Jinjer – „Inspiracja przychodzi wtedy, kiedy pracujesz” [WYWIAD]

Już wkrótce Jinjer ponownie pojawi się na polskiej scenie, a ich koncert zapowiada się jako kolejna dawka kontrolowanego chaosu i precyzyjnego groove’u. Przed występem rozmawiamy z perkusistą zespołu o energii koncertów na żywo, rytmicznych fundamentach ich muzyki, strategii podczas trasy i o tym, dlaczego czekanie na inspirację to strata czasu.

Wasza muzyka łączy wiele gatunków – od metalu progresywnego po hardcore. Jak definiujecie swój styl i jak ewoluował na przestrzeni lat?

Vlad: Jedyną odpowiedzią na to pytanie jest to, że robimy to, co lubimy. Nasza muzyka zmienia się na przestrzeni czasu – z roku na rok. Teraz, na przykład, jest cięższa. Myślę, że następny album utrzymamy w jeszcze niższej tonacji. Wcześniej robiliśmy bardziej melodyjną muzykę. Od albumu do albumu to się zmienia. Ale myślę, że takie podejście wychodzi nam na dobre. Pozwala nam to na uniknięcie zjadania własnego ogona, kopiowania siebie samych przy tworzeniu kolejnej płyty. Memu sercu bliżej jest do cięższej odmiany metalu. Tatiana, na przykład, lubi zagłębić się w melodii. Wiem, że wielu ludzi szanuje ją za jej growling. Robi to naprawdę dobrze i na wysokim poziomie. Powiedz mi o swoim własnym rozwoju drum.

Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z perkusją?

Vlad: Zacząłem kiedy miałem 16 lat. Wcześniej grałem na gitarze i kształciłem się na pianistę. Miłość do metalu wygrała. Nie lubię jednak, kiedy muzyka metalowa romansuje z klawiszami. Nie wiem czemu, ale myślę, że gitara, bas i perkusja są wystarczające. Nie twierdzę jednak, że nie ma dobrych zespołów, które mają swojego klawiszowca. Chcę się rozwijać w przyszłości jako perkusista, co jednak gryzie się z moją awersją do ćwiczeń. Praktykuję granie na perkusji nie więcej niż potrzebuję. Ćwiczenie gry kończy się, kiedy czuję, że piosenki Jiner są dopieszczone do granic. Siadam jednak do perkusji przed rozpoczęciem trasy koncertowej. Poświęcam temu 2 h dziennie, może trochę dłużej. No i przygotowywałem się przed udziałem w drum festival w Czechach, żeby nie grać jak gówno. Zwykle próbuję trzymać swoje umiejętności na tym samym poziomie. Kiedy tworzę moje partie perkusyjne, to próbuję to zrobić tak, żebym mógł je grać codziennie. Nie za szybko, bo zdaję sobie sprawę, że gramy nawet ponad miesięczne trasy. Czasem, gdy chcę grać coś bardzo szybkiego, albo coś bardzo ciężkiego, to próbuję ogarnąć to w trochę inny sposób. To jest strategiczne.

Masz spore doświadczenie. Ale jak przygotowujesz się fizycznie, żeby nie wymięknąć w połowie trasy?

Vlad: Trenuję nogi i całe ciało. Rozciągam się. To wszystko. Czasem moje ręce lub nogi poddają się stresowi. Wtedy sięgam po pistolet do masażu. To naprawdę działa! Używam go tylko na ręce i nogi, bo nie lubię czucia, gdy coś mnie uderza w plecy.

Kiedy zobaczyłam ten sprzęt po raz pierwszy, to myślałam, że jest to jakieś kosmiczne dildo, haha.. Wracając do zespołu – wasza twórczość często porusza ważne tematy społeczne i egzystencjalne. Czy jako osoba, która nie zajmuje się tą częścią Jinjer, zwracasz uwagę na tematy poruszane przez Tatianę? Czy jest to coś, co jest ci zupełnie obojętne?

Vlad: Kiedy już skomponujemy wszystko i Tatiana przyniesie swoje teksty, to oczywiście wszyscy to czytamy. Nie jestem jednak zbytnio zainteresowany językiem angielskim i lirycznymi rzeczami. Jestem raczej „muzycznym” gościem i komponuję dużo muzyki dla Jinjer. Gram też na gitarze i – jeśli mam być szczery – wolę komponować muzykę na gitarze aniżeli ćwiczyć moje umiejętności na perkusji. Tatiana i Eugene ogarniają partie liryczne, bo są absolwentami filologii angielskiej. Czytają sporo literatury w tym języku, więc mogę im zaufać w tym temacie. Ale oczywiście przynajmniej raz czytałem wszystkie nasze teksty. 

Jak wygląda wasz proces twórczy? Czy najpierw powstaje muzyka, czy teksty?

Vlad: Na samym początku jest muzyka. Traktuję to jako pracę. Każdy dzień rozpoczynam od niej właśnie i próbuję dużo tworzyć. I jeśli staje się to twoim codziennym nawykiem, to tworzysz więcej, więcej i więcej. I w końcu coś dobrego wyrodzi się z tego wszystkiego. Ok. 20% z tego jest naprawdę dobra – przynajmniej dla mnie. Potem prezentuję to chłopakom i też zaczynają to grać, wyrażając tym samym swoją aprobatę. A co mnie inspiruje? Nie czekam na inspirację. Jestem jak żołnierz. Robię swoje… jak to powiedzieć… Inspiracja przychodzi wtedy, kiedy pracujesz.

Jesteście jednym z najbardziej rozpoznawalnych zespołów metalowych z Ukrainy. Jakie wyzwania i odpowiedzialności wiążą się z tą pozycją, zwłaszcza w obecnej sytuacji politycznej?

Vlad: Nie wiem. Mamy wiele wyzwań, ale nie sądzę, że to dlatego, że jesteśmy zespołem z Ukrainy. Teraz mieszkamy w różnych krajach. Tatiana mieszka w Stanach Zjednoczonych. Eugene mieszka w Bułgarii. Ja i Roman mieszkamy w Polsce. Nasze wyzwania to głównie rozrzucenie po całym świecie. W samej Ukrainie nie jesteśmy popularnym zespołem. W ogóle metal w Ukrainie nie jest popularnym gatunkiem. Wiem, że jesteśmy najpopularniejszym metalowym zespołem z Ukrainy, ale wciąż nie jesteśmy popularni jak wykonawcy popowi czy rockowi. Można być popularnym metalowym zespołem na całym świecie. Czasami fajna muzyka nie jest wystarczająca. Musisz mieć swój styl, wygląd, i oczywiście muzykę. Produkcja jest teraz bardzo ważna, więc jeśli zespół gra metal, bez odpowiedniej produkcji, to będzie bardzo trudno wspiąć się na sam szczyt swojej kariery.  Ale jest to możliwe. Dużo nowych zespołów stoi teraz wysoko w hierarchii, np. Spiritbox, czy Falling in Reverse.

Chciałbym zyskać większą popularność i nie spaść z zasłużonego piedestału. To moje marzenie. To jest naprawdę trudne. Zwłaszcza teraz, kiedy trzeba produkować tyle kontentu jak krótkie filmy, Tik Tok. To jest naprawdę trudne dla artystów, którzy mają ponad 35 lat. 

Reklama

Ale nie wyglądasz, jakbyś miał ponad 35 lat. Który z waszych albumów był dla was najbardziej przełomowy i dlaczego?

Vlad: Tyle dobrego! Skończyłem 36 lat. A co do twojego pytania, to nie potrafię na nie odpowiedzieć. Lubię wszystkie nasze albumy i każdą nową płytę lubię bardziej niż poprzednią. Za każdym razem, kiedy skończymy nasz nowy album, wszyscy w ekipie są 100% zadowoleni z ostatecznego rezultatu. W przeciwnym wypadku musielibyśmy zmienić coś, żeby osiągnąć taki stan rzeczy. Ale muzyka a klipy to dwie różne rzeczy. Większość z nich nie podobało się Tatianie. Nie lubiła produkcji tych filmów.

Jako kobieta jestem w stanie to zrozumieć! Jakie emocje towarzyszą wam podczas koncertów na dużych scenach w porównaniu do bardziej kameralnych występów?

Vlad:  Uwielbiam grać koncerty! Zwłaszcza jeśli występujemy w roli headlinera. Jest wtedy przyjemniej na scenie i wszystko idzie tak, jak chcesz. Bycie supportem też jest satysfakcjonujące. Gramy wtedy krócej, bo naturalnie nie znajdziemy przestrzeni na ponad godzinny set. Bycie głównym zespołem na trasie jest bardziej wymagające. Szczególnie dla zespołów grających metal. Lubię grać zarówno na mniejszej, jak i większej scenie. Chciałbym kiedyś wyjechać w trasą z Gojira albo Bring Me The Horizon. Nasza pierwsza większa trasa była z Arch Enemy. Sporo się od nich nauczyliśmy. Czasówka musi się zgadzać. Graliśmy też kiedyś ze Slipknot w Europie. Było to super, super fajne doświadczenie. Jinjer nadal nie ma na swoim koncie współpracy z innymi artystami na żadnym wydanym przez nas albumie. Ale może następnym razem. Pomyśleliśmy o jednym piosenkarzu, którego chcielibyśmy do tego namówić. Nie powiem, kto to będzie.

…polski artysta?

Vlad: Nie. Pochodzący z Wielkiej Brytanii. Nie wyrobiliśmy się z tym planem na „Duél”, bo musieliśmy oddać gotowy materiał do wytwórni, aby zaczęli produkcję winyli i cd. Zabrakło czasu. Ale co ma wisieć, nie utonie i zapewne pojawi się u nas gościnnie inny wokalista. Wszystko jest możliwe. Nie mogę powiedzieć, że to nigdy nie nastąpi. Do tej pory nikt do nas nie pasował.

Ale Tatiana podjęła się współpracy m.in. z P.O.D. czy Decapitated. Jakie macie plany na ten rok – nowa muzyka, trasa koncertowa, może coś jeszcze?

Vlad: W styczniu i wrześniu gramy długie europejskie trasy koncertowe. Zagramy w Warszawie 22 lutego. Zapraszamy do Progresji!! Będzie się działo! 2026 r. będzie należał do Jinjer! Część naszych planów nie nabrała jednak ostatecznych kształtów, więc nie mogę się nimi jeszcze podzielić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *