Legendarna grupa Guns N’ Roses wystąpiła po raz pierwszy na najsłynniejszym metalowym festiwalu – Wacken Open Air, dając koncert, który przeszedł do historii imprezy.
Był to zarazem finał europejskiej trasy zespołu i spełnienie długoletnich marzeń organizatorów festiwalu. Ponad trzygodzinny show wypełniony rockowymi klasykami – najdłuższy występ w 34-letniej historii Wacken – na długo pozostanie w pamięci 85 tysięcy fanów, którzy tego dnia wypełnili błotniste pole w północnych Niemczech.
Tegoroczna edycja Wacken Open Air (30.07–2.08.2025) była 34. odsłoną tego kultowego festiwalu w miejscowości Wacken w Szlezwiku-Holsztynie. Guns N’ Roses – jedna z największych legend rocka – nigdy wcześniej nie grali na W:O:A, więc ich udział w 2025 roku miał wymiar historyczny. Co więcej, koncert na Wacken był zwieńczeniem światowej trasy zespołu o przewrotnym tytule “Because What You Want & What You Get Are Two Completely Different Things Tour”. Nic dziwnego, że współorganizatorzy imprezy nie kryli ekscytacji, nazywając obecność GNR absolutnym highlightem i czymś wyjątkowym. Ranga wydarzenia była ogromna – Guns N’ Roses dołączyli do różnorodnego składu Wacken 2025, w którym znaleźli się zarówno weterani (m.in. W.A.S.P., Krokus, King Diamond), jak i gwiazdy nowszego pokolenia metalowego (choćby Papa Roach, Machine Head, Gojira czy Within Temptation).
Trzy i pół godziny klasyki rocka – przebieg koncertu i setlista
Guns N’ Roses wyszli na główną scenę (Harder Stage) wieczorem 31 lipca i od razu porwali publiczność otwierającym riffem „Welcome To The Jungle”. Tak rozpoczął się prawdziwy maraton rocka – zespół zagrał ponad 30 utworów (dokładnie 31), w tym wszystkie swoje największe hity. Ponad trzy godziny i 10 minut muzyki stanowiły rekord w dziejach Wacken – dotąd żadna grupa nie grała tu tak długo. W rozbudowanej setliście nie zabrakło rockowych hymnów lat 80. i 90. – publiczność usłyszała m.in. „Sweet Child o’ Mine”, „You Could Be Mine”, „November Rain” czy żywiołowy finał „Paradise City”, który zwieńczył cały show. Były też utwory z nowszego repertuaru (choćby „Chinese Democracy”, „Hard Skool”, świeży singiel „The General”) oraz covery podkreślające muzyczne inspiracje zespołu. GNR sięgnęli po klasyki innych artystów: „Live and Let Die” (Wings), „Knockin’ on Heaven’s Door” (Bob Dylan) czy „Slither” (Velvet Revolver), a Duff McKagan przejął mikrofon w hardrockowym „Thunder and Lightning” (Thin Lizzy).
Najwięcej emocji wzbudził jednak hołd dla zmarłego niedawno Ozzy’ego Osbourne’a – Guns N’ Roses niespodziewanie zagrali dwa utwory Black Sabbath: „Never Say Die” oraz „Sabbath Bloody Sabbath”, by uczcić pamięć legendarnego „Księcia Ciemności”. W połowie koncertu przyszedł moment oddechu – Slash zaprezentował popisową gitarową solówkę, udowadniając, że wciąż jest w szczytowej formie jako wirtuoz sześciu strun. Zarówno podczas solówki Slasha, jak i w trakcie ikonicznych ballad („November Rain” czy „Patience”) tysiące zapalniczek i świateł telefonów rozświetliły festiwalowe pole.
Atmosfera: deszcz, błoto i euforia tłumu
Hasłem tegorocznego Wacken mogłoby być żartobliwe „In Mud We Trust” – pierwsze dni festiwalu upłynęły pod znakiem ulew i wszechobecnego błota. Środa (dzień otwarcia) dosłownie utopiła uczestników po kostki w brunatnej mazi, lecz prawdziwi metalowcy nie dali się złamać żywiołom. Na szczęście od czwartku aura się poprawiła – było więcej słońca niż deszczu, co pozwoliło fanom nieco odetchnąć i cieszyć się muzyką bez pogodowych przeszkód. Publiczność Wacken słynie z wytrwałości i oddania, co w 2025 roku znów udowodniła. 85 000 metalowców z całego świata stawiło się na festiwalu, tworząc ogromne morze głów przed scenami. Podczas występu Guns N’ Roses panowała atmosfera autentycznego święta rocka – mimo błota ludzie tańczyli, skakali i śpiewali chóralnie refreny ulubionych utworów.
Scenografia, brzmienie i show wielkiej gwiazdy
Występ Guns N’ Roses na Wacken to nie tylko muzyka, ale i imponujące widowisko sceniczne. Festiwalowe sceny słyną z rozmachu – ogromne telebimy, baterie świateł i nagłośnienie o potężnej mocy zapewniły, że show dotarł do najdalszych zakątków. GNR dołożyli do tego własną oprawę: nie zabrakło pirotechniki i efektów specjalnych. Podczas koncertu w kluczowych momentach niebo nad sceną rozjaśniały płomienie i wybuchy konfetti. Kulminacją wizualną okazał się finał – gdy wybrzmiały ostatnie riffy „Paradise City”, nad głowami muzyków pojawiło się spektakularne show z dronów, które uformowały w mroku nieba słynne logo Guns N’ Roses.
Pod względem dźwięku koncert stał na najwyższym poziomie – nagłośnienie udźwignęło zarówno ciężar hardrockowych riffów, jak i subtelność partii pianina w „November Rain”. Gitara Slasha brzmiała selektywnie i potężnie, a sekcja rytmiczna nadawała utworom sprężysty groove. Sam Axl Rose pokazał niespożytą energię, biegając po scenie i zmieniając kapelusze oraz kurtki w swoim charakterystycznym stylu showmana. Nie da się jednak ukryć, że wokalnie 61-letni frontman nie zawsze był w stanie dosięgnąć poprzeczki z lat świetności. W niektórych momentach omijał najwyższe rejestry lub brzmiał chrapliwie.
Echa występu: opinie fanów i mediów
Koncert Guns N’ Roses na Wacken 2025 wywołał gorącą dyskusję. Jedni fani nie kryli zachwytu, inni podkreślali, że Axl Rose ma dziś ograniczone możliwości wokalne. Wielu sugerowało, że zespół powinien dostosować tonacje piosenek do głosu wokalisty. Z kolei część komentatorów uznała, że wybór GNR jako headlinera festiwalu zdominowanego przez metal był odważny, ale udany – klasyka rocka spotkała się tutaj z ekstremalną sceną metalową.
Porównania do innych koncertów były nieuniknione. Obok Guns N’ Roses świetne recenzje zebrały występy Papa Roach, Machine Head czy Gojira. Papa Roach przyciągnął podobno największy tłum weekendu, a Machine Head rozgrzał publiczność agresywnym thrashowym setem. Mimo to Guns N’ Roses pozostali największą atrakcją – dzięki swojej legendzie i ponadczasowym utworom.
Występ Guns N’ Roses na Wacken Open Air 2025 przejdzie do historii festiwalu. Był to koncert pełen kontrastów: z jednej strony imponujący rozmach, trzygodzinna setlista i spełnienie marzeń tysięcy fanów; z drugiej – wyraźne oznaki upływu czasu w postaci słabszej formy wokalnej Axla. Jednak w ostatecznym rozrachunku ta noc należała do Guns N’ Roses. Axl Rose, Slash i Duff McKagan wraz z resztą zespołu pokazali, że rock’n’roll w ich wydaniu wciąż potrafi porwać tłumy i dostarczyć niezapomnianych emocji.