Fernando Ribeiro z Moonspell o nowej płycie, poezji i Polsce

Spotkaliśmy się z Fernando Ribeiro z Moonspell, żeby porozmawiać o jego nowej płycie, poezji, koncertach w Polsce oraz roli wampira w popkulturze.

Zdjęcia: Romana Makówka

Jak myślisz, jakie miejsce zajmuje gotycki metal i estetyka gotycka we współczesnej muzyce metalowej i na współczesnej scenie metalowej?

FR: Osobiście, wciąż wierzę w powody, które skłoniły nas do wywołania na początku lat 90. małej rewolucji w naszej muzyce oraz do wzmocnienia szeregów sceny gotyckiej. Uważam, że muzyka gotycka i estetyka gotycka wnoszą do metalu sens, emocje, piękno i elegancję. Myślę więc, że metal odniósł ogromny sukces dzięki łączeniu różnych stylów, a gotyk wniósł do metalu pewien nowy wymiar. Ale uważam, że gotyk zdecydowanie wydobywa z metalu poetyckość, elegancję, piękno i mroczność,
i myślę, że dla zespołu takiego jak Moonspell była to propozycja, której nie mogliśmy odrzucić.

Opowiedz mi o swoim nadchodzącym albumie „Far From God”. Jestem ciekawa, jak doszło do tego, że zacząłeś zgłębiać estetykę wampirów i miłości?

FR: To stara estetyka dla Moonspell. Trochę mi się to znudziło w pewnym momencie, temat zaczął być powtarzalny na scenie muzycznej, a my zawsze chcemy się rozwijać jako zespół. Zawsze chciałem iść do przodu z Moonspell, a także dlatego, że,, filmy i książki o wampirach i wampiryzmie przez lata, moim zdaniem, traciły na jakości i wizji. I po prostu popkultura zmienił jedną z najciekawszych i najbardziej ludzkich postaci literatury od czasów Brama Stokera. To trochę zabiło moją radość. To było coś, co mnie już nie interesowało, bo odkryłem, że ci literaccy złoczyńcy w kinie są najciekawsi do omówienia, bo zazwyczaj są to mężczyźni, jak wszystko na tym świecie. Są też kobiety, oczywiście, ale niestety zawsze pozostają w cieniu w kulturze, co jest bardzo złe. Ale jest też wiele bardzo dobrych rzeczy, Anne Rice, na przykład, jest bardzo dobrą pisarką wampiryczną. Zawsze czułem, że prawdziwą kondycję ludzką, pełną konfliktów, miłości, bólu i śmierci, można odnaleźć w tych typowych postaciach, głównie z literatury europejskiej. Więc Dracula, Vlad, czy jakkolwiek chcesz go nazwać, albo Nosferatu, po prostu zajmowali się swoimi sprawami, dbali o swoje kraje, miasta, swoje sprawy, tak jak doktor Faustus i tak dalej, aż coś się wydarzyło, coś dramatycznego, coś tragicznego. W przypadku Draculi było to zabójstwo jego żony. Tak. Wiesz, kradzież jego radości, gorączka, kradzież jego powodu do życia, podczas gdy w Fauście było to umierające miasto, a także miłość do Gretchen. Uznałem to za naprawdę inspirujące, ale przez wiele lat nie miało to dla mnie znaczenia, aż w końcu usiadłem i obejrzałem film Roberta Eggersa „Nosferatu” z 2024 roku i pomyślałem: „Wow, to jest to, o czym mówiłem”. Jedna rzecz zaprowadziła do drugiej i od razu zacząłem myśleć o pisaniu, powiedzmy, nowych piosenek, nie tylko o wampirach, ale o moim własnym świecie. Myślę, że chodzi o miejsce postaci wampira. Mam nadzieję, że dobrze nam to wyszło, bo to nie jest takie proste. Jest w tym trochę śmierci. Włożyłem w to trochę przemyśleń, ale bardzo trudno jest zawsze sprostać tym oczekiwaniom. To bardzo niebezpieczne dla zespołu metalowego lub gotyckiegośpiewać o tych tematach, nie popadając szybko w coś śmiesznego lub absurdalnego, wiesz?

Jaki był twój ulubiony moment podczas pracy nad tym albumem?

FR: Oczywiście część studyjna, część z nagraniami demo, a także ta, w której piszemy piosenki. Kiedy jestem sam w pokoju
z Pedro i Ricardo, i piszę tekst, zatrzymuję ich, zatrzymuję wszystko. Po prostu rzucam jakiś wers. Chcę to zaśpiewać właśnie teraz. A oni pracują nad czymś skomplikowanym, a ja po prostu tam wpadam i im przeszkadzam. Myślę, że to bardzo bogate chwile i uważam, że to właśnie one są najbardziej wyjątkowe. Dla mnie najlepszą rzeczą na każdym albumie, który nagraliśmy, był moment, w którym miałem gotowy miks i mogłem go słuchać w ciszy i spokoju przez godzinę, nie robiąc nic innego, nie patrząc na telefon, nie zajmując się sprawami rodzinnymi. I były takie wyjątkowe chwile. „Far From God” był dla mnie nieco innym albumem. Prawdziwie wyjątkowym momentem było to, kiedy zebraliśmy się i po wielu wątpliwościach oraz po wielu egzystencjalnych pytaniach powiedzieliśmy: „Zróbmy nowy album i niech będzie naprawdę gotycki i naprawdę mroczny”. Nagraliśmy wokale, a my kochamy miłość i śmierć, i lubimy te potężne gitary oraz wszystko, co stanowi składniki „Far From God”. To był dla mnie decydujący moment, w którym nabraliśmy odwagi, by ponownie udać się do studia.

Świetnie. A jaki jest twój ulubiony utwór z tej płyty i dlaczego?

FR: Trochę się to zmieniło. Oczywiście uwielbiałem „Far From God”. Dlatego właśnie wybrano ten utwór na pierwszy singiel. Myślę, że to piękna piosenka, która w pewnym sensie oddaje istotę tej płyty. Ale jest to też bardzo mylący utwór, bo na płycie jest wiele innych piosenek, które bardzo się od niego różnią. Więc obecnie waham się między „Our Freedom to Fall”, który jest cięższym utworem, nie z tego powodu, ale dlatego, że naprawdę mnie zaskoczył. Nie sądziłem, że po nagraniu okaże się tak świetny, a to naprawdę gotycki metal. Wiesz, wyjaśnię to lepiej, bo ma w sobie coś z Moonspell albo z negatywnego Paradise Lost, ale ma też w sobie elementy death metalu. Ale myślę, że moim faktycznym faworytem jest utwór, który będzie dla mnie naprawdę wyjątkowy. To „The Great Wolf in the Sky”. Myślę, że to jeden z najlepszych utworów, jakie kiedykolwiek napisaliśmy. Ma w sobie trochę wszystkiego, co tkwi w naszej esencji. Jest też dedykowany przyjacielowi i fanowi, który niestety stracił życie, kiedy zatrzymaliśmy się, wychodząc ze studia. Poświęciliśmy więc ten utwór jemu i jego rodzinie. To tak, jakbym wracał do tematu wilka, próbując uniknąć wszystkich klisz, wszystkich banałów i postrzegając wilka tak, jak widzieli go w pewnym sensie mieszkańcy krajów nordyckich, ale na swój własny sposób. W Europie Łacińskiej czy południowej, jako postać opiekuńcza, coś w rodzaju kosmosu, coś w rodzaju ojca. Chodźmy. To nas prowadzi. Będzie to więc dla mnie bardzo wyjątkowa piosenka. I naprawdę ją uwielbiam. Nie jestem skromny, ale naprawdę podoba mi się, jak wyszła.

Widzę, że masz na sobie koszulkę z Charles Baudelairem, „Kwiaty Zła”, czy moż opowiedzieć o wpływie jego poezji na Twoją muzykę?

Reklama

FR: To jedna z książek, które trzymam przy łóżku. Mam małą obsesję na punkcie książek. Obecnie mam ich ponad 4000. Po prostu je kolekcjonuję. Mam więcej książek niż płyt i bardzo mi to odpowiada. Działam na scenie literackiej w Portugalii. Wydałem trzy tomiki poezji i dwie powieści, a teraz pracuję nad trzecią. Chodzę też na wiele warsztatów z pisarzami, chociaż nie jestem zawodowym pisarzem. To dla mnie po prostu hobby. Ale są trzy lub cztery książki, które towarzyszą mi od czasów nastoletnich. Jedną z nich są „Kwiaty zła”. Mam ją w języku rosyjskim, hiszpańskim, portugalskim, w różnych wydaniach. Wiesz, nie mam nawet tyle pieniędzy, żeby kupować książki na zawsze, ale mam pierwsze wydanie opowiadań Edgara Allana Poe, przetłumaczone na francuski. To jedna z moich najcenniejszych pozycji. To bardzo wyjątkowa książka i prezent dla mojej żony. Myślę o tym w centrum handlowym. To prezent, który nieustannie daje radość, jak Biblia poezji, ponieważ zawiera wszystko. To mroczna poezja, poezja romantyczna, jak sądzę, wymyślona przez odważną lewicę, szczerze mówiąc, musi prosić o to, by dać melancholii nudę kotom, no wiesz, złym postaciom, Szatanowi, Lucyferowi, ale także miłości, frustracji, bólowi. I myślę, że to swego rodzaju poetyckie kompendium wszystkiego, przez co przechodzi człowiek. Myślę, że obaj lewicowcy pisali bardzo szczerze. Nie próbowali po prostu przetrwać finansowo dzięki książkom. Pisali, jeśli mogę tak powiedzieć, aby czytać, wyrzucić coś z siebie, co moim zdaniem jest najlepszą rzeczą, jaką może mieć autor. A wszystkie te opowieści pokazują, no wiesz, jego znaczenie w literaturze francuskiej, ale także na całym świecie, co czyni go, moim zdaniem, najbardziej utalentowanym poetą. Wśród amerykańskich poetów jest ich znacznie mniej. Są też, poeci portugalscy. Ale myślę, że jest po prostu moim numerem jeden, nazwijmy to tak. I kocham wszystko w nim i w jego tomikach. Są to ponadczasowe arcydzieła.

Moonspell fot Romana Makówka
Moonspell fot Romana Makówka

Opowiedz mi o okładce zaprojektowanej przez  Elirana Kantora. Postać dobrze znaną fanom metalu.

FR: To naprawdę przyciąga wzrok. Bez wątpienia. Wiesz, nie miałem nawet jeszcze muzyki do tego albumu. Napisałem do Elirana, bo podziwiam jego pracę i mam wiele albumów, których nawet nie przesłuchałem porządnie, no wiesz, nie znam niektórych utworów ani nie wiem, czy mi się podobają, a po prostu dlatego, że ma na okładce jego sztukę. Napisałem do niego najpierw w 2023 roku. Chciałem więc po prostu zarezerwować czas, gdyż wiem jak bardzo jest rozchwytywany. Nie byłem jeszcze wtedy pewien, co zrobić z muzyką ani z okładką, więc ciągle mu coś wysyłałem. Powiedziałem mu, że najpierw chcę coś konkretnego. Chciałem czegoś, co można by oprawić w ramkę w galerii muzealnej, a ludzie zatrzymywaliby się i czuli się tym poruszeni. Więc odbyliśmy wiele rozmów, wymieniliśmy mnóstwo e-maili, aż do momentu, gdy zbliżał się już termin. Byłem nieco zaniepokojony, ponieważ jest on bardzo zajętym człowiekiem i nie chciałem go poganiać. Oczywiście nie popędza się artysty, więc po prostu wysłał mi szkic, bez kolorystyki, tylko czarno-biały szkic tego, co miało być okładką „Far From God”. I absolutnie mi się to spodobało. Było to kompletne zaskoczenie i to właśnie dlatego było idealne. Powiedział mi to i musiałem się zgodzić. Nie umieszczę krzyża na okładce. Eliran, jest też fanem Moonspell, i po przesłuchaniu naszego demo, powiedział mi, że ten album, z czym całkowicie się zgadzam, opowiada o wyobcowaniu. Chciał stworzyć coś, co ma ogromną siłę w naszej kulturze, a mianowicie pocałunek lub obietnicę pocałunku, bo tak naprawdę się nie całują. Powiedział: „Cóż, nie wiesz, czy ta kobieta wabi mężczyznę do gilotyny, by go stracić, czy też całuje go na pożegnanie, bo go kocha”. I ja nie wiem. On też nie wie. I nikt nie będzie wiedział. Myślę, że to właśnie tworzy sztukę. To też ta tajemnica. Uważam więc, że okładka jest niesamowita, tak niesamowita, że powiedziałem mu: „Cóż, nie chcę umieszczać żadnego logo Moonspell ani „Far From Gods”. I oczywiście musieliśmy to zrobić. To on umieścił logo na swoim miejscu. Po prostu nie chcę, żeby duże logo zepsuło to dzieło. A nasze wydanie LP z naszego własnego sklepu nie ma logo ani nazwy na okładce, żeby ludzie mogli w pełni docenić sztukę. To nasza niespodzianka dla fanów.

Jakiego momentu w promocji albumu nie możesz się najbardziej doczekać? Czym najbardziej chcesz podzielić się z fanami?

FR: Album, którego przedsmak już mieliście. . Zagraliśmy dwa nowe utwory, „Far from God” i „Across Your Heart”, na festiwalu Wave-Gotik-Treffen  i to było po prostu magiczne. To znaczy, bardzo się denerwowaliśmy przed ich wykonaniem, bo nie były jeszcze gotowe. „Far from God” ukazało się dzień wcześniej. Koncert odbywał się w Lipsku w Niemczech, a singiel miał się ukazać tuż po nim, ale dopiero po kilku dniach. Był to jednak wielki sukces. Oczywiście jest jeszcze dużo muzyki do odkrycia, albo daleko od Boga. Nigdy nie lubimy po prostu wydawać dwóch singli, a potem nie mieć nic więcej do pokazania. Jest dużo piosenek, które się pojawią, a cały album ukaże się w lipcu.Myślę, że będzie to spore zaskoczenie, bo to również bardzo różnorodny album, a nie tylko „Far from God” i „Across Your Heart” w wersji 2, 3 i 4. Chciałem więc zaprezentować na żywo nowy show. Myślę, że nadszedł czas, aby zainwestować więcej w Moonspell, w nasze pomysły i naszą oryginalność. Więc w pewnym sensie to konstruujemy, aby zabrać to w trasę 27 marca. Oczywiście nie możemy zabrać ze sobą całej produkcji, to logistycznie niemożliwe.Ale zamierzamy zbudować nową prezencję sceniczną i nowe stroje sceniczne dla Moonspell, gdzie krzyż będzie dominującym elementem. Wiele osób myśli, że jesteście chrześcijanami narodzonymi na nowo. Powiedziałem: „Cóż, od kiedy to krzyż nie jest symbolem naszej kultury, nawet jeśli jest odwrócony, to krzyż katolicki jest katolicki. Krzyż odwrócony, którego używają wszystkie zespoły black metalowe. To krzyż św. Piotra. Został ukrzyżowany do góry nogami, ponieważ nie zasługiwał na ukrzyżowanie w pozycji pionowej, tak jak Chrystus. Więc kiedy ludzie piszą do mnie, że papież jest satanistą, bo ma odwrócony krzyż. Nie, papież jest bezpośrednim przedstawicielem św. Piotra. Dlatego ma odwrócony krzyż. Oczywiście to symbol św. Piotra, a nie symbol szatana, głupcy”. Ale nie trzeba dodawać, że myślę, że to będzie naprawdę wspaniały koncert.Wciąż szukamy odpowiednich zespołów. Nie spieszymy się. Nie spieszyliśmy się z albumem. Nie spieszyliśmy się z trasą koncertową.Wiesz, nie mamy już 21 lat, więc też chcemy wygrywać. Nie mamy managera. Nie chcemy, żeby ktoś nam krzyczał do ucha. Muszę to zrobić. Musisz produkować, musisz zarabiać dla nas pieniądze. Musimy nagrać album w ciągu dwóch lat, a potem wrócić na trasę. Świetnie jest móc powiedzieć „Nie”. Dlatego pozostajemy zespołem niezależnym.Właśnie zacząłem z Pedro i naszymi oświetleniowcami pracować nad tym projektem, nową scenografią. Koncert nie jest dla Moonspell. Koncert jest dla fanów, To właśnie na scenie pokazujemy, co dajemy w zamian za wsparcie, które od nich otrzymujemy. To wyjątkowe miejsce, w którym zespół staje twarzą w twarz ze swoją publicznością. Nie ma żadnego „dlaczego”, nie ma żadnych sztuczek. Jesteśmy tylko my i… oni. Dlatego występy na żywo zawsze były dla Moonspell – dla nas – czymś niezwykle ważnym.Wspaniałe jest również to, że mogliśmy wybrać kilka utworów z repertuaru, może z albumu „Darkness and Hope„, których nie graliśmy od wieków, a może z „Sin/Pecado” czy „Extinct„. Oczywiście nie zabraknie „Alma Mater” i „Vampiria”. Pojawi się także „Opium” – a właściwie „Full Moon Madness”. To właśnie stanowi sedno naszego show. Ale myślę też, że byłoby zbyt dużym uproszczeniem patrzeć na nas wyłącznie przez pryzmat największych przebojów. Jeśli idziesz na koncert zespołu i zawsze chcesz usłyszeć wyłącznie najbardziej znane utwory, w pewnym sensie odbiera to zespołowi część jego siły i charakteru. To ja odpowiadam za wszystkie setlisty Moonspell, więc jeśli trzeba kogoś za to winić, to mnie. Czasami ludzie mówią, że to szanują. A ja odpowiadam, że to chyba najlepszy komplement, jaki możemy usłyszeć. Sięganie po mniej znane utwory, po takie kawałki jak „The Butterfly FX”, ma dla nas znaczenie. Koncert jest przecież opowieścią. Opowieścią o życiu zespołu. A życie nigdy nie biegnie po prostej linii. Czasami pewne rzeczy pojawiają się i znikają. Tak samo jest z naszymi piosenkami i z koncertowymi setlistami.

Jaki jest twój „ostateczny” cel jako artysty, poety i muzyka?

FR: Cóż, zawsze dobrze wykorzystywałem okazje, jakie dawało mi otoczenie, i potrafiłem odpowiednio dostosowywać swoje oczekiwania. Zwłaszcza tutaj, w Portugalii, w kontaktach ze starszymi ludźmi i z tymi, których nazywam prawdziwymi artystami — ludźmi obdarzonymi naturalnym talentem. W przeciwieństwie do nich ja nie urodziłem się z żadnym szczególnym darem. Zawsze mówiłem, że skoro nie potrafię robić jednej konkretnej rzeczy wyjątkowo dobrze, nauczyłem się robić po trochu wszystko. Tak właśnie funkcjonuję. Naprawdę tak uważam. Nie mam szczególnego talentu ani do śpiewania, ani do pisania. Jeśli już miałbym wskazać swoją najmocniejszą stronę, byłoby nią chyba pisanie lub występy na scenie. Musiałem jednak stworzyć własną postać w trakcie drogi. Pamiętam, jak pierwszy raz wyszedłem na scenę i spontanicznie rozłożyłem ramiona. Stało się to naturalnie i zostało ze mną do dziś. To nieustanny proces. Oczywiście są też bardziej praktyczne cele: kolejne trasy koncertowe, występy u boku innych zespołów, granie w krajach, których jeszcze nie odwiedziliśmy, a także powroty do tych miejsc, w których już byliśmy. Chcę nadal żyć tym marzeniem i pamiętać, jak wielkim przywilejem jest bycie częścią portugalskiego zespołu, który potrafi odnaleźć się na światowej scenie mimo ogromnej konkurencji ze strony krajów o znacznie silniejszej i bardziej ugruntowanej tradycji rockowej i metalowej. Ale jako człowiek i artysta najbardziej pragnę żyć w zgodzie z własnymi decyzjami. To coś, czego uczysz się z wiekiem. Myślę, że „Far from God” przyniósł mi wiele wewnętrznego spokoju i na nowo rozpalił mój entuzjazm wobec zespołu. Ostatnie lata były dla mnie trudne i wielu ludzi o tym wie. Jednak kiedy robimy to, co naprawdę kochamy, nie potrzeba nam wielkich celów. Wystarczy utrzymać to przy życiu i w dobrej kondycji. To właśnie jest mój cel — nie tyle zdobywanie nowych terytoriów, ile zachowanie tego, co już udało się zbudować. Może nie brzmi to tak ambitnie jak marzenia młodych muzyków i młodych zespołów, które chcą podbić świat. Oczywiście kiedyś również miałem marzenia, ale nigdy nie byłem człowiekiem owładniętym wizją globalnego podboju. Nie mogę powiedzieć, że w ogóle o tym nie myślałem, bo byłoby to nieprawdą. Rozumiem tę pasję, rozumiem walkę i rozumiem także ból, który się z nią wiąże. Z praktycznych powodów już myślę o kolejnym albumie. Chciałbym jak najszybciej rozpocząć pracę nad nowym materiałem, żeby zachować i wykorzystać tę dobrą energię, którą przyniósł „Far from God”. Mam nadzieję, że nie będziemy z tym zwlekać zbyt długo. Szukam odpowiednich nastrojów i inspiracji, choć część z nich już odnalazłem. Poluję też na rzadkie książki w antykwariatach i księgarniach, ponieważ niektóre z nich chciałbym wykorzystać jako punkt wyjścia dla naszego kolejnego albumu koncepcyjnego, podobnie jak miało to miejsce przy „1755”. Nie jest to łatwe zadanie. Te książki nie są szczególnie drogie, ale bywają niezwykle rzadkie. Pracuję również nad nową powieścią w języku portugalskim. Chciałbym przetłumaczyć na angielski część swoich wierszy, a także wreszcie rozpakować książki w nowym mieszkaniu, ustawić je na półkach i zacząć do nich wracać. Chcę, żeby wszystko znów znalazło się na swoim miejscu. Nie mam więc żadnych szalonych ambicji. Możliwość dalszego prowadzenia Moonspell i robienia tego, co robię już od trzydziestu trzech lat, pozostaje dla mnie celem ostatecznym.

A czy masz jakieś specjalne wspomnienia z koncertów w Polsce?

FR: Z koncertów w Polsce mam naprawdę wyjątkowe wspomnienia i jestem bardzo dumny z tego, czym Polska stała się przez te lata. Po raz pierwszy przyjechałem tam w 1995 roku. Wiedziałem, że kraj przechodzi trudny okres — wciąż widoczne były skutki czasów radzieckich, można było odczuć pewną surowość rzeczywistości, wszechobecne było ubóstwo i wiele innych problemów. Ale to nas nie powstrzymało. Do Polski weszliśmy małymi krokami. W 1995 roku przyjechaliśmy vanem i wyszliśmy na scenę. Jeśli dobrze pamiętam, był to jakiś festiwal metalowy. Mieliśmy już za sobą koncerty w Niemczech, Francji, Portugalii i Hiszpanii. Weszliśmy na scenę i nagle poczuliśmy się jak gwiazdy rocka. Pomyślałem: „Co tu się właściwie dzieje?”. Ludzie wykrzykiwali nasze imiona i nie chcieli pozwolić nam zejść ze sceny. Po nas miał wystąpić Kreator, a my byliśmy wręcz zawstydzeni tym, że publiczność wciąż domagała się Moonspell. Nigdy o tym nie zapomniałem. Zawsze powtarzam znajomym, że moim zdaniem Polska była jednym z pierwszych krajów, który naprawdę oszalał na punkcie Moonspell. Niezależnie od tego, z jakim projektem tam występowałem, przeżyłem w Polsce jedne z najbardziej pamiętnych chwil w całej swojej karierze. Bywały też trudne momenty — pamiętam koncert z Daemonarch, podczas którego zwymiotowałem na scenie. Polska zajmuje więc szczególne miejsce w mojej osobistej historii. To dla mnie miejsce odkupienia, rozwoju i niezwykłych doświadczeń. Dziś, kiedy słucham podcastów czy audiobooków o gospodarce, finansach i przyszłości Europy, oczywiście często mówi się o Niemczech czy Francji. Coraz częściej jednak pojawia się również Polska — jako przykład gospodarczego sukcesu i kraju, który rozwija się w imponującym tempie. Wiem też z własnego doświadczenia, bo spotykałem Polaków na całym świecie, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, że jesteście narodem niezwykle pracowitym i przedsiębiorczym. Jestem z tego powodu naprawdę pełen podziwu. Czasami pracuję również jako wykładowca w szkołach artystycznych i podczas spotkań organizowanych przez instytucje publiczne. Zawsze powtarzam tam to samo, co w wywiadach: trzeba dostrzegać szanse, jakie daje otoczenie, i umieć je wykorzystywać. Mam wrażenie, że właśnie to zrobiła Polska. Przeszliście naprawdę długą drogę. Jeśli chodzi o koncerty, magia pozostała dokładnie taka sama. Ostatnim razem, kiedy graliśmy w Polsce, trwała już wojna w Ukrainie. Przejeżdżaliśmy przez ten region Europy i pamiętam, że był to jeden z najlepszych koncertów całej trasy. Zagraliśmy nawet „Magdalene” i kilka innych mniej oczywistych utworów. Mieliśmy wrażenie, że moglibyśmy zagrać dosłownie wszystko, ponieważ publiczność była całkowicie pochłonięta tym występem. Teraz wracamy na Castle Party. Uwielbiamy ten festiwal, bo przyciąga wyjątkową publiczność i zawsze chcieliśmy tam wystąpić. To bez wątpienia jeden z koncertów, na które najbardziej czekamy tego lata. Powrót do Polski zawsze jest dla nas czymś wyjątkowym.

Bardzo Ci dziękuję za rozmowę Fernando i wyczekuję premiery albumu.

FR: Bardzo dziękuję.

Moonspell
Moonspell

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *