Australijska wokalistka Cassidy Paris błyskawicznie wyrasta na jedną z najciekawszych nowych postaci melodyjnego rocka. Przed jednym z koncertów trwającej trasy Finish What We Started Tour, promującej świetnie przyjęty album „Bittersweet”, opowiedziała nam o swoich słowiańskich korzeniach, emocjach, które towarzyszyły powstawaniu płyty, muzycznych inspiracjach oraz planach na przyszłość.
Rozmawiał: Matt Sakson

„‘Bittersweet’ to była niesamowita podróż”
MATT: Cześć, Cassidy! Bardzo się cieszę, że w końcu mamy okazję porozmawiać. Jak wyglądało Twoje życie od premiery drugiego albumu, „Bittersweet”, który ukazał się jesienią ubiegłego roku?
CASSIDY: Dziękuję za zaproszenie do tej rozmowy! „Bittersweet” to była dla mnie niesamowita podróż. Już podczas nagrywania albumu miałam wrażenie, że do czasu jego premiery stanie się on w pewnym sensie przepowiednią tego, co naprawdę działo się w moim życiu. Ale reakcje na „Bittersweet” okazały się zdecydowanie najsłodszą częścią całej tej historii. Dzięki tej płycie poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi – zarówno tych, z którymi pracowałam, jak i fanów. Jestem za to wszystko ogromnie wdzięczna.
MATT: W Polsce nie jesteś jeszcze szeroko znana, więc jak opisałabyś swoją muzykę czytelnikom, którzy dzięki temu wywiadowi dopiero odkryją Cassidy Paris?
CASSIDY: To podchwytliwe pytanie! (śmiech) Myślę, że odpowiedziałabym po prostu: rock’n’roll!
MATT: Chyba trudno o lepsze podsumowanie, prawda?
CASSIDY: Dokładnie! (śmiech)
Duma z europejskiego dziedzictwa
MATT: Twoje nazwisko ma wyraźnie słowiańskie korzenie, co z pewnością zwróci uwagę wielu naszych czytelników. Czy mogłabyś nam opowiedzieć co nieco o tym, skąd wywodzi się Twoja rodzina?
CASSIDY: Oczywiście. Moi rodzice są Australijczykami w pierwszym pokoleniu, czyli urodzili się już w Australii, ale moi dziadkowie nie. Nazwisko Janevski ma macedońskie korzenie – mój tata jest Macedończykiem, więc sama jestem w połowie Macedonką – natomiast moja mama jest Węgierką. Dorastałam w domu, w którym na co dzień mówiło się po angielsku, ale dla moich dziadków nie był to pierwszy język. Tata mówi po macedońsku, mama po węgiersku, więc od zawsze otaczała mnie piękna mieszanka kultur. Jestem niezwykle dumna z mojego europejskiego dziedzictwa.
MATT: W takim razie musisz jak najszybciej odwiedzić Europę Środkową – oczywiście także Polskę. Miałaś już kiedyś okazję tu być?
CASSIDY: Nigdy jeszcze nie byłam w Polsce, ale bardzo chciałabym to nadrobić! Mam nadzieję, że już wkrótce uda mi się zagrać u Was koncert.
MATT: Byłoby fantastycznie! Wspomniałaś już o swoim tacie, Stevenie, który sam jest doświadczonym muzykiem. Jak dorastanie u jego boku, w tak artystycznym środowisku, wpłynęło na Twoją muzyczną drogę?
CASSIDY: Tata i ja od zawsze mieliśmy bardzo bliską, przyjacielską relację, a muzyka stała się jej naturalną częścią. Zawsze jednak podkreślam, że nigdy nie byłam do niczego zmuszana. Mój brat zajmuje się czymś zupełnie innym i moi rodzice wspierają go dokładnie tak samo. To coś pięknego, że dzięki wspólnym koncertom i pracy nasza relacja wciąż się rozwija.
MATT: Tak bliska relacja ojca i córki w świecie muzyki nie zdarza się zbyt często. To naprawdę odświeżające!
CASSIDY: Jestem za to ogromnie wdzięczna, bo wiem, że nie każdy dorasta w otoczeniu takiego wsparcia. Naprawdę mam szczęście do rodziców.

