Frank Beard, perkusista ZZ Top i współtwórca charakterystycznego groove’u zespołu, zmarł w wieku 77 lat. Muzyk odszedł 17 sierpnia 2026 roku.
Świat rocka stracił jednego z tych muzyków, których kunszt nie polegał na epatowaniu techniką, lecz na stworzeniu stylu rozpoznawalnego niemal od pierwszych sekund utworu. Frank Beard, wieloletni perkusista ZZ Top, zmarł w wieku 77 lat. Informację o śmierci artysty potwierdził zespół. Beard odszedł 17 sierpnia 2026 roku na swoim ranczo w Richmond w Teksasie. W ostatnim okresie znajdował się pod opieką hospicyjną, a w chwili śmierci towarzyszyła mu rodzina. Przyczyna śmierci nie została podana do publicznej wiadomości.
Dla ZZ Top nie był wyłącznie człowiekiem siedzącym za zestawem perkusyjnym. Jego oszczędna, niezwykle precyzyjna gra była jednym z fundamentów brzmienia grupy. Bez tego charakterystycznego pulsu trudno wyobrazić sobie takie klasyki jak „La Grange”, „Tush”, „Gimme All Your Lovin’”, „Sharp Dressed Man” czy „Legs”.
Frank Beard nie żyje. Billy Gibbons żegna wieloletniego perkusistę ZZ Top
W oficjalnym komunikacie Billy F Gibbons podkreślił, że wraz z Elwoodem Francisem stracił nie tylko wieloletniego współpracownika, lecz przede wszystkim przyjaciela. Gitarzysta określił Bearda jako jednego z najbardziej naturalnie innowacyjnych perkusistów oraz prawdziwego syna Teksasu.
Gibbons zwrócił szczególną uwagę na charakterystyczny backbeat muzyka, który przez dekady stanowił jeden z najważniejszych elementów stylu ZZ Top. Jednocześnie zapowiedział, że zespół zamierza kontynuować działalność zgodnie z wolą zmarłego perkusisty.
To znamienne słowa, bo historia ZZ Top po raz drugi w ciągu kilku lat zostaje brutalnie przecięta śmiercią członka klasycznego składu. W lipcu 2021 roku zmarł basista Dusty Hill. Jego miejsce na scenie zajął wówczas wieloletni techniczny zespołu Elwood Francis. Teraz Billy Gibbons pozostaje ostatnim aktywnym członkiem najbardziej rozpoznawalnego składu grupy.
Frank Beard i ZZ Top – ponad pół wieku wspólnej historii
Frank Beard był związany z ZZ Top przez 56 lat. Klasyczny skład z Billym Gibbonsem, Dustym Hillem i Beardem stał się jednym z najbardziej stabilnych zespołów w historii rocka. Muzycy przez ponad pięć dekad tworzyli wspólnie, nagrywali kolejne albumy i przemierzali świat w ramach niezliczonych tras koncertowych.
ZZ Top wyrósł z teksańskiej sceny bluesowej, ale szybko stworzył własny muzyczny język. Blues mieszał się tutaj z hard rockiem, boogie i charakterystycznym południowym luzem. Jednym z powodów, dla których ta mieszanka działała tak dobrze, była sekcja rytmiczna Hill–Beard.
Beard nie próbował dominować nad kompozycjami. Jego gra była podporządkowana groove’owi. Potrafił pozostawić w muzyce ogromną ilość przestrzeni i sprawić, że pozornie prosty rytm nabierał niemal hipnotycznego charakteru.
Właśnie ta umiejętność stała się jednym ze znaków rozpoznawczych ZZ Top.
Jak Frank Beard stworzył charakterystyczny groove ZZ Top?
W świecie rockowej perkusji łatwo zwrócić uwagę szybkością, rozbudowanymi przejściami czy ogromnym zestawem. Frank Beard obrał inną drogę. Jego siłą było wyczucie rytmu.
W nagraniach ZZ Top perkusja bardzo często nie wychodzi na pierwszy plan, ale bez niej cała konstrukcja natychmiast straciłaby swój ciężar. Beard idealnie rozumiał gitarowe riffy Gibbonsa i linię basu Hilla. Grał dokładnie tyle, ile potrzebowała kompozycja.
Słychać to doskonale w „La Grange”. Gitarowy motyw jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych riffów w historii rocka, ale jego niezwykła skuteczność wynika również ze sposobu, w jaki pracuje sekcja rytmiczna.
Podobnie jest w nagraniach z późniejszego okresu. „Sharp Dressed Man”, „Gimme All Your Lovin’” czy „Legs” łączyły rockową gitarę z precyzyjnym, niemal mechanicznym pulsem i elektroniką. Beard potrafił odnaleźć się również w tej bardziej produkcyjnej odsłonie ZZ Top, nie tracąc własnej tożsamości.
Jego perkusja nie musiała krzyczeć, żeby została zauważona.
„Tres Hombres” i „Eliminator” – Frank Beard na najważniejszych płytach ZZ Top
Jednym z kluczowych momentów w historii zespołu był wydany w 1973 roku album „Tres Hombres”. Płyta przyniosła ZZ Top międzynarodowy rozgłos, a „La Grange” stało się jednym z najważniejszych utworów w katalogu grupy.
Kolejne lata ugruntowały pozycję zespołu jako jednej z najważniejszych amerykańskich formacji blues-rockowych. ZZ Top konsekwentnie rozwijał własne brzmienie, nie tracąc przy tym teksańskich korzeni.
Prawdziwa eksplozja popularności nastąpiła jednak dekadę później.
Album „Eliminator” z 1983 roku otworzył przed ZZ Top erę MTV. „Gimme All Your Lovin’”, „Sharp Dressed Man” i „Legs” stały się światowymi przebojami, a charakterystyczne teledyski zapewniły zespołowi zupełnie nową publiczność.
Elektronika, syntezatory i studyjna precyzja mogły wydawać się dalekie od bluesowych początków grupy, jednak pod tą produkcyjną warstwą nadal pulsowało to samo rytmiczne DNA.
Frank Beard pozostawał jego kluczowym elementem.
Frank Beard był jedynym członkiem ZZ Top bez słynnej długiej brody
Historia ZZ Top ma także swój charakterystyczny wizualny paradoks. Billy Gibbons i Dusty Hill stali się ikonami popkultury dzięki swoim ogromnym brodom, kapeluszom i ciemnym okularom.
Tymczasem człowiek nazwiskiem Beard – po angielsku „broda” – był przez dużą część kariery jedynym muzykiem klasycznego składu, który nie nosił charakterystycznej długiej brody.
Ten kontrast idealnie pasował do specyficznego poczucia humoru ZZ Top. Zespół nigdy nie traktował swojego rockowego wizerunku z przesadną powagą. Muzycy doskonale rozumieli znaczenie scenicznego show, dystansu i autoironii.
Za tym obrazkiem stały jednak dekady konsekwentnej pracy oraz muzyczna chemia, której nie da się stworzyć samym wizerunkiem.
ZZ Top w Rock and Roll Hall of Fame z Frankiem Beardem
W 2004 roku ZZ Top został wprowadzony do Rock and Roll Hall of Fame. Grupę uhonorował Keith Richards z The Rolling Stones, a na pamiątkowej tablicy znaleźli się Billy Gibbons, Dusty Hill i Frank Beard.
Było to symboliczne potwierdzenie miejsca, jakie teksańskie trio zajęło w historii muzyki.
Zespół sprzedał na świecie ponad 50 milionów płyt, a kilka generacji słuchaczy poznało jego muzykę zarówno poprzez klasyczne albumy, jak i radio, MTV oraz koncerty. ZZ Top zdobył również trzy nominacje do Grammy.
Frank Beard pozostawał przy tym typem muzyka stojącego nieco z boku całego spektaklu. Na pierwszym planie znajdowali się zwykle Gibbons i Hill. Za nimi siedział człowiek odpowiedzialny za to, aby cała ta maszyna poruszała się z właściwym pulsem.
Problemy zdrowotne Franka Bearda przed śmiercią
W ostatnich miesiącach stan zdrowia perkusisty coraz mocniej wpływał na działalność koncertową ZZ Top.
Już w marcu 2025 roku Beard czasowo wycofał się z koncertów z powodu problemów ze stopą i kostką. Później wrócił do zespołu, jednak podczas trasy w 2026 roku ponownie pojawiły się problemy zdrowotne.
Na początku sierpnia ZZ Top odwołał zaplanowany na 5 sierpnia 2026 roku występ w Hollywood Bowl w Los Angeles. Kilka dni później poinformowano, że Beard bierze przerwę w trasie, a za zestawem perkusyjnym zastąpi go Michael Monahan.
Wtedy nie ujawniono szczegółów dotyczących stanu zdrowia muzyka.
Kilka dni później przyszła wiadomość, której fani ZZ Top obawiali się najbardziej.
ZZ Top odwołuje koncerty po śmierci Franka Bearda
Po śmierci perkusisty zespół odwołał koncert w Salt Lake City oraz występ zaplanowany na 19 sierpnia w Colorado Springs. Jednocześnie w oficjalnym komunikacie ZZ Top poinformował o zamiarze kontynuowania trasy.
Na oficjalnej stronie zespołu wciąż widnieją kolejne koncerty „The Big One! Tour”, w tym występy 22 i 23 sierpnia w ACL Live at The Moody Theater w Austin. Miasto zajmowało szczególne miejsce w życiu Bearda i – jak zaznaczył zespół – było dla niego czymś w rodzaju drugiego domu.
Decyzja o dalszym koncertowaniu ma więc wymiar większy niż zwykła realizacja wcześniej zaplanowanej trasy. Według Billy’ego Gibbonsa właśnie takiego rozwiązania chciał Frank Beard.
Podobną drogę ZZ Top przeszedł po śmierci Dusty’ego Hilla. Wtedy również zespół nie zakończył działalności. Hill chciał, aby grupa grała dalej.
Teraz historia boleśnie się powtarza.
Frank Beard pozostawił po sobie coś więcej niż rockowe przeboje
Historia rocka pełna jest perkusistów, których nazwiska kojarzą się z widowiskowymi solówkami i technicznymi popisami. Frank Beard zostawił po sobie inny rodzaj dziedzictwa.
Pokazał, jak ogromną siłę może mieć prostota.
Jego styl opierał się na pulsie, konsekwencji i intuicji. Wiedział, kiedy uderzyć mocniej, kiedy pozostawić przestrzeń gitarze i kiedy pozornie niewielka zmiana akcentu może sprawić, że riff zacznie naprawdę kołysać.
To właśnie dlatego utwory ZZ Top po kilkudziesięciu latach nadal brzmią naturalnie. Nie są jedynie dokumentem swojej epoki. Ich rytm wciąż działa.
Frank Beard siedział za perkusją ZZ Top przez niemal całą historię zespołu. Towarzyszył grupie od teksańskich klubów, przez ogromne trasy lat 70., erę MTV, aż po współczesne koncerty na największych scenach świata.
Przez ponad pół wieku jego rytm był jednym z najważniejszych elementów tej muzyki.
Teraz po raz pierwszy ZZ Top będzie musiał naprawdę nauczyć się grać bez Franka Bearda.