Feuerschwanz w Progresji, czyli impreza roku w Warszawie

Warszawski klub Progresja stał się miejscem pierwszego w historii koncertu niemieckiej grupy Feuerschwanz w Polsce. Zespół bardzo popularny i lubiany za naszą zachodnią granicą, zagościł w Warszawie w ramach trasy „Knightclub Tour 2026” promującej najnowszy krążek „Knightclub”, wydany w 2025. Wsparciem i gościem specjalnym trasy jest irlandzki Miracle of Sound.

Miracle of Sound czyli Irlandczyk Gavin Dunne to przykład niezależnego artysty, który rozpoznawalność zdobył samodzielnie korzystając z internetu, zyskując nieprawdopodobną popularność. Jego muzyka łącząca elementy dark folku, rocka i symfonicznego metalu jest inspirowana grami wideo, filmami i programami telewizyjnymi. Utwór „Valhalla Calling” był chyba najchętniej coverowanym utworem w historii YouTube. Projekt rozwinął się do zespołu, który sam artysta nazywa Miracle of Sound Live Band, a muzyka z internetu trafiła na klubowe i festiwalowe sceny.

Koncert w warszawskiej Progresji był już drugim koncertem w Polsce, a pierwszym w Warszawie. Gavin Dunne z zespołem od początku złapał fenomenalny kontakt z publicznością. Setlista była świetnie zbalansowana: od bardziej klimatycznych momentów po energiczne, niemal koncertowe hymny. Już na początku wybrzmiało Deceiver, a później przyszły takie utwory jak entuzjastycznie przyjęty Wake the White Wolf czy Ode to Fury. Nie zabrakło też celtycko-pirackiego klimatu przy Beneath the Black Flag i Gráinne Mhaol, Queen of Pirates. Największy moment występu to bez dwóch zdań finałowe Valhalla Calling. Wtedy cała sala zamieniła się w jeden wielki chór – śpiewali wszyscy, od pierwszych rzędów po tył sali. To był ten moment, kiedy koncert przestał być tylko występem, a stał się wspólnym przeżyciem.

Na żywo utwory Miracle of Sound zyskują zupełnie nową energię. To, co w wersjach studyjnych bywa dopracowane i wyczyszczone, na scenie jest bardziej surowe, emocjonalne i bezpośrednie. Dużo robi też charyzma samego Dunne’a – jego luz, humor i autentyczność sprawiają, że publiczność szybko czuje się częścią koncertu.

Po rozgrzewce na scenę wkroczyli muzycy Feuerschwanz – i od razu było wiadomo, kto tu rządzi. Zespół nie bawi się w subtelności: od pierwszych dźwięków dostaliśmy potężne riffy, chwytliwe refreny i sceniczny średniowieczny chaos w najlepszym możliwym wydaniu. Było też kilka niespotykanych zwrotów akcji. Od początku publiczność została porwana do wspólnej zabawy – śpiewy, klaskanie i podnoszone w górę ręce były praktycznie stałym elementem koncertu. Feuerschwanz ma rzadką umiejętność łączenia metalowej energii z imprezowym, wręcz biesiadnym klimatem. Do tego wsparcie pięknych tancerek oraz efekty pirotechniczne i mamy przepis na 100% udany koncert. To działa! Nawet osoby, które przyszły „z ciekawości”, bardzo szybko dawały się wciągnąć w ten świat.

Reklama

Set opierał się w dużej mierze na materiale z najnowszej płyty „Knightclub”, ale nie zabrakło też starszych, sprawdzonych numerów, takich jak Bastard von Asgard, Memento Mori czy Schubsetanz. Połączenie epickich, stylizowanych elementów rodem z powieści fantasy z ogromną dawką humoru było obecne przez cały koncert – zarówno w muzyce, jak i w interakcjach ze sceny.

Zespól ma wzorowy kontakt z publicznością. Wokaliści (Prinz R. Hodenherz III & Hauptmann Feuerschwanz) prowadzili show z wyczuciem i dystansem, często zagadując fanów i zachęcając do wspólnego śpiewania. W efekcie koncert momentami to była po prostu wspólna impreza – co jest dokładnie tym, co wyróżnia tę kapelę na tle innych metalowych zespołów. To nie jest grupa, która stoi w miejscu i gra – to pełnoprawne widowisko. Progresja zamieniła się w jedną wielką, roztańczoną salę – pogo, śpiewy i nieustanna energia aż do samego końca.

Kulminacyjne momenty przyszły w drugiej połowie koncertu. Kiedy publiczność była już całkowicie „kupiona” zespół … zmienił scenę. Dwóch wokalistów i skrzypaczka pojawili się z tyłu sali wykonując kilkunastominutową wiązankę na dwa głosy i skrzypce. Usłyszeliśmy połączone Metfest / Hurra Hurra die Pest ist da / Name der Rose / Das niemals endende Gelage … Tego nikt się nie spodziewał. Ukoronowaniem było solo perkusyjne i gitarowe ze sceny głównej. Część główną koncertu zakończył dyskotekowy coverDragostea din tei. A na deser, jeśli komuś było mało atrakcji, to dostaliśmy jeszcze ponton surfujący po publiczności oraz na kawałku Rohirrim wspólny młynek wokalisty z publicznością … bez przerywania śpiewania. Czapki z głów !!

Koncert Feuerschwanz w warszawskiej Progresji był dokładnie tym, czego można się było spodziewać po niemieckiej maszynie imprezowo/folk/power metalowej – spektaklem pełnym głośnej muzyki, energii, humoru i totalnie rozkręconej publiczności. Pierwszy występ Feuerschwanz w Polsce okazał się strzałem w dziesiątkę – zarówno dla zespołu, jak i dla fanów. Jeśli ktoś miał wątpliwości, czy ich lekko ironiczne i totalnie zabawowe podejście do metalu sprawdzi się na żywo, to ten wieczór rozwiał je całkowicie. To była czysta, bezpretensjonalna zabawa – dokładnie taka, jakiej czasem najbardziej potrzeba. Dla mnie póki co koncert roku 2026 !!

Organizatorem wydarzenia była firma Winiary Bookings.

Miracle of Sound

Feuerschwanz

One thought on “Feuerschwanz w Progresji, czyli impreza roku w Warszawie

  1. Autorowi proponuję poprawić tekst. To nie był pierwszy koncert Miracle Of Sound. Pierwszy koncert odbył się w zeszłym roku w Krakowie w klubie STUDIO. Zresztą, sam Gavin mówił ze sceny, że jest to ich drugi występ w naszym kraju.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *