„Danke Hannes!”. Epicki koncert Kissin’ Dynamite w Dreźnie [ZDJĘCIA]

W połowie września fani Kissin’ Dynamite na całym świecie przeżyli olbrzymi wstrząs, gdy na stronie zespołu pojawił się komunikat o planowanym pożegnaniu lidera grupy, Hannesa Brauna, ze sceną. Szok i niedowierzanie, jakie początkowo przeżyliśmy z żoną po przeczytaniu tej informacji, przerodziły się szybko w zrozumienie dla decyzji artysty, umotywowanej chęcią zadbania o zdrowie, a następnie – w mocne postanowienie zobaczenia formacji ze Szwabii na żywo z obecnym frontmanem tak często, jak się tylko będzie dało, nim rzeczywiście opuści szeregi zespołu, na którego czele stał przez dwie dekady.

Na szczęście, do faktycznego pożegnania jeszcze daleka droga, której kulminacją mają być zapowiedziane na jesień przyszłego roku koncerty pod szyldem The Big Goodbye – Arena Shows 2026. Wszystkie zapowiedziane wcześniej koncerty miały odbyć się jeszcze z Hannesem na wokalu – a że akurat miała ruszyć trasa Back With A Bang! World Tour 2025 (troszkę wbrew swej nazwie obejmująca jedynie Austrię, Szwajcarię i oczywiście ojczyznę chłopaków z KD, Niemcy) to zerknęliśmy w kalendarz i postanowiliśmy, że udamy się do Drezna i znanego nam już dobrze klubu Tante JU, gdzie widzieliśmy zespół już 2 lata temu.

Seraina Telli, czyli support przegapiony

Po dość długiej podróży, w trakcie której zahaczyliśmy o Zieloną Górę i zwiedziliśmy malownicze niemieckie wioski, o których istnieniu nie mieliśmy wcześniej pojęcia, dotarliśmy na miejsce tuż przed startem koncertu. Znalezienie miejsca parkingowego w industrialnej części Drezna, w której położony jest klub, okazało się dość trudne, więc do klubu udało się nam dostać w momencie, gdy kończył się występ pierwszego supportu w postaci szwajcarskiej wokalistki Serainy Telli i towarzyszących jej muzyków. Trochę szkoda, bo słuchałem przed koncertem wydanego dosłownie 2 tygodnie wcześniej jej albumu „Green”, podobnego w swym klimacie do twórczości The Pretty Reckless, i liczyłem na to, że będę mógł ocenić, jak pochodzące z niego utwory prezentują się na żywo. Usłyszałem bodaj 3 – przez ścianę. Cóż, moje pierwsze spotkanie z… Kissin’ Dynamite wyglądało dość podobnie (ach, te warszawskie korki!), więc w pewnym sensie historia zatoczyła koło. Zdjęć w tych okolicznościach oczywiście zrobić się nie udało (a szkoda – patrząc na samą artystkę, wydaje się, że byłyby niezwykle barwne!), więc pozwólcie, drodzy Czytelnicy, że odeślę Was do jednego z klipów Serainy – będziecie mogli sami ocenić, czy powinienem żałować, że nie widziałem tego występu.

Brainstorm, czyli support zastępczy

Drugim supportem miał być pierwotnie szwedzki Crashdïet – jedna z największych legend sleaze/glam metalu, która przyczyniła się mocno do renesansu tego gatunku w pierwszej dekadzie trwającego stulecia. Jako wielbiciel takich brzmień ostrzyłem sobie zęby na ten występ – tym mocniej, że jakimś cudem nie miałem jeszcze okazji zobaczyć ich na żywo. Niestety, na kilka tygodni przed rozpoczęciem trasy Crashdïet wycofał się z udziału w niej ze względu na kontuzję jednego z muzyków. Liczyłem na to, że zastępstwem zostanie szwajcarska Shakra, która towarzyszyła Kissin’ Dynamite w pierwszej połowie tej trasy – zamiast tego dostaliśmy jednak Brainstorm. Nie, nie ten łotewski, którego „Maybe” 20 lat temu leciało w każdej polskiej stacji radiowej przynajmniej raz na godzinę, lecz inny – pochodzący, jak KD, z samego serca Szwabii i uchodzący w Niemczech za istną powermetalową instytucję. Nie był to wybór, z którego się jakoś szczególnie ucieszyłem, jednak muszę przyznać, że mimo początkowych kłopotów z udźwiękowieniem, zespół zaprezentował się naprawdę dobrze. Wokalista Andy B. Franck popisywał się swoim potężnym głosem, a reszta zespołu raz po raz wykazywała się mistrzowską precyzją i pasją, z którą odgrywane były kolejne kawałki. Swoim krótkim setem Brainstorm porwał drezdeńską publikę do wspólnej zabawy, przygotowując grunt pod kulminacyjny występ wieczoru.

Reklama

Kissin’ Dynamite, czyli król żegna się z Dreznem

Po kilkunastominutowym oczekiwaniu światła przygasły i ze sceny zabrzmiało długo oczekiwane intro. Skąpany w blasku reflektorów zespół stanął na szczycie trzypoziomowej sceny, gotowy, by po raz kolejny pokazać drezdeńskiej publiczności, na co go stać. Chłopaki od pierwszych sekund porwali swoich fanów do wspólnej zabawy, otwierając set hitem „Back With A Bang”. Następnie zagrane zostały kolejne bangery – „DNA”, „No One Dies A Virgin”, „I’ve Got The Fire” i „My Monster”. Zespół szalał na scenie, a atmosfera wśród publiczności stawała się coraz gorętsza. Gdy Hannes wskoczył w swój tradycyjny królewski strój, by po raz ostatni spojrzeć na Tante JU z perspektywy ustawionego u szczytu sceny tronu i zaśpiewać „I Will Be King”, fanów ogarnęła prawdziwa ekstaza. To nie wyglądało jak pożegnanie – niewiele tu było melancholii, a więcej cieszenia się chwilą. Cały zespół był w świetnych humorach i chętnie wchodził w interakcje z fanami. Podczas gdy frontman szalał z mikrofonem, gitarzyści Ande Braun i Jim Müller na zmianę podrzucali porywające riffy, a basista Steffen Haile i perkusista Sebastian Berg nadawali potrzebny rytm całej machinie.

Gdy przed „Heart of Stone” na scenę wjechał fortepian, klimat koncertu na chwilę się zmienił – Hannes kazał wszystkim wyciągnąć komórki i rozświetlić salę niczym rozgwieżdżone niebo, a gdy zaczął śpiewać, w oczach wielu obecnych pojawiły się łzy. Kiedy Hannes zakończył piosenkę i po prostu spojrzał na tłum, w powietrzu dało się wyczuć wzruszenie, ale też wdzięczność i szacunek. Publiczność na każdym kroku podkreślała wsparcie dla zespołu w obliczu decyzji jego lidera – rzucał się w oczy spory transparent z napisem DANKE HANNES!, trzymany przez fanów stojących w pierwszym rzędzie. Hannes z kolei przekonywał, zgodnie ze słowami kończącej podstawową część seta piosenki „Not The End Of The Road”, że na jego odejściu historia Kissin’ Dynamite się nie skończy i jeszcze wiele dobrego czeka zespół i jego fanów.

Z tą myślą pozostawił fanów na krótką przerwę przed bisem, podczas którego zespół wykonał uroczą akustyczną wersję ballady „Not A Wise Man”, nieśmiertelny przebój „You’re Not Alone”, podczas którego wokalista, tradycyjnie już, popłynął na pontonie unoszącym się na rękach publiczności, by wreszcie zamknąć występ znakomitym „Raise Your Glass”. I z taką właśnie myślą pozostawili nas chłopaki z Kissin’ Dynamite na koniec tego koncertu – by wznieść za nich toast, ciesząc się tym, czego z nimi doświadczyliśmy przez niemal dwie dekady ich działalności i trzymać kciuki, by przyszłość przyniosła kolejne sukcesy. Kto wie, może to wcale nie będzie koniec historii Hannesa jako frontmana Kissin’ Dynamite, a jedynie przerwa w ich wspólnej przygodzie? Nie takie rzeczy działy się przecież w świecie muzyki! Póki co, cieszmy się ostatnimi (przynajmniej na jakiś czas) chwilami, kiedy możemy oglądać zespół z jego obecnym frontmanem. Bilety na pożegnalne koncerty są wciąż w sprzedaży – lepiej łapcie je, póki się da!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *