Cold in Berlin i Datûra w drugiej połowie lutego odbyli mini trasę koncertową po Polsce. Przedostatnim przystankiem był Kraków i klub Garage Pub, gdzie otrzymaliśmy prawie dwie godziny mrocznej aczkolwiek ciekawej muzyki.
Kraków był trzecim przystankiem na trasie koncertowej grup Cold in Berlin i Datûra. Dotarcie na ten koncert nie było proste ze względu na odbywające się nieopodal derby Krakowa, co spowodowało zakorkowanie okolic klubu Garage Pub. Ale mimo to na koncert dotarło bardzo dużo ludzi.
Datûra zagrali jako pierwsi
Niemal punktualnie kwadrans przed 20-tą zapłonęły kadzidełka i po krótkich dźwiękach intra zespół Datûra rozpoczął swój występ. Pół roku wcześniej miałem przyjemność widzieć ich występ w Bolkowie podczas Castle Party. Zagrali mało utworów, gdyż na ich repertuar składają się dłuższe i zarazem bardziej rozbudowane kompozycje. Publiczność nie podeszła co prawda pod samą scenę (stojąc około metr od niej), ale tak się ich muzyka spodobała, że poprosili jeszcze o bis.























Cold In Berlin zagrali w Krakowie
Główną gwiazdą piątkowego wieczoru była grupa Cold in Berlin. Zespół dość często odwiedza nasz kraj goszcząc zarówno na klubowych koncertach, jak i na festiwalu Castle Party w Bolkowie. Zagrali nieco ponad godzinę muzyki. Licznie zgromadzona publiczność dobiła do samej sceny. Grupa niedawno wydała swój najnowszy, piąty już w swej karierze album „Wounds”.
Właśnie z tego wydawnictwa pochodziło najwięcej utworów zagranych na koncercie. Znalazło się także miejsce na wcześniejsze kompozycje grupy. Utwory zapowiadał głównie Adam Richardson, który poza graniem na gitarze dodatkowo wspomagał swym głosem wokalistkę. Basista Lawrence Wakefield od czasu do czasu zapuszczał się w okolice perkusji. Wokalistka Maya Berlin dwukrotnie zapuściła się w publiczność. Najpierw na krótką chwilę. Gdzieś bliżej końca głównej części koncertu padła zza konsolety prośba o otwarcie drzwi klubu oraz o rozsunięcie się. Wtedy Maya Berlin z mikrofonem przeniosła się na sam środek klubu. Podczas tych kilku minut wdawała się w interakcje z widownią. W tym samym czasie muzycy grali pozostając na scenie, dopiero pod sam koniec tego epizodu gitarzyści zaczęli wchodzić na postumenty na scenie. Pod sam koniec koncertu Alex Howson zagrał krótkie solo na perkusji.



























