Trasa na 10-lecie istnienia grupy Dom Zły objęła także Kraków. Grupie towarzyszył kwartet Sow the Seed, Reap the Fear.
Na krakowskim koncercie miały wystąpić trzy zespoły: Treny, Sow the Seed Reap the Fear oraz Dom Zły, lecz z powodów zdrowotnych projekt Treny ostatecznie nie był w stanie wystąpić. Przesunęło to rozpoczęcie koncertu na 20:30 i kolejne zespoły wystąpiły o swoim czasie.
Dom Zły wystąpił w Krakowie
Punktualnie o 21:30 z głośników popłynęły dźwięki intra. Na scenie pojawili się muzycy grupy Dom Zły (którzy przez kilkanaście minut wcześniej ustawiali sprzęt). Po dźwiękach intra zespół rozpoczął koncert utworem „Estrela”. Wokalistka Ania Tru przez chwilę stała przed sceną zwrócona w stronę sceny, a po chwili weszła na scenę. Otrzymaliśmy trwające niespełna trzy kwadranse misterium, które objęło przekrojowy materiał przez całą twórczość grupy. Poszczególne utwory nie były zapowiadane, a zespół prawie nic nie mówił do publiczności poza pojedynczymi zwotami wypowiadanymi czasem pomiędzy niektórymi utworami. Trzykrotnie zespół odtworzył krótkie nagranie z playbacku: intro, potem krótką miniaturkę pomiędzy utworami „Zła krew” i „Luty” oraz na koniec koncertu outro. Ostatni utwór „Ku pokrzepieniu serc” został ze sceny zapowiedziany jako ostatni numer tego wieczora i była to jedyna dłuższa zapowiedź. Gdzieś tak w połowie występu dało się zauważyć niewielki pogo młyn na widowni, lecz jednak większość publiczności stała prawie jak zahipnotyzowana. Prawie, gdyż część osób filmowała koncert telefonami. Po dźwiękach outra zespół został wywołany na bis i zagrał tylko jeden utwór, po czym schował się na backstage, a publiczność zaczęła opuszczać klub.


































Sow the Seed, Reap the Fear rozpoczęli czwartkowy wieczór w Gwarku
Zanim Dom Zły zawładnął sceną, publikę rozgrzewał kwartet Sow the Seed, Reap the Fear. Na początek na scenie pojawili się instrumentaliści. Po chwili wokalista wziął do ręki mikrofon i przez cały koncert znajdował się pomiędzy sceną, a publicznością. Można było odnieść wrażenie, że scena jest zdecydowanie za mała jak na ten zespół, skoro wokalista występuje poza sceną znajdując się blisko publiczności. Ich muzyka zahaczała momentami o punk. Niektórzy nawet wchodzili w interakcje z wokalistą. Po niecałych trzech kwadransach nawet się nie obejrzeliśmy, jak koncert się skończył.




















