Mocne słowa Silenoza o Galderze. Odejście gitarzysty miało pomóc Dimmu Borgir

Dimmu Borgir po odejściu Galdera wrócił do twórczego trzonu tworzonego przez Silenoza i Shagratha. Gitarzysta nie ukrywa, że zmiana ułatwiła pracę nad Grand Serpent Rising. „Przede wszystkim wyzwoleniem” – mówi o rozstaniu z wieloletnim muzykiem zespołu.

Po ponad trzech dekadach działalności Dimmu Borgir nadal opiera się na dwóch muzykach, którzy stoją za zespołem od jego początku – Svenie „Silenozie” Kopperudzie i Shagracie. W rozmowie z Sakisem Fragosem z Rock Hard Greece gitarzysta otwarcie przyznał, że odejście Galdera, czyli Thomasa Rune Andersena, który zakończył współpracę z grupą w 2024 roku, uprościło zarówno proces twórczy, jak i podejmowanie decyzji.

Dimmu Borgir po odejściu Galdera wrócił do dwuosobowego trzonu

„Myślę, że tak, pod wieloma względami. Oczywiście zarówno Shagrathowi, jak i mnie łatwiej jest dojść do porozumienia w kwestii utworów i wszystkiego innego, gdy w kuchni jest mniej kucharzy. Tak po prostu jest. W zespole – i mogę tu mówić w imieniu wielu artystów – demokracja działa tylko do pewnego momentu. Od tego punktu wzwyż, przy najważniejszych i czasem najtrudniejszych decyzjach, nie można mieć demokracji. To nie byłoby najlepsze dla wszystkich zaangażowanych. Zawsze to my dwaj staliśmy u steru i podejmowaliśmy decyzje. Te łatwe są oczywiście proste, ale te trudniejsze, jak zmiany w składzie i inne kwestie niemuzyczne, nie zawsze są łatwe” – wyjaśnia Silenoz. Jak dodaje, ostatnia zmiana personalna paradoksalnie zbliżyła go do Shagratha i pozwoliła obu muzykom pracować bardziej samodzielnie, a następnie łączyć swoje pomysły na dalszym etapie. „Uważam jednak, że tym razem wyszło to zespołowi na dobre pod wieloma względami. Pomogło to Shagrathowi i mnie zbliżyć się do siebie. Możemy robić więcej indywidualnie – ja robię swoją część, on swoją, potem się spotykamy, składamy to w całość i jest z tym po prostu mniej zachodu. Bardzo się cieszę, jak to tym razem wyszło” – podkreśla gitarzysta.

Odejście Galdera z Dimmu Borgir było „wyzwoleniem”

Najmocniejsze słowa w rozmowie padły jednak wtedy, gdy Silenoz został zapytany wprost, czy odejście Galdera było z artystycznego punktu widzenia stratą, czy raczej uwolnieniem dla zespołu. „Przede wszystkim wyzwoleniem, jeśli chcemy użyć tego słowa. Galder nie był zbytnio zaangażowany w proces pisania utworów na ten album, szczególnie w ciągu ostatnich kilku lat przed odejściem” – mówi Silenoz. Gitarzysta zaznacza przy tym, że część pomysłów byłego muzyka rzeczywiście trafiła na wczesny etap prac nad Grand Serpent Rising, jednak później wiele z nich zostało gruntownie zmienionych, przepisanych i zredagowanych. Pierwsze wersje niektórych kompozycji powstawały już w latach 2018–2019 i także wtedy główny ciężar pracy spoczywał na Silenozie i Shagracie. „Oczywiście usłyszycie na płycie kilka pomysłów, które wrzucił na wczesnym etapie, ale wiele rzeczy zostało mocno zmienionych, przepisanych i przeedytowanych. Niektóre z tych utworów powstały już w latach 2018–2019 i nawet wtedy to głównie Shagrath i ja spotykaliśmy się i składaliśmy to w całość. Śmiało można powiedzieć, że ten album brzmi bardziej surowo w niektórych utworach właśnie dlatego, że to my napisaliśmy większość z nich. To bardzo proste” – zaznacza Silenoz. Nowy materiał ma być jednocześnie mniej zależny od rozbudowanych partii orkiestrowych niż kilka poprzednich wydawnictw. Muzyk tłumaczy jednak, że nie wynikało to z wcześniej przyjętej strategii. Dimmu Borgir nie ustala z góry proporcji między agresją, symfoniką czy surowością, lecz pozwala, aby poszczególne utwory rozwijały się naturalnie.

Reklama

Silenoz o byłych muzykach Dimmu Borgir: „Czuliśmy się też w pewnym sensie wykorzystywani”

Zmiany personalne skłoniły Silenoza również do bardziej ogólnej refleksji nad historią Dimmu Borgir i rolą muzyków, którzy przez lata przewijali się przez zespół. Podkreśla, że od początku to on i Shagrath czuli największą odpowiedzialność za grupę i jej markę, co jego zdaniem siłą rzeczy odróżniało ich od muzyków dołączających później. „Tak, na pewno, ponieważ Shagrath i ja jesteśmy w tym zespole od pierwszego dnia. Zawsze mieliśmy poczucie własności wobec zespołu i marki. Przez lata ludzie przychodzili i odchodzili. To naturalne, że nie będą mieli takiego samego poczucia własności jak my, którzy ten zespół założyliśmy. To zrozumiałe” – mówi gitarzysta. Dalej jego wypowiedź staje się znacznie bardziej krytyczna. „Ale czujemy też, że przez lata – nie będę wymieniał nazwisk – niektórzy z byłych członków nie zachowywali się tak szanująco, jak powinni, biorąc pod uwagę ich pozycję. Czuliśmy się też w pewnym sensie wykorzystywani, w tym znaczeniu, że niektórzy ludzie „wozili się na naszych plecach” dzięki temu, że grali w tak dużym zespole o znanej nazwie” – przyznaje Silenoz. Jednocześnie wyraźnie zastrzega, że nie chce publicznie oczerniać byłych członków Dimmu Borgir. „Jednocześnie nie chcę oczerniać byłych członków, ponieważ każdy, kto spędził w zespole jakikolwiek czas, włożył w niego swoje nazwisko, wysiłek i pomysły. Pomagali kształtować utwory i byli wtedy częścią zespołu, co doceniamy” – zaznacza. W jego ocenie kolejne kryzysy i zmiany nie osłabiły grupy, lecz potwierdziły jej zdolność do przetrwania i dalszego funkcjonowania na scenie ekstremalnego metalu.

Nowy album Dimmu Borgir „Grand Serpent Rising” ma być bardziej surowy

Przy pracy nad Grand Serpent Rising Dimmu Borgir ponownie połączył siły z Fredrikiem Nordströmem, z którym zespół współpracował już wcześniej. Pomysł powrotu pojawił się przy okazji jubileuszowego remiksu Puritanical Euphoric Misanthropia. Silenoz przyznaje, że po latach doświadczeń grupa wolała tym razem postawić na sprawdzone środowisko zamiast eksperymentować z nowym producentem i studiem. „Biorąc wszystko pod uwagę, pomyśleliśmy, że można pójść do nowego inżyniera dźwięku i fantazyjnego studia, ale to zawsze jest loteria. To nowy album, stawka jest wysoka, a na tym etapie kariery uważamy, że im mniej ryzykujemy, tym lepiej” – wyjaśnia. Materiał został ostatecznie ograniczony do 13 utworów, choć zespół dysponował znacznie większą liczbą pomysłów i, jak przyznaje gitarzysta, bez problemu mógłby przygotować podwójny album. Ważniejsza była jednak spójność i kondensacja materiału. Na nowej płycie powróci także język norweski – Silenoz przygotował dwa teksty, które początkowo pisał po angielsku, ale później zdecydował się przerobić je na ojczysty język. Sam gitarzysta podkreśla też, że Dimmu Borgir nigdy nie uważał się za zespół ograniczony sztywnymi ramami gatunkowymi. „Dla nas black metal to atmosfera. Jeśli muzyka i piosenki nie mają atmosfery, to w moich oczach nie mogą być domyślnie nazywane black metalem” – mówi. Mimo ponad 30 lat działalności grupa nadal pozostaje wierna zasadzie, że kierunek artystyczny ma wynikać z jej własnych decyzji, a nie oczekiwań wytwórni, rynku czy części publiczności.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *