Candlemass w Progresji świętują 40 Years of Doom potężnym koncertem, z epicką setlistą i wsparciem Dopelord. Najcięższy listopadowy doom w Warszawie.
Candlemass – 40 Years Of Doom w Progresji: Epicki koncert, który zapisze się w historii metalu
Ponura, listopadowa Warszawa okazała się idealną scenerią dla wydarzenia, które już przed wejściem do Progresji miało atmosferę prawdziwego rytuału. Candlemass – tytani epickiego doom metalu i jedni z najważniejszych twórców gatunku – powrócili do Polski, by jedynym koncertem uczcić swoje 40 Years of Doom. Sobotni wieczór 22 listopada 2025 roku zmienił się w celebrację czterech dekad ciężaru, mroku i monumentalnych riffów, które od lat definiują historię doom metalu.
Candlemass to zespół, który nie potrzebuje specjalnych przedstawień. Trzynaście albumów, nieśmiertelne hymny gatunku i status formacji kultowej od USA po Japonię. W 2023 roku ich występ na Summer Dying Loud uznano za jeden z najlepszych koncertów festiwalu, a powrót Johana Längquista na wokal tylko umocnił legendę zespołu. Teraz warszawski klub Progresja otrzymał swoją własną odsłonę tej epickiej opowieści – bardziej osobistą, duszną i zgodną z korzeniami doom metalu, który najlepiej oddycha w przestrzeniach klubowych.
Dopelord otwiera wieczór – pełny set i mocny hołd dla pionierów gatunku
Warszawski Dopelord, jeden z najważniejszych przedstawicieli polskiej szkoły doom/stoner, nie zagrał tu „tylko” supportu. To był pełny, świadomy, ciężki i hipnotyzujący set – hołd dla klasyki oraz manifest własnej tożsamości. Czternaście lat na scenie, pięć albumów i budowana od podstaw pozycja jednego z najbardziej konsekwentnych zespołów w Europie. Ich najnowsza płyta, „Songs for Satan” z 2023 roku, wybrzmiała w Progresji z monumentalną mocą.
Ich riffy rezonowały w klubie jak zapowiedź nadchodzącego rytuału. Publiczność od samego początku była wciągnięta w gęstą mgłę brudu, dymu i przesteru. To było idealne otwarcie – mroczne, pulsujące i pozostawiające scenę w gotowości na wejście legendy.
Candlemass: czterdzieści lat doomu, które poruszyły Progresje
Gdy na scenie pojawił się Candlemass, klub eksplodował energią, jakiej w listopadowy wieczór nikt inny nie mógłby rozpalić. Ikoniczny logotyp, czerwone światła i potężny riff otwierającego „Bewitched” niosły w sobie esencję czterech dekad epickiego doom metalu. Zespół brzmiał absolutnie fenomenalnie – dokładnie tak, jak oczekiwali tego fani klasycznych płyt.
Candlemass zagrali koncert, który łączył wszystko, co najważniejsze: monumentalną dramaturgię, perfekcyjnie zbudowane napięcie i dźwięk ciężki jak ołów. „Dark Are the Veils of Death”, „Mirror Mirror” i „Under the Oak” zabrzmiały tak, jakby czas się zatrzymał. Ten zespół nie odcina kuponów – oni wciąż są w żelaznej formie.
Kulminacją pierwszej części koncertu była epicka, wielowarstwowa wersja „A Sorcerer’s Pledge”, która przeniosła Progresję do samego serca doomowej mitologii. Publiczność słuchała jak zahipnotyzowana.
Candlemass przygotowali setlistę idealną na jubileusz. „The Well of Souls” i „Demon’s Gate” brzmiały monumentalnie, a finałowe „Solitude” zamknęło wieczór tak, jak zamknąć go mógł tylko absolutny klasyk gatunku. To była celebracja, ale też wzruszenie. Wielu fanów odśpiewało refren, wielu po prostu chłonęło każdą sekundę.
Setlista Candlemass – 22.11.2025 Warszawa, Progresja
- Bewitched
- Dark Are the Veils of Death
- Mirror Mirror
- Under the Oak
- Dark Reflections
- Darkness in Paradise
- Sweet Evil Sun
- Crystal Ball
- A Sorcerer’s Pledge
- The Well of Souls
- Demon’s Gate
- Solitude
Koncert, który na długo zapisze się w pamięci
Candlemass po raz kolejny udowodnili, że ich status legendy doom metalu jest absolutnie niezachwiany. 40 Years of Doom to nie tylko jubileusz – to podsumowanie kariery zespołu, który stworzył fundament pod cały gatunek. Warszawska Progresja była świadkiem jednego z najważniejszych wydarzeń doomowych ostatnich lat w Polsce.
A Dopelord? Udowodnili, że są naturalnym spadkobiercą tej tradycji. Tego wieczoru doom metal w Warszawie miał dwie twarze: źródło i przyszłość.
Jeśli ktoś zastanawiał się, czy warto było czekać na ten koncert – odpowiedź jest prosta. Warto było czekać czterdzieści lat.


