Mentorzy i inspiracje
MATT: Poza tatą miałaś jeszcze jednego ważnego mentora, z którym zaczęłaś współpracować jako nastolatka – Paula Laine’a, byłego wokalistę legendarnej grupy Danger Danger. Jak zaczęła się Wasza współpraca? I jaki wpływ miał na Twój rozwój jako artystki?
CASSIDY: Paul Laine wywarł ogromny wpływ zarówno na mnie jako wokalistkę, jak i autorkę piosenek. Za każdym razem, kiedy z nim pracuję, chłonę jego wiedzę i doświadczenie jak gąbka. Zawsze żartuję, że jest „Mozartem rock’n’rolla”, bo jego muzyczny talent jest po prostu niezwykły. Nasza historia zaczęła się bardzo dawno temu. Miałam około dwunastu lat, kiedy Paul zatrzymał się u mojej rodziny podczas trasy po Australii – mój tata grał wtedy w jego zespole. Siedzieliśmy w salonie z gitarami, bawiliśmy się różnymi pomysłami i wspólnie napisaliśmy utwór „Talk About It”. Wcześniej pokazałam mu już jedną ze swoich autorskich piosenek i od samego początku bardzo mnie wspierał oraz dodawał mi wiary w siebie jako młodej autorce. To, że ktoś tej klasy uwierzył we mnie w tak młodym wieku, dało mi ogromną motywację, by dalej pisać i rozwijać własny styl. Miałam ogromne szczęście dorastać w otoczeniu wybitnych muzyków i nigdy nie traktuję tego jako czegoś oczywistego. Nawet dziś, kiedy pracuję z innymi artystami, zawsze staram się nauczyć od nich czegoś nowego. Każda współpraca jest okazją do rozwoju, a Paul bez wątpienia odegrał ogromną rolę w ukształtowaniu mnie jako artystki.
MATT: Pochodzisz z Australii – kraju, który dał światu wiele wybitnych artystek: od Olivii Newton-John, Kylie Minogue i Delty Goodrem po Orianthi. Czy któraś z nich była dla Ciebie wzorem?
CASSIDY: Orianthi miała na mnie ogromny wpływ. „According to You” do dziś pozostaje jednym z moich ulubionych utworów wszech czasów. To po prostu fantastyczna piosenka. Mój tata zawsze powtarza, że dobra piosenka obroni się niezależnie od gatunku, a Orianthi udowodniła to właśnie tym utworem. Do dziś nagrywa świetną muzykę i jest jedną z kobiet, które wyznaczają kierunek rockowej scenie. Dosłownie dorastałam, mając jej plakaty na ścianie. Ogromną inspiracją były dla mnie również Lzzy Hale, Pat Benatar i Joan Jett.
Łącząc pokolenia
MATT: Wielu młodych artystów mocno podąża dziś za współczesnymi trendami produkcyjnymi, podczas gdy Ty otwarcie czerpiesz z melodyjnego hard rocka i AOR. Masz poczucie, że pomagasz zainteresować tym stylem młodsze pokolenie słuchaczy?
CASSIDY: Zdecydowanie tak. Zawsze postrzegałam siebie jako artystkę, która może łączyć różne pokolenia fanów muzyki. Myślę, że właśnie tacy wykonawcy są dziś bardzo potrzebni, jeśli chcemy, by ten gatunek odzyskał należne mu miejsce. Dorastałam, słuchając bardzo różnorodnej muzyki. Nawet Hayley Williams z Paramore miała ogromny wpływ na to, jak zachowuję się na scenie. Dla mnie dobra piosenka zawsze pozostanie dobrą piosenką, a świetny wykonawca – świetnym wykonawcą. Nigdy nie lubiłam zamykać się w jednej stylistycznej szufladce.
MATT: W Twojej muzyce wyraźnie słychać ducha rocka lat 80., ale jednocześnie brzmi ona świeżo i współcześnie. Jak udaje Ci się znaleźć równowagę między nostalgią a nowoczesnym podejściem do pisania piosenek?
CASSIDY: Dla mnie nie chodzi tylko o przywracanie do życia tego rodzaju muzyki, ale także o podtrzymywanie wyjątkowego poczucia wspólnoty, które od zawsze towarzyszy rockowej scenie. Właśnie to najbardziej kocham w rockowej społeczności – jej otwartość. Ludzie autentycznie kibicują sobie nawzajem – ja sama wielokrotnie tego doświadczyłam na początku swojej kariery. To właśnie dzięki temu wsparciu z każdą kolejną trasą po Wielkiej Brytanii i Europie nabierałam pewności siebie i rozwijałam się jako artystka.
Kiedy z bólu rodzi się muzyka
MATT: W jednym z wcześniejszych wywiadów powiedziałaś, że „Bittersweet” to Twój najbardziej szczery i osobisty materiał. Dlaczego?
CASSIDY: Każda moja piosenka jest osobista, ale w przypadku „Bittersweet” pisałam już wprost o tym, co działo się w moim życiu. Nawet utwory stworzone wspólnie z innymi autorami były mocno związane z tym, przez co wtedy przechodziłam. Ta płyta stała się odpowiedzią na niezwykle trudny okres – prawdopodobnie najtrudniejszy rok w moim życiu. Dlatego fakt, że ludzie tak mocno się z nią utożsamiają, jest dla mnie czymś naprawdę wyjątkowym.
MATT: Utwory „Stronger” i „Gettin’ Better” opowiadają o podnoszeniu się po trudnych doświadczeniach. Czy zamienienie tych przeżyć w muzykę było dla Ciebie emocjonalnie trudne?
CASSIDY: Zdecydowanie. „Stronger” było chyba najbardziej emocjonalnym utworem na całej płycie. W tamtym czasie naprawdę wiele przechodziłam i początkowo ta piosenka w ogóle nie miała znaleźć się na albumie. Z czasem jednak poczułam, że to właśnie ten przekaz muszę przekazać ludziom – naszej muzycznej rodzinie, która stworzyła się wokół Cassidy Paris. Zawsze staram się być wobec fanów maksymalnie szczera i otwarta, a „Stronger” stało się najlepszym odzwierciedleniem tego podejścia.
MATT: W nowych utworach słychać ogromną szczerość. Myślisz, że właśnie ona stała się jedną z Twoich największych artystycznych sił?
CASSIDY: Myślę, że tak. „Stronger” uświadomiło mi, że szczerość i wrażliwość są kluczem do nawiązania prawdziwej więzi z fanami. Nawet dziś, kiedy wykonuję ten utwór na żywo i widzę reakcje ludzi, jest to niezwykle poruszające doświadczenie.
MATT: Muszę przyznać, że to już mój ulubiony utwór z Twojego repertuaru! Cały album „Bittersweet” wydaje się cięższy i dojrzalszy od Twoich poprzednich wydawnictw – nie tylko pod względem tekstów, o których już rozmawialiśmy, ale również muzycznie. Czy taki kierunek rozwoju był naturalny, czy świadomie postanowiłaś pójść właśnie w tę stronę?
CASSIDY: Zdecydowanie był naturalny. Czułam też, że mój głos powinien ewoluować właśnie w tym kierunku. Dorastałam, słuchając takich artystek jak Lzzy Hale, a z wiekiem i rosnącą pewnością siebie jako wokalistka zaczęłam odkrywać, co naprawdę wychodzi ze mnie w najbardziej naturalny sposób. „Bittersweet” było dla mnie kolejnym krokiem i myślę, że następny album będzie kontynuacją tej drogi.
MATT: Skoro o tym mowa – pracujesz już nad nowym materiałem?
CASSIDY: Oczywiście! Mogę obiecać, że nowa muzyka Cassidy Paris pojawi się już bardzo wkrótce.
Rodzina Frontiers
MATT: Jesteś związana z Frontiers Music, wytwórnią, która stała się domem dla wielu cenionych artystów melodyjnego rocka. Czego nauczyła Cię współpraca z tym labelem?
CASSIDY: To, co najbardziej cenię we Frontiers, to lojalność i rodzinna atmosfera. Serafino, który kieruje wytwórnią, angażuje w jej działalność swoją rodzinę. Od razu zwróciło to moją uwagę, bo u mnie wygląda to bardzo podobnie. Tata ściśle ze mną współpracuje, a mama pomaga za kulisami podczas koncertów i tras. Właśnie ta rodzinna atmosfera od samego początku sprawiła, że poczułam, iż Frontiers to miejsce dla mnie. Otrzymałam od nich ogromne wsparcie i wiele wspaniałych możliwości.
MATT: Frontiers Music świętuje w tym roku 30-lecie działalności. Z tej okazji poproszono Cię o nagranie nowej wersji jednego z utworów wydanych przez wytwórnię – ostatecznie padło na „Watch the Fire” grupy W.E.T. Jak wyglądał proces wyboru? Mogłaś sama zdecydować, który utwór nagrasz, czy to wytwórnia wskazała konkretną piosenkę? I czy po premierze odezwali się do Ciebie Jeff Scott Soto albo Erik Mårtensson?
CASSIDY: Bardzo się cieszyłam, że mogłam wziąć udział w obchodach 30-lecia Frontiers Music. Samo zaproszenie do nagrania „Watch the Fire” było dla mnie ogromnym wyróżnieniem, a z tą piosenką od razu poczułam wyjątkową więź. W czasie nagrań wiele jej tekstów odzwierciedlało to, co sama przeżywałam, dlatego mogłam włożyć w ten utwór naprawdę dużo emocji. To Frontiers wybrało dla mnie tę piosenkę i szczerze mówiąc uważam, że był to strzał w dziesiątkę. Gdy tylko ją usłyszałam, od razu poczułam, że jest mi bliska. Chciałam oddać sprawiedliwość oryginałowi, ale jednocześnie nadać mu coś od siebie. Jednym z najpiękniejszych momentów było to, że po premierze odezwał się do mnie Jeff Scott Soto. Napisał do mnie osobiście i bardzo ciepło wypowiedział się o mojej wersji utworu. To naprawdę wiele dla mnie znaczyło. Jeff ma za sobą niesamowitą karierę, dlatego taka opinia od kogoś, kogo tak bardzo szanuję, była czymś wyjątkowym. Poza tym jest po prostu jednym z najmilszych ludzi, jakich można spotkać w tej branży.
„Influence Me”
MATT: Na swoim kanale w serwisie YouTube prowadzisz cykl „Influence Me”, w którym prezentujesz własne wersje utworów, które odegrały ważną rolę w Twoim muzycznym rozwoju. Niektóre z nich – między innymi świetne wykonanie „I Still Think About You” (a jest to jedna z moich ulubionych rockowych ballad!) – trafiają również do Twoich koncertowych setlist. Jakich kolejnych piosenek możemy spodziewać się w najbliższym czasie? Osobiście bardzo chciałbym usłyszeć Twoją wersję „The Answer” Richiego Sambory. To piękna, zdecydowanie niedoceniona ballada i mam wrażenie, że idealnie pasowałaby do Twojego głosu.
CASSIDY: Dziękuję! Bardzo się cieszę, że podoba Ci się ten cykl. „Influence Me” to mój sposób na oddanie hołdu artystom i piosenkom, które ukształtowały mnie muzycznie. Dzięki niemu mogę wracać do utworów, przez które zakochałam się w rocku, a przy okazji pokazywać je nowym słuchaczom. Na pewno pojawi się jeszcze wiele kolejnych nagrań. Bardzo chciałabym kiedyś zmierzyć się z jakimś utworem Def Leppard, bo ten zespół wywarł na mnie ogromny wpływ – zarówno jako wokalistkę, jak i muzyka. Lubię też zaskakiwać ludzi piosenkami, których pewnie by się po mnie nie spodziewali, zwłaszcza jeśli są to trochę zapomniane perełki zasługujące na drugie życie. I dziękuję za rekomendację Richiego Sambory – na pewno posłucham „The Answer”! Uwielbiam odkrywać utwory, z którymi można nawiązać emocjonalną więź. Jeśli ta piosenka do mnie przemówi, kto wie… może kiedyś pojawi się również w „Influence Me”.
„Muzyka ma niezwykłą moc jednoczenia ludzi”
MATT: Jako młoda artystka jesteś bardzo aktywna w mediach społecznościowych. To dziś właściwie konieczność, bo potrafią błyskawicznie pomóc w dotarciu do nowych odbiorców. Z drugiej strony wiążą się też z presją i falą krytyki. Jak sobie z tym radzisz?
CASSIDY: Dość wcześnie zrozumiałam, że im większy sukces osiągasz, tym więcej krytyki musisz przyjąć. Nie da się sprawić, żeby wszyscy cię lubili, i trzeba się z tym po prostu pogodzić. W szkole byłam ofiarą prześladowania ze strony rówieśników, więc dość szybko nauczyłam się mieć twardą skórę. W dorosłym życiu przekonujesz się, że tacy ludzie niestety wciąż istnieją. Ostatecznie trzeba jednak wznieść się ponad to wszystko – i właśnie tak zamierzam żyć.
MATT: Wspierasz również organizację Metalheads Against Bullying. Opowiedz proszę o tej inicjatywie i o tym, na czym polega Twoje zaangażowanie.
CASSIDY: Metalheads Against Bullying to fantastyczna organizacja, która uświadamia ludziom, jak poważnym problemem jest przemoc rówieśnicza, i buduje wspierającą społeczność wokół muzyki. To temat bardzo bliski mojemu sercu, bo wiem, jak ważne jest, żeby każdy – zwłaszcza młodzi ludzie – czuł się akceptowany i miał poczucie, że nie jest sam. Kiedy jako młoda dziewczyna stawiałam pierwsze kroki w świecie rocka, sama przekonałam się, jak otwartą i życzliwą społecznością są ludzie związani z Metalheads Against Bullying. Ich wsparcie naprawdę wiele dla mnie znaczyło i właśnie dlatego dziś tak bardzo zależy mi, żeby odwdzięczyć się tym samym. Zawsze, gdy tylko mam taką możliwość, staram się mówić o działalności tej organizacji i pomagać jej docierać do kolejnych osób. Muzyka ma niezwykłą moc jednoczenia ludzi. Chciałabym, żebyśmy wspólnie tworzyli środowisko, w którym każdy czuje się bezpieczny, szanowany i akceptowany takim, jaki jest.

„Cokolwiek cię spotka, wyjdź z tego silniejszy”
MATT: Masz już za sobą koncerty w Japonii, Australii, Europie i Wielkiej Brytanii, a niedawno po raz pierwszy wystąpiłaś również w Stanach Zjednoczonych podczas Monsters of Rock Cruise. Czym różnią się publiczności w różnych częściach świata?
CASSIDY: Każda jest wyjątkowa na swój sposób. Wybranie ulubionej byłoby jak wskazanie ulubionego dziecka – to po prostu niemożliwe. Szczególne miejsce w moim sercu zawsze będzie jednak zajmować Wielka Brytania, bo to właśnie tam jako jedna z pierwszych publiczności naprawdę we mnie uwierzono. Kiedy byłam jeszcze bardzo młoda, trasy po Wielkiej Brytanii i Japonii otworzyły przede mną mnóstwo możliwości. Miałam zaledwie piętnaście albo szesnaście lat, gdy zaczęłam występować w Japonii. Z kolei Wielka Brytania pomogła mi wejść na kolejny etap kariery, co ostatecznie doprowadziło do podpisania kontraktu płytowego. Europa również jest dla mnie wyjątkowa – niedawno zagrałam na Frontiers Fest i było to fantastyczne doświadczenie.
MATT: Jak wyobrażasz sobie kolejny rozdział swojej muzycznej drogi?
CASSIDY: Mamy bardzo konkretny plan na kolejne lata i szczerze mówiąc jestem nim ogromnie podekscytowana. Przed nami mnóstwo nowej muzyki i wiele ekscytujących projektów. Są też rzeczy, o których jeszcze nie mogę mówić, bo nie zostały oficjalnie ogłoszone. Jestem jednak przekonana, że najbliższe lata przyniosą wiele nowych spotkań i pozwolą mi dotrzeć do zupełnie nowych słuchaczy.
MATT: Na koniec – czy jest coś, co chciałabyś od serca przekazać swoim polskim fanom?
CASSIDY: Zaproszenie na nasze koncerty jest zawsze aktualne – dla każdego. Myślę, że każdy, kto choć raz przyjdzie na koncert Cassidy Paris, bardzo szybko przekona się, że naprawdę tworzymy jedną wielką rodzinę. Dziś przyświeca mi prosta zasada: „cokolwiek cię spotka, wyjdź z tego silniejszy” (oryg. „Rise Above and Be Stronger” – przyp. red.). Staram się kierować nią każdego dnia i właśnie z takim przesłaniem chciałabym zostawić również moich fanów.