Wspaniały przegląd klasyki hard rocka zaprezentował 10 maja w krakowskim Zaścianku Graham Bonnet wraz ze swoim zespołem. Aż się nie chce wierzyć, że jako solowy artysta blisko 79-letni Anglik wystąpił po raz pierwszy w naszym kraju.
Jak powiedział mi goszczący w klubie z żoną i córką Wojtek Cugowski, Graham był w Polsce kilkanaście lat temu, ale z Alcatrazz. Szkoda, że tego występu nie było mi dane zobaczyć, bo sądząc z komentarza podczas koncertu („Fuck those guys!”), drogi Bonneta z tym zespołem raczej się już nie skrzyżują.
Włoski temperament na początek wieczoru
Zanim Graham zaprezentował fanom przegląd wspaniałej historii hard rocka, którą współtworzył, na scenie pojawiła się młodziutka Włoszka Matilde G, która swoją historię pisze dopiero od niedawna. Aczkolwiek, jeśli wierzyć zapowiedziom medialnym, idzie jej to całkiem nieźle i na koncie ma już pewne sukcesy. Na pewno ma odwagę, mocny głos, niezaprzeczalną urodę oraz sceniczny wizerunek, który nie pozostawia wiele dla wyobraźni. Podczas występu jej zespołu w fosie nie było ani jednego fotografa! Mają czego żałować.
Sądząc po reakcjach publiczności – ostrożnych, uprzejmych brawach po każdej piosence – chyba nikt z przybyłych twórczości Matilde G nie znał. A składa się na nią mocny, gitarowy hard rock. Co ciekawe, w składzie nie było basisty, a partie basu puszczano z laptopa. Włoszka ma charyzmę, ale czy na tyle umiejętności, żeby osiągnąć poziom popularności i rozpoznawalności swojej rodaczki Cristiny Scabii? Przyszłość pokaże. Jeśli ktoś chciałby pooglądać Matilde G w akcji, oto jej sołsziale:
- https://www.facebook.com/MatildeGOfficial
- https://www.instagram.com/matildegofficial
- https://www.youtube.com/channel/UCFISmC38mgHkT5jA1P6dTYg
Międzynarodowa ekipa i legenda przy mikrofonie
Włoski pierwiastek stanowi również większość Graham Bonnet Band. Szczególne wrażenie robią znakomity gitarzysta Conrado Pesinato i klawiszowiec Alessandro Bertoni, których „rozmowy” podczas koncertu oraz popisy solowe publiczność nagradzała gorącymi owacjami. Bębniarz Francis Cassol to także muzyk dużej klasy. Zresztą nie bez powodu wiele wielkich postaci świata hard and heavy sięga po muzyków z Italii na trasach europejskich.
Na scenie najważniejszy tego wieczoru był jednak on – charyzmatyczny posiadacz jednego z najbardziej charakterystycznych głosów w historii hard rocka, który znamy z płyt Rainbow, Michaela Schenkera, Alcatrazz czy Chrisa Impellitteri. Graham niedawno przeszedł operację stopy, więc na scenę wszedł, podpierając się laską, i podczas występu siedział. Straszliwie go ta ograniczona mobilność wkurzała, czemu parokrotnie dał wyraz do mikrofonu.
Jeśli publika w „Zaścianku” zastanawiała się, w jakiej formie jest Graham i czy publikowane nie tak dawno wideoklipy z występów, na których brzmi świetnie, oddają stan faktyczny, bardzo szybko otrzymała odpowiedź twierdzącą już w otwierającym koncert „Eyes of the World” z repertuaru Rainbow. Dalej było już tylko lepiej, choć lekko irytowały, również Bonneta, problemy z gitarą (sprzężenia), które pojawiały się w paru numerach.
Setlista marzeń: od Rainbow po MSG
Graham zaprezentował świetny wybór utworów, najwięcej z płyty (jeśli dobrze policzyłem – pięć), która przyniosła mu największą sławę i uznanie: „Down To Earth” Rainbow. Za kulminację występu można uznać porywającą wersję pochodzącej z tej płyty przeróbki Russa Ballarda „Since You Been Gone”.
Fani głosu Bonneta na płytach Michaela Schenkera czy Alcatrazz mieli powody do radości. Usłyszeli chociażby nagrany z Alcatrazz w czasach Steve’a Vaia „God Blessed Video” i Yngwiego Malmsteena „Too Young To Die, Too Drunk To Live” czy „Dancer”, „Desert Song” i tytułowy numer z trzeciej płyty Michael Schenker Group. Nie zabrakło muzyki z solowej twórczości Anglika. Dobre wrażenie zostawił „Night Games”, poprzedzony zapowiedzią o nagraniu kawałka z tuzami muzyki (m.in. Francis Rossi, Cozy Powell, Jon Lord).
Bliskość z fanami i niesłabnąca pasja
Wspaniały wieczór zamknął „Lost in Hollywood” Rainbow, a kilka minut później Graham Bonnet zasiadł na stoisku z merchem i podpisał wszystkim płyty, uścisnął dłonie i zrobił fotki. Oprócz wciąż świetnego głosu i znakomitej setlisty warty podkreślenia jest świetny nastrój artysty, humor i dystans do samego siebie (żarty z własnej starości). Choć zbliża się do osiemdziesiątki, wciąż intensywnie pracuje, występuje na całym świecie, a energii wielu młodych mogłoby mu pozazdrościć. Na pewno niemały wpływ na to, w jakiej jest formie, ma obecna życiowa partnerka Grahama i jednocześnie basistka jego zespołu oraz menedżerka – Beth-Ami Heavenstone, której zasługi parokrotnie ze sceny podkreślał.
Smutna jest świadomość, że legend hard rocka z tej generacji jest coraz mniej. Cieszy, że te, które są, wciąż prezentują godny podziwu poziom i są chętne do występowania przed ludźmi, choć pewnie od dawna mogłyby już wygrzewać kości w Kalifornii. Idźcie takich artystów oglądać na żywo, skoro tylko nadarzy się okazja. I miejmy nadzieję, że okazja do ponownego zobaczenia Grahama Bonneta pojawi się możliwie najszybciej.
Setlista:
- Eyes of the World
- All Night Long
- Dancer
- Love’s No Friend
- Night Games
- Solo na klawiszach (cytaty z „Lazy” i „Perfect Stranger” Deep Purple)
- God Blessed Video
- Imposter
- Solo gitarowe fragment „Stormbringer” Deep Purple
- Desert Song
- Jet to Jet / solo perkusyjne
- Since You’ve Been Gone
- Into the Night
- Assault Attack
- Too Young to Die, Too Drunk to Live
- Lost in Hollywood