Gus G. przed koncertem w Polsce. „Zagramy na jednej scenie z jednym z moich największych idoli”

Gus G. od lat należy do najbardziej charakterystycznych gitarzystów współczesnego hard rocka i heavy metalu. Lider Firewind, były gitarzysta Ozzy’ego Osbourne’a, a obecnie także muzyk związany z King Diamondem, wypracował własny, natychmiast rozpoznawalny styl – precyzyjny, szybki, z mocnym vibrato i niezwykle selektywnym brzmieniem.

W jego grze nie chodzi jednak wyłącznie o technikę. Równie ważne są ergonomia instrumentu, konstrukcja przetworników, praca prawej ręki i zachowanie pełnej kontroli nad brzmieniem przy mocnym przesterze. Przed koncertem w Polsce rozmawiamy z Gusem G. o technice gry, gitarach, brzmieniu, koncertach, fanach i wspomnieniach związanych z naszym krajem.

W twojej grze precyzyjne kostkowanie naprzemienne łączy się z legato, podciąganiem strun, vibrato i melodyjnym frazowaniem. Kiedy dziś ćwiczysz, nadal pracujesz osobno nad poszczególnymi technikami, czy bardziej zależy ci na tym, żeby płynnie je ze sobą łączyć?

Powiedziałbym, że raczej to drugie. Chodzi przede wszystkim o płynność i naturalne łączenie wszystkich tych technik. Oczywiście nadal na rozgrzewkę gram gamy.

Powiedziałeś kiedyś, że każda technika powinna służyć muzyce. Po czym poznajesz, że dane solo potrzebuje szybkiego albo trudniejszego technicznie fragmentu, zamiast prostszej, bardziej melodyjnej frazy?

Myślę, że to przychodzi samo podczas improwizacji. W pewnym momencie przestajesz się nad tym wszystkim zastanawiać i po prostu dajesz się ponieść muzyce. Improwizacja zawsze niesie ze sobą pewne ryzyko, choć oczywiście są też zagrywki, przy których czujesz się pewniej. Kiedy gram solo, staram się jednak nie analizować przesadnie każdego dźwięku.

Niedawno wspominałeś, że kiedy grałeś u Ozzy’ego Osbourne’a na ESP Eclipse, nie mogłeś ułożyć prawego ramienia tak naturalnie jak na gitarach o korpusie Star. Jak bardzo sam kształt instrumentu wpływa na pracę prawej ręki i technikę kostkowania?

Dla mnie różnica jest ogromna. Chyba po prostu za długo gram na gitarach Star! Ten róg po prawej stronie jest miejscem, na którym opieram rękę, i moja ręka kostkująca chyba za bardzo przywykła do tego podparcia. Kiedy biorę gitarę o innym kształcie, od razu czuję, że czegoś mi brakuje. Szczególnie kiedy gram na stojąco.

Jackson pracuje obecnie nad nowym modelem Star dla ciebie, tym razem z mostkiem Floyd Rose. Co sprawiło, że właśnie teraz postanowiłeś wrócić do tremola z blokadą strun?

Po prostu chciałem znowu się tym pobawić. Moja pierwsza gitara miała Floyd Rose i zawsze nienawidziłem zmieniać w niej strun. Dzisiaj stać mnie na technika gitarowego, więc robi to za mnie, haha! Nie muszę już martwić się ani wymianą strun, ani ustawianiem menzury. Dwa lata temu dostałem prototyp i bardzo dobrze mi się na nim gra. Do tego stopnia, że na moich dwóch ostatnich płytach w solówkach pojawiło się mnóstwo dive bombów. Chyba mogę już oficjalnie powiedzieć, że po dwudziestu latach grania na stałych mostkach wróciłem do tremola!

Czy Floyd Rose wpływa na sposób, w jaki budujesz solówki? Sam podsuwa nowe pomysły na frazowanie, czy jest dla ciebie po prostu kolejnym środkiem wyrazu, po który sięgasz wtedy, gdy pasuje do utworu?

Zdecydowanie może wpływać na sposób gry, ale trzeba uważać, żeby nie przesadzić. Na przykład nie chcę zbyt często używać wajchy do vibrato, bo wolę robić je palcami. Wszystko zależy od tego, co akurat grasz.

Pracujesz również nad własnymi przetwornikami. Na czym najbardziej ci zależy – wysokim poziomie sygnału wyjściowego, wyraźnym ataku kostki, dobrej separacji dźwięków przy mocnym przesterze, bogatych harmonicznych, czy jeszcze na czymś innym?

W zasadzie na wszystkim, co wymieniłaś. Moje aktywne przetworniki mają magnesy Alnico V i wysoki poziom sygnału wyjściowego. Zależy mi na mięsistym brzmieniu aktywnych przetworników, ale chcę też zachować dobrą separację poszczególnych dźwięków w akordach. Używam również przetworników pasywnych z dużymi magnesami ceramicznymi, które także mają wysoki poziom wyjściowy. Tak naprawdę pracuję nad tymi konstrukcjami od lat.

Używasz mocnego przesteru, a mimo to nawet w szybkich partiach każdy dźwięk pozostaje bardzo czytelny. Ile tej selektywności daje sprzęt, a ile technika tłumienia strun i sam atak kostki?

Myślę, że znaczenie ma wszystko. Potrzebujesz dobrego sprzętu, który pasuje do twojego stylu i sposobu, w jaki atakujesz struny i grasz kostką. Mój zestaw jest po prostu dobrany do mojego sposobu gry. Korzystam z tego, na czym dobrze mi się gra i co najlepiej współgra z moją techniką. Mam nadzieję, że wiadomo, o co mi chodzi.

Dołączyłeś do King Diamond i grasz teraz partie przez lata kojarzone z Andym LaRocque’em. Kiedy się ich uczysz, starasz się wiernie zachować wszystkie szczegóły artykulacji, czy zostawiasz sobie miejsce na własne vibrato, frazowanie i charakter gry?

Reklama

Nie miałem jeszcze zbyt wiele czasu, żeby naprawdę zagłębić się w cały repertuar. Na razie dużo słucham utworów z setlisty i uczę się wszystkich riffów. Myślę jednak, że i tak będzie słychać, że gram je ja. Mam własny, dość charakterystyczny styl, choćby jeśli chodzi o vibrato. Oczywiście większości solówek nie zamierzam zmieniać, ale jestem pewien, że znajdzie się też dość miejsca, żeby dorzucić coś od siebie.

Przez lata grałeś na niezliczonych scenach i w wielu różnych składach. Czy przy takim doświadczeniu publiczność nadal potrafi cię zaskoczyć?

Oczywiście! Za każdym razem, kiedy wychodzę na scenę, nie mogę się doczekać, aż poczuję energię konkretnej publiczności. Nie nastawiam się z góry na określoną reakcję. Zawsze jestem gotowy dać z siebie wszystko i mam nadzieję, że ludzie odpowiedzą mi tym samym.

Co jest dla ciebie dziś najważniejsze podczas koncertu – precyzyjne zagranie materiału czy dojście do momentu, w którym między zespołem a publicznością pojawia się chemia i koncert zaczyna żyć własnym życiem?

Najlepszym słowem będzie chyba „równowaga”. Zależy mi na precyzji i na tym, żeby zagrać porządny koncert. Jednocześnie lubię występować z muzykami, z którymi mam na scenie chemię. Wtedy pojawia się jeszcze ta dodatkowa iskra.

Czy reakcja publiczności wpływa czasem na to, jak grasz? Jeśli ludzie wyjątkowo mocno reagują na konkretny fragment utworu, zdarza ci się wydłużyć solo, zmienić frazę albo pozwolić sobie na więcej improwizacji?

Raczej nie. Nasze koncerty nie są nastawione na długie, nieprzewidywalne jamy. Zwłaszcza w Firewind cały występ jest bardzo dokładnie zsynchronizowany i gramy do klika. Z nim zsynchronizowane są również klawisze, światła, efekty specjalne, ekrany i cała reszta. Czasem któregoś wieczoru trochę zaimprowizuję w solówce, ale lubię, kiedy zespół gra zwarto i precyzyjnie. Mam wrażenie, że wtedy muzyka działa na publiczność z większą siłą. Oczywiście wszystko zależy od tego, jaki rodzaj muzyki grasz. Gdybyśmy byli zespołem bluesowym, wyglądałoby to zupełnie inaczej.

Masz bardzo wiernych fanów, którzy są z tobą od Firewind, przez lata spędzone z Ozzym Osbourne’em, aż po działalność solową. Jak przez ten czas zmieniła się twoja relacja z nimi?

Niesamowite jest to, że grono moich fanów cały czas rośnie i każdego roku widzę na koncertach nowe twarze. Jest też wielu ludzi, którzy są ze mną od lat i wciąż wracają. Wydaje mi się, że mam z fanami naprawdę mocną więź. Doskonale rozumieją to, co robię, i bardzo mnie wspierają. Myślę, że ogromne znaczenie miała moja konsekwencja w koncertowaniu i to, jak ciężko przez lata pracowałem w trasie. Fani wiedzą, że zawsze mogą na mnie liczyć i że bez względu na okoliczności dam z siebie wszystko na scenie.

Czy były spotkania z fanami albo historie o tym, czym twoja muzyka była dla nich, które szczególnie mocno zapadły ci w pamięć?

O tak! Uwielbiam spotykać ludzi i słuchać ich historii. Być może sami o tym nie wiedzą, ale właśnie to mnie napędza i sprawia, że chcę dalej robić to, co robię. Daje mi powód, żeby wracać i wciąż tworzyć. To ogromna motywacja. Wiele z tych historii naprawdę porusza. Ludzie opowiadają o pokonywaniu trudności, stratach, chorobach, a muzyka towarzyszy im przez to wszystko.

Występowałeś w Polsce wiele razy, a polska publiczność słynie z zamiłowania do ciężkiej, gitarowej muzyki. Czy szczególnie zapamiętałeś któryś koncert w Polsce albo spotkanie z polskimi fanami?

Zawsze uwielbiam grać w Polsce. Publiczność rzeczywiście jest bardzo żywiołowa i naprawdę ceni muzykę gitarową. Mam mnóstwo dobrych wspomnień z tras po Polsce, więc trudno byłoby mi teraz wybrać jedno. Tego lata grałem w Stratocastle z Ronniem Romero i było fantastycznie. Wracamy tam jeszcze w tym miesiącu na kolejny festiwal i bardzo się cieszę, bo zagramy na jednej scenie z jednym z moich największych idoli – Michaelem Schenkerem!

Tym razem wystąpisz w Polsce z Ronniem Romero. Czego mogą spodziewać się fani? Przygotowaliście coś specjalnego właśnie na ten koncert?

Nie możemy się doczekać powrotu na Sound Of The Ages Festival. Obiecujemy, że damy czadu! Spodziewajcie się świetnego rockowego koncertu!

Dziękuję za rozmowę. Świetnie było porozmawiać o twojej grze, gitarach, podejściu do koncertów i doświadczeniach, które nadal wpływają na ciebie jako muzyka. Dzięki za poświęcony czas i otwartość. Życzę świetnego koncertu w Polsce i powodzenia we wszystkim, co przed tobą.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *