Heriot w Progresji – bezlitosna ściana dźwięku przed koncertem Trivium

Heriot potwierdził w warszawskiej Progresji, że należą do najciekawszych nowych zespołów ciężkiego grania.

21 czerwca 2026 roku warszawska Progresja zamieniła się w miejsce, gdzie ekstremalna ciężkość spotkała się z nowoczesnym podejściem do metalu. Zanim na scenie pojawili się Trivium, publiczność miała okazję zobaczyć jeden z najbardziej intrygujących zespołów młodego pokolenia ciężkiego grania. Brytyjski Heriot dostarczył występ, który nie pozostawił złudzeń, dlaczego od kilku lat wymieniany jest w gronie największych nadziei współczesnej sceny metalowej.

Heriot w Warszawie – porządny support przed Trivium

Od pierwszych minut było jasne, że Heriot nie zamierzają pełnić wyłącznie roli rozgrzewki przed gwiazdą wieczoru. Brytyjczycy wkroczyli na scenę z imponującą pewnością siebie, prezentując materiał oparty głównie na debiutanckim albumie „Devoured by the Mouth of Hell”.

Ich muzyka wymyka się prostym klasyfikacjom. Metalcore miesza się tutaj ze sludge metalem, death metalową brutalnością, industrialną atmosferą oraz post-metalową przestrzenią. Na żywo wszystkie te elementy tworzą niezwykle intensywną całość, która działa z ogromną siłą.

Publiczność zgromadzona w Progresji szybko dała się porwać tej muzycznej lawinie. Nawet osoby, które wcześniej nie znały twórczości zespołu, reagowały coraz żywiej na kolejne utwory.

Najcięższe riffy i miażdżące breakdowny podczas koncertu Heriot

Koncert rozpoczął „Commander of Pain”, który natychmiast ustawił ton całego występu. Potężne riffy, nisko strojące gitary i duszna atmosfera sprawiły, że sala błyskawicznie zanurzyła się w świecie wykreowanym przez brytyjską formację.

„Siege Lord” oraz „Demure” należały do najmocniejszych punktów wieczoru. Szczególnie ten drugi utwór pokazał, jak skutecznie Heriot potrafią łączyć agresję z chwytliwymi strukturami kompozycyjnymi. Każde zwolnienie wywoływało natychmiastową reakcję publiczności, a ciężar dźwięku dosłownie odczuwalny był fizycznie.

Nie zabrakło również utworów „Foul Void”, „Soul Chasm” oraz „Solvent Gaze”, które doskonale oddały charakter najnowszego materiału zespołu. W tych kompozycjach szczególnie wyraźnie słychać wpływy industrialu, noise’u oraz współczesnego ekstremalnego metalu.

Reklama

Debbie Gough i Jake Packer stworzyli hipnotyzującą atmosferę

Jednym z największych atutów koncertu była znakomita współpraca wokalistów. Debbie Gough oraz Jake Packer tworzą na scenie wyjątkowy duet, którego kontrastujące wokale budują charakterystyczne napięcie obecne w muzyce Heriot.

Gough imponowała charyzmą i sceniczną ekspresją, przechodząc płynnie od agresywnych partii wokalnych do bardziej atmosferycznych fragmentów. Packer z kolei dostarczał potężnej dawki hardcore’owej energii, która doskonale uzupełniała całość.

Sekcja rytmiczna napędzała koncert z niemal mechaniczną precyzją, co dodatkowo wzmacniało industrialny klimat wielu kompozycji.

Heriot potwierdzają status jednej z największych nadziei współczesnego metalu

Warszawski występ był kolejnym dowodem na to, że Heriot nie znaleźli się na trasie z Trivium przypadkowo. Zespół od kilku lat konsekwentnie buduje swoją pozycję, a sukces albumu „Devoured by the Mouth of Hell” tylko przyspieszył ten proces.

Ich koncert w Progresji pokazał wszystkie najmocniejsze strony formacji: bezkompromisową ciężkość, nowoczesne podejście do kompozycji, imponującą dynamikę oraz umiejętność budowania gęstej, niepokojącej atmosfery.

Dla wielu osób był to pierwszy kontakt z twórczością Heriot. Po reakcji publiczności można jednak śmiało założyć, że zespół zyskał tego wieczoru wielu nowych fanów. Jeśli utrzyma obecne tempo rozwoju, w najbliższych latach może stać się jednym z najważniejszych przedstawicieli nowej fali brytyjskiego metalu.

Koncert w warszawskiej Progresji udowodnił, że przyszłość ciężkiego grania znajduje się w bardzo dobrych rękach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *