, Hostia, Damnation, Moleskin i Shadohm. Organizatorzy pozostają przy sprawdzonych rozwiązaniach: bilety kolekcjonerskie, merch festiwalowy, bar z zimnym piwem i scena, na której nie ma miejsca na kompromisy.
Na początek: czym dla Ciebie/osób zaangażowanych jest Moleskin Fest? Co przyświecało Wam, kiedy zaczynaliście ten projekt?
Nasz plan był prosty. Chcieliśmy aby muzycznym zakończeniem roku kalendarzowego, było wydarzenie na które z jednej strony – przyjadą zespoły, warte posłuchania na żywo, niekoniecznie z naszej części Polski (czy jak się później okazało – świata), czasem grające tu rzadko, a z drugiej strony przyjdą fani, którzy znając lineup, nie będą mogli się doczekać koncertu a w konsekwencji nabiorą ochoty na kolejną edycję. Po ilości pozytywnych reakcji, po tych dwóch edycjach, możemy nieskromnie, ale śmiało potwierdzić, że nam się udało.
Gdyby Moleskin Fest miał swoje motto, jedno zdanie na plakacie — jakie by brzmiało?
Moleskin Fest – muzyczny wpierdol od pierwszej sekundy
Jak wyglądała droga od pierwszej do obecnej edycji festiwalu? Jakie były największe wyzwania przy organizacji?
Myślę, że największym wyzwaniem było to, aby to wydarzenie zaistniało w świadomości słuchaczy. Czyli po prostu drążenie i dłubanie w social mediach, linkowanie, spamowanie znajomych itp. Tu przy okazji chciałbym przeprosić i podziękować naszym przyjaciołom, którzy byli czasem bombardowani informacjami o kolejnym MoleskinFest, ale mam nadzieję, że już teraz wiecie, że to również dzięki WAM ten festiwal istnieje.
Skład zespołów – jak wybieracie artystów, którzy występują na festiwalu? Czy stawiacie przede wszystkim na własne upodobania czy drobiazgowo sprawdzacie rynek?
Tutaj nie ma czystej, biznesowej kalkulacji. Przede wszystkim jesteśmy fanami i słuchaczami więc pryzmat własnych upodobań ma tu oczywiście duże znaczenie. Mamy jednak świadomość, że porywając się z przysłowiową motyką na słońce, może się zdarzyć, że będzie to nasza ostatnia edycja, więc stoimy też mocno na ziemi, mając jednak w tyle głowy, koszty związane z organizacją imprezy. Zawsze jest w nas nadzieja, że lineup, który układamy na kolejne edycje, będzie na tyle atrakcyjny dla słuchacza, że zdecyduje się spędzić z nami ten dzień.
Jaki moment na scenie sprawił, że pomyślałeś: „dla takich chwil warto to robić”
Zawsze, gdy ktoś po koncercie podchodzi i mówi miłe słowo, na temat organizacji czy lineup, to jest to wtedy właśnie taka myśl. Podczas pierwszej edycji bardzo miłe było, gdy ludzie podchodzili i mówili, że cieszą się, że po kilkuletniej przerwie Frontside zagrał w końcu na „swojej” sosnowieckiej ziemi. A przypomnijmy, że był to jeden z pierwszych koncertów z nowym wokalistą. Rok temu, słowa uznania od lidera Pro-Pain – Garego Meskila, na temat organizacji i ogólnego klimatu na festiwalu, dodał nam siły w organizacji trzeciej edycji…. zobaczymy, jaki to moment będzie tym razem… mam nadzieję, że dam znać przed czwartą edycją, haha!
Co nowego planujecie w trzeciej edycji zaplanowanej na 19 grudnia 2025 roku w katowickim P23? Czy będą jakieś niespodzianki, zmiany względem wcześniejszych festiwali?
Przede wszystkim pomimo tego iż dalej zostajemy na naszych śląsko-zagłębiowskich terenach, zmianą będzie miejsce, a co za tym idzie wielkość klubu i ilości uczestników. Większa będzie również scena, ale jest to też oczywiście wymuszone ilością rekwizytów używanych na koncercie przez naszego headlinera – Patriarkh. Reszta to sprawdzone patenty, czyli zimne piwko na barze, merczyk festiwalowy, bilety kolekcjonerskie itp..
Najbardziej szalony pomysł, którego jeszcze nie udało się zrealizować, ale ciągle o nim myślisz?
Hmmm.. wielokrotnie mówiłem, że nie mamy aspiracji, aby ten Festiwal rozrastał się bardziej i bardziej. Mam na myśli to, że nie planujemy nigdy na to wydarzenie Spodka albo tego typu wielkiego wydarzenia. Ale chciałbym, aby pomimo swojego rodzaju, można powiedzieć niszowości, regularnie gościły na tym festiwalu, zagraniczne zespoły. Z Pro-Pain się udało, więc myślę, że wszystko przed nami…..
Ile litrów kawy potrzeba, żeby dopiąć jedną edycję od startu do finału?
Haha! Podejrzewam, że można to porównać z miesięcznym zapotrzebowaniem średniej wielkości biura. A tak na serio, to pierwsze plany, pomysły i burze mózgu zaczynają się już w okolicach stycznia/lutego, aby dopiąć wszystkie szczegóły do finału.
Trzecia edycja już niebawem. Dziś otrzymałem informację, że właśnie przekroczyliśmy 80% sprzedaży. Kto jeszcze nie zakupił biletu ma ku temu dobrą okazję – za chwilkę 6 grudnia, a więc dobry pomysł na mikołajkowy prezent.
Do zobaczenia !
