David Williams, twórca projektu Chronicler of Ardul, zabiera słuchaczy w mroczną, epicką podróż przez świat pełen magii, ambicji i nieuniknionych konsekwencji. W pierwszej rozmowie opowiada o genezie swojego uniwersum, swoich inspiracjach oraz o tym dlaczego jego muzyka to coś więcej niż tylko dźwięk.
Zdjęcia: Marcus Mccoy
„Sounds of Ardul” stanowi znaczące odejście od cięższych brzmień, z którymi często kojarzy się Twój projekt. Jakie potrzeby artystyczne lub fabularne skłoniły Cię do takiej zmiany?
David Williams: Zawsze inspirowały mnie fantastyka i gry wideo i chciałem zgłębić tę stronę bez elementów metalu. Kiedy więc zacząłem zastanawiać się, czego będzie potrzebował ten projekt, pomyślałem o tym, jakiego rodzaju muzyki można by usłyszeć w takiej scenerii. Lasy i dzika przyroda, napięcie, muzyka bitewna, zejście pod ziemię, a może też trochę muzyki z tawerny. Mógłbym zrobić
o wiele więcej, ale to był dobry, pierwszy krok w tym kierunku.
Twoja twórczość jest głęboko zakorzeniona w budowaniu własnego uniwersum. Jak sprawiasz, by muzyka była zrozumiała dla zwykłych słuchaczy, a jednocześnie satysfakcjonująca dla tych, którzy znają szeroko pojętą mitologię Ardulu?
David Williams: To naprawdę trudne zadanie! Kiedy jednak zaczynam szkicować historię, którą chcę opowiedzieć, grupuję wszystkie wątki fabularne tak, by tworzyły całość. Na tej podstawie wyłania się ogólny klimat — i to właśnie on staje się fundamentem kompozycji. W trakcie pracy wplatam melodie oraz motywy przewodnie, które później odgrywają kluczową rolę w budowaniu większej, wielowarstwowej opowieści. Każdy utwór stanowi więc zamknięty fragment historii,
a jednocześnie wszystkie razem łączą się w jedną, spójną narrację.`
Wspominasz o takich inspiracjach jak Nobuo Uematsu i Yasunori Nishiki – w jaki sposób ich kompozycje wpłynęły na Twoje podejście do melodii?
David Williams: Uświadomili mi, jak ogromnej różnorodności potrzeba, by ożywić wykreowany świat. To przecież nie tylko muzyka tła — to także tematy przypisane konkretnym postaciom, motywy emocjonalne i cała gama subtelnych niuansów, które wynoszą całość — a więc i same gry wideo — na zupełnie nowy poziom. Możesz usłyszeć dialogi i zobaczyć bohaterów, ale to właśnie emocjonalna warstwa muzyki buduje najgłębsze połączenie: potrafi poruszyć do głębi albo poprowadzić cię prosto ku zwycięstwu.
W całym albumie dużą wagę przywiązujesz do powracających motywów. Czy mógłbyś opowiedzieć, w jaki sposób te muzyczne pomysły ewoluują, odzwierciedlając przemiany bohaterów lub zwroty akcji w fabule?
David Williams: W gruncie rzeczy chodzi o eksplorację — o sprawdzanie, do czego zdolna jest muzyka i jak daleko można przesunąć granicę. Utwory z cyklu „Woodlands” sprawiają wrażenie, jakbyśmy rzeczywiście znajdowali się w tym świecie, obserwując go o różnych porach dnia i w odmiennych sytuacjach. Wersja alternatywna jest bardziej intymna, zamknięta — być może to noc, a wędrowiec pozostaje sam ze swoimi myślami. Z kolei odsłona bitewna pulsuje energią: jest bardziej intensywna, oparta na rytmie, wzbogacona o nowe faktury brzmieniowe. Tu trzeba być gotowym, by walczyć —
o życie albo o sprawę. To właśnie takie podejście sprawia, że „Woodlands” staje się spójną, wielowymiarową całością, zyskując głębię, której nie sposób byłoby osiągnąć za pomocą jednej, jedynej wersji.
Utwory takie jak „Oh Me Oh My” i „Zarek the Bloody” sprawiają wrażenie niemal teatralnych
w swojej oprawie. Jak ważna jest dla Ciebie ekspresja sceniczna i wcielenie się w postać podczas tworzenia piosenek?
David Williams: Szczerze mówiąc, nie przykładam do tego aż tak dużej wagi — to po prostu dzieje się samo i nagle przeradza się w ten, jeden wyjątkowy moment. Na „Myrewood” jest kilka takich chwil, których w ogóle się nie spodziewałem, a które ostatecznie bardzo polubiłem, bo wniosły do całości więcej dramatyzmu i życia. Staram się przede wszystkim oddać muzyce sprawiedliwość — a jeśli wymaga ona bardziej teatralnego rozmachu, bez wahania idę właśnie w tym kierunku.
Sam zajmujesz się każdym aspektem projektu – kompozycją, nagraniem, miksowaniem i oprawą graficzną. Jakie są zalety i wyzwania związane z zachowaniem takiego poziomu kontroli twórczej?
David Williams: Mam jasno określoną wizję i w dużej mierze potrafię ją zrealizować dokładnie tak, jak chcę. Wiem, co powinno się wyróżniać, a co stapiać z całością — i potrafię umieścić te detale dokładnie tam, gdzie mają największe znaczenie. Wyzwania? Tych nie brakuje. Przede wszystkim wciąż muszę się wiele nauczyć. Są obszary, w których brakuje mi umiejętności — jak choćby wokal na odpowiednim poziomie czy tworzenie oprawy graficznej. Do tego dochodzi skala projektu: przy takiej liczbie utworów niezwykle trudno było zachować równowagę i spójność całego materiału, unikając przy tym nadmiaru problemów.No i cóż… gdzieś w tle wciąż pobrzmiewają nierozwiązane kwestie zaufania po współpracy
z byłymi członkami zespołu, na których nie zawsze mogłem polegać (śmiech).
Album przechodzi od kameralnych aranżacji folkowych do rozbudowanych fragmentów orkiestrowych. Jak podchodzisz do kwestii dynamiki i tempa w tak szerokim spektrum brzmienia?
David Williams: Wymaga to sporo przemyśleń nad tym, czego potrzebują poszczególne utwory, i przełożenia tego na język muzyczny. Na tej płycie nie ma zbyt wielu instrumentów perkusyjnych – pojawiają się one głównie po to, by zbudować napięcie lub dodać muzyce odrobinę groove’u. Albo, jeśli potrzebuję nadać utworowi heroiczny charakter, wrzucam tam trochę instrumentów dętych. Albo zadaję sobie pytanie: „Czy potrzeba tu więcej instrumentów, czy mniej?” albo „Co się stanie, jeśli spróbuję dodać więcej w tej sekcji”? To mnóstwo eksperymentowania, żeby osiągnąć zamierzony efekt bez zbytniego napompowania, bo w końcu muzyka musi służyć nastrojowi, a nie przeszkadzać.
Współpraca odgrywa ważną rolę w kluczowych utworach. Co artyści tacy jak Exiled Hope wnoszą do świata Ardul, czego nie udałoby się osiągnąć samodzielnie?
David Williams: Sofia z Exiled Hope i Aaron z Syyn wnieśli do moich piosenek swój własny styl
i interpretację. Nie jestem świetnym wokalistą, więc naturalnym krokiem było dla mnie zwrócenie się do nich. W mojej wyobraźni są oni swego rodzaju wędrownymi bardami z Ardulu. Nie jestem tylko ja, samotny bard opowiadający wszystkie historie. Ten świat ożywa, a oni pomogli mi to osiągnąć.
Ponieważ „Sounds of Ardul” stanowi jeden z filarów większego projektu multimedialnego, jak postrzegasz związek między swoją muzyką, narracją pisemną a potencjalnymi przyszłymi rozszerzeniami uniwersum Ardul?
David Williams: To trochę jak ten mem o szalonym zwolenniku teorii spiskowych. Każdy z nich wnosi coś wyjątkowego, czego inni nie są w stanie zapewnić. Utwory takie jak „Myrewood” i „Sword of Virné” są epickie, mroczne i dramatyczne, ale brakuje w nich wielu subtelnych szczegółów. Opowiadania mogą zagłębiać się w temat znacznie bardziej, ale nie mają takiej muzycznej mocy, a ten album pozwala odkrywać ten świat w sposób, w jaki inne dzieła nie są w stanie – szerokimi, rozmachowymi pociągnięciami pędzla. Chciałem, aby ten projekt był wielki i epicki, i wciąż wymyślam pomysły na historie, fabułę i historię oraz to, co chcę tutaj zrobić, i zobaczyć, dokąd to zaprowadzi mnie i moją publiczność. Więc wszyscy odgrywają swoją rolę w tym wielkim obrazie. Motywy melodyczne
z „Myrewood” powrócą, podobnie jak „Sword of Virné”. Jestem pewien, że w pewnym momencie mojej opowieści ktoś zaśpiewa „Oh Me Oh My”, a „Zarek the Bloody” weźmie udział w kolejnym rozdziale tej historii. Wszystko się układa, a ja dopiero zaczynam.
Dziękujemy, David.
David Williams: Dziękuję.
Możesz śledzić projekt Chronicler of Ardul tutaj:
Oficjalna strona internetowa: chroniclerofardul.com
Bandcamp: https://chroniclerofardul.bandcamp.com/
Facebook: https://www.facebook.com/p/Chronicler-of-Ardul-100063489851273
Instagram: https://www.instagram.com/chronicler_of_ardul
YouTube: https://youtube.com/@ChroniclerOfArdul
Spotify: https://open.spotify.com/artist/5h3LfVFyzZA7Tl0eBhQxKg
Apple Music: https://music.apple.com/us/artist/chronicler-of-ardul/1678862672
TikTok: https://www.tiktok.com/@chronicler_of_ardul
