Chris Motionless szczerze o karierze Motionless in White. Największy sukces, najgorszy utwór i niezwykłe prezenty od fanów

Chris Motionless podsumowuje dwie dekady Motionless in White: mówi o sukcesie, błędach, fanach, Slipknocie i nowym albumie „Decades”.

Motionless in White od ponad dwóch dekad konsekwentnie rozwijają własny, natychmiast rozpoznawalny świat. Gotycka estetyka, inspiracje kinem grozy, industrialna elektronika, metalcore’owe breakdowny i potężne refreny pozwoliły grupie ze Scranton przejść drogę od niewielkich koncertów do największych scen współczesnej muzyki metalowej.

Chris „Motionless” Cerulli w rozmowie z magazynem „Revolver” wrócił do najważniejszych momentów tej historii. Wokalista opowiedział między innymi o utworze, którego dziś nie uważa za szczególnie udany, swoim największym życiowym sukcesie, najtrudniejszych koncertach oraz najbardziej osobliwym prezencie otrzymanym od fana. Wywiad ukazał się przy okazji premiery siódmego albumu Motionless in White zatytułowanego „Decades”.

Chris Motionless nadal czuje się przede wszystkim fanem muzyki

Choć Motionless in White osiągnęli pozycję jednego z najważniejszych zespołów wywodzących się z metalcore’owej sceny pierwszej dekady XXI wieku, ich lider nie próbuje kreować się na niedostępną gwiazdę. Chris Motionless przyznaje, że wciąż przede wszystkim pozostaje fanem.

To właśnie możliwość funkcjonowania w świecie muzyki, poznawania artystów, których kiedyś obserwował ze sceny lub spod niej, oraz dzielenia tras z ulubionymi zespołami pozostaje dla niego jednym z głównych źródeł motywacji. Sukces nie odebrał mu ekscytacji związanej z koncertami i kolejnymi premierami.

Takie podejście może tłumaczyć, dlaczego Motionless in White, mimo teatralnego wizerunku i bezkompromisowej estetyki, od lat cieszą się dużą sympatią zarówno fanów, jak i przedstawicieli branży. Zespół nie odcina się od własnych korzeni i nie traktuje wcześniejszych inspiracji jako niewygodnego etapu kariery.

Motionless in White od „Creatures” do albumu „Decades”

Historia grupy rozpoczęła się w 2004 roku w Scranton w Pensylwanii. Debiutancki album „Creatures”, wydany w 2010 roku, połączył agresję metalcore’u z gotycką teatralnością, industrialnymi elementami i estetyką horroru. Już wtedy było jasne, że Motionless in White nie zamierzają ograniczać się do typowego brzmienia sceny.

Kolejnym ważnym etapem był album „Infamous” z 2012 roku. Zespół rozpoczął wówczas współpracę z Timem Skoldem, znanym między innymi z działalności w Marilyn Manson. Chris Motionless przyznaje jednak, że sesje nie od początku przebiegały zgodnie z planem. Muzykom brakowało spójnego kierunku, a presja i ograniczony czas utrudniały stworzenie materiału odpowiadającego ich ambicjom.

Dopiero rozmowa z producentem pomogła zespołowi dokładniej określić, czego oczekuje od swojej muzyki. Cerulli chciał zbliżyć się do industrialnego rozmachu oraz mrocznej atmosfery, które fascynowały go w twórczości Marilyn Manson. Efekt nie był jeszcze ostatecznym brzmieniem Motionless in White, ale doświadczenie zdobyte podczas nagrywania „Infamous” okazało się niezwykle ważne.

Na wydanym w 2014 roku „Reincarnate” grupa znacznie pewniej połączyła ciężkie partie gitarowe, chwytliwe refreny i gotycko-industrialny klimat. „Graveyard Shift” z 2017 roku przyniósł dalszy rozwój, natomiast „Scoring the End of the World” z 2022 roku potwierdził, że Motionless in White potrafią przekroczyć granice środowiska metalcore’owego bez rezygnowania z własnej tożsamości.

„Decades” podsumowuje 20 lat kariery Motionless in White

Album „Decades” ukazał się 17 lipca 2026 roku nakładem Roadrunner Records. To siódmy pełnowymiarowy materiał w dyskografii zespołu oraz następca płyty „Scoring the End of the World”. Oficjalna strona grupy potwierdza, że wydawnictwo jest już dostępne w serwisach streamingowych.

Nowy materiał nie jest jednak wyłącznie nostalgicznym spojrzeniem na wcześniejsze dokonania. Motionless in White wykorzystują elementy charakterystyczne dla kolejnych etapów swojej historii, ale jednocześnie rozwijają industrialną elektronikę, metalcore’ową agresję i bardziej melodyjne oblicze zespołu.

Na albumie znalazły się między innymi „log_in//crash_out”, „All That I’ve Ever Known”, „Blood Rave”, „Love At First Bite” oraz interpretacja przeboju Coreya Harta „Sunglasses at Night”. Jednym z najważniejszych utworów jest także „R.I.P.” z udziałem Skylar Grey.

„Decades” spotkało się z bardzo dobrym przyjęciem. Recenzenci zwracają uwagę, że zespół nie tylko zebrał najważniejsze elementy własnego stylu, ale również stworzył jeden z najbardziej spójnych materiałów w swojej karierze.

„Afraid of the Dark” to utwór, z którego Chris Motionless jest najbardziej dumny

Zapytany o kompozycję, z której jest najbardziej dumny, Chris Motionless wskazał „Afraid of the Dark”. Początkowo rozważał wybór utworu „570”, jednak uznał, że najnowszy singiel jeszcze lepiej oddaje emocje oraz muzyczne założenia, które próbował wcześniej zrealizować.

„Afraid of the Dark” okazał się również ogromnym sukcesem komercyjnym. Utwór został pierwszym singlem Motionless in White, który dotarł na pierwsze miejsce zestawienia Billboard Hot Hard Rock Songs.

Piosenka łączy charakterystyczne dla grupy kontrasty. Agresywne riffy i dynamiczne przejścia spotykają się w niej z monumentalnym refrenem oraz atmosferą odnoszącą się do klasycznego oblicza Motionless in White.

Chris Motionless wskazał najgorszy utwór w karierze zespołu

Znacznie mniej entuzjastycznie wokalista wypowiada się o „LOUD (Fuck It)” z albumu „Graveyard Shift”. Nie oznacza to, że całkowicie odrzuca tę kompozycję. Problemem był przede wszystkim sposób, w jaki została przedstawiona słuchaczom.

Pierwotnie miał to być lekki, energetyczny numer inspirowany klimatem ścieżek dźwiękowych z gier „Tony Hawk’s Pro Skater” oraz estetyką zawodów sportów ekstremalnych. Zespół wyobrażał sobie dynamiczny teledysk przypominający film deskorolkowy.

Wytwórnia dostrzegła jednak w utworze potencjał singlowy i postanowiła uczynić z niego jeden z najważniejszych elementów promocji płyty. Zdaniem Chrisa Motionlessa spowodowało to nieporozumienie. Część fanów odebrała kompozycję jako próbę zmiany stylu zespołu, podczas gdy miała być jedynie zabawnym eksperymentem.

Najbardziej niedoceniony utwór Motionless in White według wokalisty

Za jedną z najbardziej niedocenionych kompozycji zespołu Cerulli uważa „Catharsis”, zamykającą album „Disguise” z 2019 roku. Utwór zdecydowanie odbiega od najbardziej agresywnego oblicza grupy.

Motionless in White zbliżyli się w nim do alternatywnego rocka oraz przestrzennego, momentami niemal stadionowego brzmienia kojarzonego z Muse. Wokalista szczególnie ceni tekst, melodie i emocjonalną atmosferę nagrania.

„Catharsis” nie jest typowym koncertowym przebojem opartym na breakdownach. Chris Motionless przyznaje jednak, że fani, którzy odkryli i zrozumieli ten utwór, zwykle mają z nim wyjątkowo silną relację.

Corey Taylor w utworze „Playing God” Motionless in White

Jednym z największych wydarzeń związanych z „Decades” jest udział Coreya Taylora w utworze „Playing God”. Singiel został wydany 6 maja 2026 roku i szybko dotarł na pierwsze miejsce listy Hot Hard Rock Songs. Był to drugi kolejny numer jeden Motionless in White w tym zestawieniu.

Kompozycja nawiązuje do agresji wczesnego Slipknota, ale pozostaje osadzona w industrialnym świecie Motionless in White. Tekst jest wymierzony w toksyczną kulturę internetu, pogoń za uwagą oraz osoby budujące popularność na konfliktach i prowokacjach.

Reklama

Dla Chrisa Motionlessa współpraca z Taylorem miała wyjątkowe znaczenie. Wokalista przyznaje, że słuchając jego partii, na chwilę przestaje myśleć o nagraniu jak o utworze własnego zespołu. Zaczyna reagować jak fan Slipknota, który po raz pierwszy słyszy nową, ekstremalnie agresywną partię jednego ze swoich muzycznych bohaterów.

Cerulli nie ma również wątpliwości, który występ wokalny Coreya Taylora uważa za najlepszy. Jego wybór padł na „People = Shit” ze względu na gniew, intensywność i bezpośrednią energię nagrania.

Największy sukces Chrisa Motionlessa nie jest związany z listami przebojów

Motionless in White zdobyli platynowe wyróżnienia, dotarli na szczyty rockowych zestawień i zaczęli występować na największych festiwalach. Mimo to Chris Motionless nie uważa żadnego z tych osiągnięć za swój najważniejszy sukces.

Najwięcej znaczy dla niego zdobycie szacunku oraz uznania rodziców. Początkowo wspierali jego zainteresowania, ale jednocześnie podchodzili do nich z dużą ostrożnością. Nie byli pewni muzyki, wizerunku oraz przyszłości, jaką syn próbował zbudować wokół zespołu.

Z czasem sytuacja całkowicie się zmieniła. Dziś rodzice uczestniczą w koncertach Motionless in White i mogą obserwować efekty wieloletniej pracy. Dla wokalisty świadomość, że są z niego dumni, pozostaje ważniejsza niż sprzedaż płyt czy miejsca na listach przebojów.

Największy zawodowy żal lidera Motionless in White

Cerulli przyznaje, że zbyt późno zaczął traktować siebie przede wszystkim jako wokalistę i frontmana. Na początku kariery bardziej interesowało go komponowanie riffów oraz funkcjonowanie jako jeden z instrumentalistów tworzących zespół.

Dopiero po nagraniu kilku albumów zaczął w pełni rozwijać głos, sceniczne umiejętności oraz kontrolę nad koncertami. Za moment przełomowy uważa okres pracy nad „Graveyard Shift”.

Wokalista żałuje, że nie skoncentrował się na tym wcześniej, choć jednocześnie nie chciałby zmieniać historii grupy. Wszystkie błędy i opóźnione decyzje doprowadziły Motionless in White do miejsca, w którym znajdują się obecnie.

Najdziwniejszy prezent od fana Motionless in White

Muzycy przez lata otrzymywali od fanów najróżniejsze przedmioty. Jeden z nich do dziś pozostaje jednak bezkonkurencyjny. Chris Motionless wspomina niewielkie metalowe pudełko, w którym znajdowała się zakrwawiona żyletka oraz włosy.

Wokalista nie wie, czy krew była prawdziwa, ale sam pomysł wręczenia takiego prezentu uznał za wyjątkowo niepokojący. Co ciekawe, przez kilkanaście lat żaden inny podarunek nie przebił tego znaleziska pod względem osobliwości.

Historia dobrze pasuje do mrocznej estetyki Motionless in White, choć nawet lider zespołu przyzwyczajonego do horroru i makabry nie potrafił zrozumieć intencji autora prezentu.

Najlepszy i najgorszy koncert w historii Motionless in White

Za jeden z najlepszych występów w historii zespołu Chris Motionless uważa koncert w El Corazón w Seattle. Niewielki klub, brak barierek oraz publiczność znajdująca się bezpośrednio przy scenie stworzyły atmosferę całkowitego chaosu.

Fani wchodzili na scenę, skakali w tłum i poruszali się po rękach innych uczestników koncertu. Dla muzyków było to doświadczenie przypominające najbardziej intensywne nagrania z legendarnych hardcore’owych festiwali.

Na przeciwnym biegunie znajduje się pierwszy europejski wyjazd grupy w 2011 roku. Podczas jednego z koncertów w Niemczech Motionless in White wystąpili przed zaledwie kilkoma osobami, które przez większość setu wyśmiewały muzyków.

Do tego doszły bardzo niska temperatura oraz fatalne warunki w klubie. Chris Motionless przyznaje, że było to jedno z najgorszych doświadczeń w jego życiu. Jednocześnie właśnie ten koncert stał się dla zespołu dodatkową motywacją. Dziś, wracając do Niemiec, muzycy pamiętają, jak wielką drogę przeszli od tamtego wieczoru.

Slayer okazał się najtrudniejszym zespołem, przed którym wystąpili Motionless in White

Szczególnie wymagającym doświadczeniem był również występ przed Slayerem podczas Knotfest w San Bernardino. Problemy techniczne opóźniły rozpoczęcie koncertu, a część publiczności uznała, że winę za zmianę harmonogramu ponoszą Motionless in White.

Zespół nie miał wystarczająco dużo czasu na przygotowanie sprzętu. Awarii uległa między innymi aparatura basisty, a publiczność czekająca na Slayera nie była zainteresowana gotycko-metalcore’owym widowiskiem.

Cerulli traktuje jednak ten koncert jako swoisty rytuał przejścia. Występ przed fanami Slayera, którzy nie zamierzali ułatwiać zadania młodszemu zespołowi, stał się kolejną historią budującą charakter Motionless in White.

Rammstein i Rob Zombie wyznaczają koncertowe marzenia Chrisa Motionlessa

Najlepszym widowiskiem, jakie Chris Motionless widział na żywo, pozostaje koncert Roba Zombie podczas Mayhem Festival. Występ łączył rozbudowaną scenografię, elementy horroru, animatronikę, ekrany i pirotechnikę.

Wokalista wysoko ocenia również produkcje koncertowe Rammsteina oraz Muse. To właśnie skala ich widowisk pokazuje mu, jak daleko może jeszcze rozwinąć się własna trasa Motionless in White.

Największym niezrealizowanym marzeniem Cerullego jest stworzenie kompletnego, monumentalnego przedstawienia, które w pełni odda wizję zespołu. Motionless in White wykorzystywali już różne elementy takiej produkcji, ale zdaniem lidera grupy ograniczenia budżetowe i techniczne wciąż nie pozwalają zrealizować całego pomysłu.

Motionless in White nie chcą ratować fanów, lecz towarzyszyć im w życiu

Najważniejsze przesłanie „Decades” dotyczy relacji pomiędzy zespołem a jego odbiorcami. Chris Motionless nie chce przedstawiać muzyków jako ludzi, którzy mają gotowe rozwiązania wszystkich problemów.

Ich muzyka ma raczej towarzyszyć słuchaczom, dodawać im energii oraz pomagać w przechodzeniu przez kolejne etapy życia. W podobny sposób artyści, których słuchał Cerulli, wpłynęli wcześniej na jego własną drogę.

„Decades” jest więc nie tylko podsumowaniem ponad 20 lat działalności Motionless in White. To również próba przekazania dalej emocji, inspiracji i poczucia wspólnoty, które pozwoliły grupie przetrwać trudne koncerty, krytykę oraz zmieniające się muzyczne trendy.

Motionless in White pozostają zespołem wiernym własnej estetyce, ale jednocześnie nieustannie powiększającym grono odbiorców. Chris Motionless nadal reaguje na muzykę jak fan, a właśnie ta autentyczna fascynacja może być jednym z najważniejszych powodów długowieczności grupy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *