Wywiad: Marta Antosz, zdjęcia: Romana Makówka
Jakie są twoje najlepsze wspomnienia z koncertów w Polsce i z polskimi fanami?
Christopher: Zawsze świetnie się bawimy w Polsce. To jedno z naszych ulubionych miejsc do grania. Naprawdę — nie mówię tego tylko tak sobie, naprawdę tak jest. Mamy tam wielu przyjaciół i czuję, że za każdym razem, gdy gramy koncert w Polsce, ludzie zostają po występie i zawsze jest jakaś naprawdę fajna impreza. Jedna z rzeczy, która jest trudna w byciu headlinerem, to to, że kiedy koncert się kończy, wszyscy idą do domu, a my schodzimy ze sceny naładowani, podekscytowani — i nie ma co robić. Ale w Polsce ludzie zostają, atmosfera jest świetna i to zawsze bardzo miły czas. Więc tak, mam nadzieję, że tym razem będzie tak samo — że będziemy mogli się dobrze bawić z przyjaciółmi i mieć fajne afterparty.
Dziękuję, naprawdę miło to słyszeć. To opowiedz mi o waszym ostatnim albumie, The Thunderfist Chronicles. Jak wyglądał dla ciebie proces tworzenia? Jak myślisz — jak fanom spodobał się album? I jak się z nim czujesz teraz, kilka miesięcy po premierze?
Christopher: Napisanie tego albumu poszło zaskakująco szybko. Właśnie wydaliśmy EPkę „The Voyage of the Dead Marauder„, która wyszła w kwietniu lub maju 2024 roku. A potem, jakieś dwa miesiące później, nagle napisałem znikąd masę piosenek. I pomyślałem: „Chyba możemy zrobić kolejny album.” Więc wszystko zrobiliśmy na ostatnią chwilę — zarezerwowaliśmy studio, a ja jakoś wycisnąłem 45 minut muzyki. To wszystko jest całkiem fajne, dużo bardziej metalowe i ciężkie. Chciałem więcej melodyjnego death metalu w niektórych riffach i czuję, że to dobrze brzmi. Wszystko poskładało się bardzo szybko, a nagranie poszło świetnie. Ludziom się podoba — co jest dobre. Gramy cztery piosenki z tego albumu na tej trasie i przyjmowane są bardzo dobrze. Ludzie śpiewają wszystkie melodie. To naprawdę fajne. Nasz ostatni koncert był dwa dni temu w Atenach i była tam niesamowita atmosfera, ludzie śpiewający wszystkie te nowe kawałki. Bardzo miło to słyszeć — dobrze wiedzieć, że ludziom naprawdę podoba się nowy materiał. Po prawie 20 latach większość zespołów dochodzi do momentu, w którym ludzie chcą tylko klasyków i nie obchodzi ich nowa muzyka. Ale miło, że ludzie cieszą się nowymi rzeczami — to świetne.

Więc myślisz, że to bardziej melodyjne albo cięższe metalowe podejście to coś, co chciałbyś kontynuować w przyszłości?
Christopher: Tak, zdecydowanie. Osobiście zaczynam być naprawdę znudzony tymi wszystkimi mainstreamowymi europejskimi metalowymi zespołami — każda piosenka to taki sam trzy i półminutowy kawałek. Nie chcę tego robić. Chcę pisać dziwne rzeczy. Lubię, kiedy nasza muzyka jest dziwna. Wiem, że jesteśmy znani z kilku bardzo głupich, prostych piosenek, ale zawsze mamy bardziej skomplikowane rzeczy poukrywane na albumach. Chcemy robić więcej takich rzeczy. Nie chcę grać disco metalu wiecznie. Trzeba się zmieniać, tworzyć nowe brzmienia. Naprawdę lubię te cięższe riffy, więc będzie ich więcej w przyszłości.
Skoro mówisz o chęci robienia „poważniejszych rzeczy”, kto jest lub był twoim największym muzycznym wpływem?
Christopher: Tak, to dziwne. Nikt w tym zespole nigdy tak naprawdę nie był zbyt mocno w power metal. Lubiliśmy cięższą i bardziej zróżnicowaną muzykę. Zespoły takie jak Children of Bodom były dużymi faworytami — słychać to trochę na nowym albumie. Moim ulubionym zespołem wszech czasów był angielski zespół Bal-Sagoth. Mieli takie symfoniczne black metalowe brzmienie z klawiszami, narracją i całym tym szalonym bałaganem w tle. To jest ten rodzaj muzyki, który mnie ekscytuje. To trudne do napisania — naprawdę skomplikowane — ale może czas popełnić muzyczne samobójstwo i robić dziwną muzykę, której większość ludzi nie rozumie, ale która sprawia, że jestem szczęśliwy. Więc… cokolwiek.

Skoro mówisz o chęci robienia dziwnej muzyki… jak zaczęła się twoja przygoda z „pirackim metalem”?
Christopher: To był przypadek. To już chyba z 20 lat temu — szaleństwo, sedziałem w małej salce do ćwiczeń w liceum i zacząłem grać utwór, który przerodził się w pierwszą piosenkę, jaką kiedykolwiek napisaliśmy: „Heavy Metal Pirates”. Poszliśmy na próbę — nasz zespół dopiero co powstał, bo znajomi powiedzieli: „Załóżmy zespół metalowy.” Ja na to: „OK, napisałem piosenkę, jest o piratach.” Zagraliśmy ją i wszyscy stwierdzili: „Tak, to jest fajna piosenka!”. Więc napisałem kolejną piosenkę o piratach: „Over the Seas”, która stała się pierwszym utworem na naszym pierwszym albumie. I nagle, zanim się zorientowaliśmy, byliśmy pirate metalowym zespołem. Zagraliśmy nasz pierwszy koncert i wszyscy przyszli przebrani za piratów. Pomyślałem: „Co tu się dzieje?”, chyba jesteśmy teraz pirackim zespołem.
I tak utknęliśmy w tym szalonym świecie robienia piosenek o piratach i piciu. Ale to świetna zabawa. To muzyka, którą bardzo przyjemnie się gra, naprawdę miło jest wychodzić na scenę i robić to każdej nocy.
Czy pracujesz już nad nową muzyką?
Tak, mam na komputerze mały folder z muzyką — kilka nowych piosenek. Powiem ci, mam kilka roboczych, tymczasowych tytułów. Są naprawdę głupie. Poczekaj, otworzę mój mały magiczny folder.
Piosenka o tytule „Don’t Take My Grapes Away”.
Piosenka o tytule „Fill My A*** With Candles”.
Jest też jedna o nazwie „F***”.
I jedna o nazwie „Huge Wet Octopus”.
Nie sądzę, żeby te tytuły zostały. Myślę, że „F***” pozostanie „F***” — jest tam trochę przeklinania, ale to dobra piosenka. Więc tak to wygląda. Mam może pół albumu. Ale to za wcześnie — dopiero co wydaliśmy nowy. Przetrzymam to przez rok i zobaczymy.
Idealnie (śmiech). Skoro zbliża się Boże Narodzenie — masz jakieś świąteczne piosenki, które lubisz albo któtych absolutnie nienawidzisz?
Christopher: Lubię wiele klasycznych brytyjskich/szkockich świątecznych popowych piosenek, szczególnie z lat 80. Nasz basista patrzy teraz na mnie — myśli, że wie, o czym mówię. To instrumentalny utwór. Jakaś dziwna piosenka, która była bożonarodzeniowym numerem jeden — coś w stylu prog-rockowego popu. Czy to po łacinie? Ciągle chce mi się powiedzieć „In Nomine Satanas„. To totalnie nie to. To nie jest świąteczne. Czuję, że w Europie kontynentalnej ludzie znają zupełnie inne świąteczne piosenki. Miałem zamiar napisać nową świąteczną piosenkę — naprawdę kocham świąteczne piosenki. Raz zrobiłem jedną, „It’s Time for Christmas Time„. Zrobiłem też cały album świątecznej muzyki i był okropny. Ale myślę, że chcę niedługo napisać nową świąteczną piosenkę. Kiedyś zrobiliśmy świąteczną piosenkę Alestorm — jako bonus track na naszym poprzednim albumie. „Dulce Jubilo” Mike’a Oldfielda. „In Dulce Jubilo„. Świetna piosenka. To naprawdę dobra świąteczna piosenka. „In Dulce Jubilo”, nie „In Nomine Satanas” (śmiech). W każdym razie — święta. Kocham je.

Więc jak idzie ta trasa?
Christopher: Naprawdę dobrze. Byliśmy w Austrii, na Węgrzech, mieliśmy jeden koncert w Rumunii, Bułgarii, dwa w Grecji, a teraz wróciliśmy do Rumunii. Większość koncertów była wyprzedana albo naprawdę duża — to bardzo miłe. Czuję, że nie przyjeżdżamy do tej części świata wystarczająco często — do Europy Południowo-Wschodniej. A jest tu niesamowicie. Sposób, w jaki ludzie śpiewają… to takie dobre. Czasem, kiedy gramy, publiczność potrafi być trochę wycofana. Ale tutaj ludzie naprawdę świetnie się bawią, śpiewają, atmosfera jest super. Więc tak, świetnie się bawimy.
A jeśli miałbyś podsumować ten rok — za co byłbyś wdzięczny, muzycznie mówiąc?
Christopher: Jestem bardzo słaby w nowej muzyce — nawet nie wiem, czego słucham. Wszyscy gadali o Spotify Wrapped. Spojrzałem na mój, a w top 10 były tylko moje własne piosenki, bo ćwiczyłem je przed trasą. Muszę słuchać więcej muzyki. To okropne. Powinienem się bardziej postarać. Chociaż jest taki zespół — Labyrinthus Stellarum — kosmiczny zespół black metalowy, chyba ukraiński. Bardzo młode dzieciaki. Naprawdę fajny, kosmiczny, symfoniczny black metal. To dobry album. Posłuchaj ich.
Wracając do twojego procesu pisania: jak to wygląda? Wspomniałeś o kilku piosenkach na komputerze, ale czy to ty głównie piszesz muzykę, czy to bardziej wysiłek zbiorowy?
Christopher: Większość chłopaków w zespole nie pisze piosenek — po prostu grają. Dużo jest mojej pracy, a mam kilku znajomych — Mike’a z Gloryhammer i mojego przyjaciela Matta, który gra w jakichś fajnych undergroundowych zespołach. Współpracujemy dużo — wysyłamy sobie pomysły online: riffy, taby, melodie. Zbudowaliśmy fajny system współpracy. Ostatni album Alestorm, album Gloryhammer — wszystkie zostały napisane w ten sposób. Na końcu po prostu wysyłam wszystko chłopakom i mówię: „Proszę, tu są piosenki. Poćwiczcie je. Za sześć tygodni wchodzimy do studia.” Pracujemy z naszym producentem, Lasse Lammertem — jest z nami od zawsze. Zna nasze brzmienie. Idziemy, nagrywamy album w dwa tygodnie i jest super.
Fantastycznie. Jaka jest najtrudniejsza część tworzenia muzyki albo bycia w zespole?
Christopher: Presja — żeby zrobić coś tak dobrego jak poprzedni album. Mamy kilka piosenek, które stały się dość popularne, jak „Drink”, i fani oczekują, że każdy nowy album będzie miał piosenkę tak dobrą albo lepszą. Gdyby tej presji nie było, mógłbym pisać albumy cały dzień. Ale trzeba napisać dobrą piosenkę. To jest ta trudna część. Cała reszta — trasy, nagrywanie — jest łatwa i fajna. Ale jeśli następna piosenka będzie do bani, ludzie przestaną słuchać. Fani są kapryśni. Jeśli nie spodoba im się kolejna piosenka, idą słuchać czegoś innego.
Tak, jest wiele „konkurencji” w muzyce…
Christopher: To dziwne — muzyka nie powinna być konkurencją. Ale kiedy zaczynasz być popularnym zespołem, jeździsz w trasę z dużą ekipą, to jest cała operacja. Mamy ze sobą około 15 osób. I ciągle myślę: jeśli nasza następna piosenka będzie do bani, oni nie będą mieli pracy. Taka jest komercyjna natura muzyki. To dziwne i nie czuję się z tym całkiem komfortowo, ale i tak to robimy.

Skoro wspomniałeś o ekipie — mam wrażenie, że nie dostają wystarczającego uznania. Opowiedz coś o waszej ekipie.
Christopher: O mój Boże, jakie świetne pytanie. Nikt nigdy o to nie pyta. Mamy bardzo solidną ekipę — to wszyscy nasi przyjaciele. Traktujesz wszystkich jak przyjaciół i rodzinę i jest miło. Nasz realizator dźwięku, Badger, jest z nami od jakiś 12 lat. Jest z Florydy, kocha country, nosi kowbojski kapelusz. Nasz drum tech, Paul, zakłada strój rekina i rapuje, kiedy gramy „Hangover”. Nasz tour manager jest z Salwadoru — najspokojniejszy człowiek na świecie. Nasz booking agent, Christoph, zajmuje się merchem. Wspominamy go nawet w naszej piosence „S*** Boat” — mamy żarty o każdym. To fajna paczka ludzi. A najśmieszniejsze? Ekipa pije o wiele więcej niż my. Ludzie myślą, że Alestorm dużo pije — nie, to ekipa. Czasami my idziemy wcześnie spać, a oni siedzą do 5 rano i piją whiskey. To jest prawdziwy hardcore metal.
Co cię napędza poza muzyką? Czym się pasjonujesz?
Christopher: Lubię gumę do żucia. Dziwna odpowiedź, ale muzyka zajęła tak dużo mojego życia, że już sam nie wiem. Uwielbiam podróżować, co dobrze łączy się z muzyką — czasem bookujemy trasy tylko po to, żeby odwiedzić fajne kraje. Robimy trasę po Ameryce Południowej w przyszłym marcu — tam się nie zarabia, to kosztuje pieniądze, ale jest fajnie. Podróżowanie po świecie z przyjaciółmi, odwiedzanie Kostaryki czy Kolumbii — to super. Lubię „głupie” samochody. Jeżdżę dużym, „głupim” amerykańskim sportowym samochodem. I gry wideo — marnuję na nie tyle życia. Jestem nerdem.
Czym jeździsz?
Christopher: Dodge Challengerem. Jest metaliczny w kolorze fioletowo-niebieskim, zmienia kolor. Głupi — zdecydowanie za duży na brytyjskie drogi, wszędzie się zacina.

Więc co planujesz na koniec roku albo święta? Rodzinne spotkanie? Przyjaciele?
Christopher: Nie bywam ostatnio zbyt często u rodziny w Szkocji. Jest zimno i ponuro. Zazwyczaj staram się jechać gdzieś ciepło — mam mocną depresję sezonową. Kiedy słońce zachodzi o 16:00 — nienawidzę tego. Potrzebuję słońca. Ale w tym roku… nie wiem. Może po prostu „zostanę” w śniegu i odpocznę. Ostatnio dużo podróżowałem — byłem na całym świecie. Myślę, że muszę odpocząć. Więc pewnie ciche święta z rodziną i przyjaciółmi.
Czy masz jakąś wiadomość dla fanów w Polsce przed polskimi koncertami?
Christopher: Mam nadzieję, że wszyscy przyjdziecie i będziecie się świetnie bawić. My na pewno będziemy się świetnie bawić, wiem to. Prawdopodobnie dużo wypijemy — tak to bywa w Polsce. Zawsze dostajemy tę cynamonową, świątecznie smakującą wódkę, Żołądkową Gorzką — uwielbiam ją. Mógłbym pić to cały dzień. Pewnie wypiję za dużo, zrobię z siebie idiotę na scenie i zagramy najlepszy koncert
w życiu.
Dziękuję ci bardzo, Christopher. Życzę wszystkiego dobrego na resztę trasy i na koniec roku. Do zobaczenia na koncertach.
Christopher: Bardzo dziękuję.
