Wtorkowy wieczór upłynął w Warszawie pod znakiem ciężkiej muzyki. W ramach trasy koncertowej Arcane Dimensions Tour na warszawski Torwar zawitały dwie znane i lubiane w Polsce kapele, a mianowicie – eklektyczne Amaranthe oraz symfoniczna Epica. Wsparcie i rozgrzewkę zapewniła ex-wokalistyka Delain czyli Charlotte Wessels z zespołem The Obsession.
Wspólna trasa koncertowa Epica oraz Amaranthe „Arcane Dimensions Tour” jest o tyle szczególna, że zespoły wymieniają się kolejnością występów. W dwóch poprzedzających koncert warszawski występach w Finlandii pierwszeństwo przypadło Amaranthe, na koncercie w Polsce na prowadzenie wyszła Epica. Gwiazdy wydarzenia były wspierane przez Charlotte Wessels z zespołem The Obsession.
Niełatwe zadanie rozgrzania publiczności przypadło tym razem Charlotte Wessels. Ta znana z występów w grupie Delain wokalistka od 2022 roku próbuje swych siło solo. We wrześniu 2024 ukazał się jej trzeci solowy album „The Obsession”, który aktualnie promuje intensywnie jako wsparcie bardziej utytułowanych zespołów.
Wokalistka zaprezentowała krótki zestaw składający się głównie z utworów z ostatniego albumu, w sumie 7 utworów. Reakcje publiczności były bardzo pozytywne, choć początkowe problemy z nagłośnieniem nie działały na korzyść Charlotte. Ciepło przyjęty, choć krótki występ stanowił tylko rozgrzewkę przed pierwszą gwiazdą wieczoru.
Amaranthe jest zespołem, który albo się kocha albo nienawidzi. Na pewno nie pozostawia nikogo obojętnym. Jedna z ich płyt nosi tytuł „Massive Addictive”, i faktycznie – od piosenek Amaranthe bardzo łatwo się uzależnić. Eklektyczna mieszanka stylów, sklasyfikowana przez zespół jako „pop metal”, od trance’u, alt-metalu czy metalcore’a to muzyka spreparowana pod koncertowe skandowanie. Te chwytliwe struktury czy zapętlone riffy po prostu nie pozostawiają nikogo obojętnym.
Od pierwszej minuty Amaranthe dostarczyli dokładnie to, z czego są znani, czyli bardzo dynamiczny, „radiowy” metal z elektroniką, potężne refreny i szybkie tempo bez dłużyzn, oraz dobrze dopracowaną, choć tym razem skromną scenografię. Ich znak rozpoznawczy, czyli trójka wokalistów na czele z charyzmatyczną Elize Ryd, bez reszty zawładnęły uwagą oraz sercami zgromadzonej publiczności.
Na żywo Amaranthe wypada znakomicie, efekt ciągłej zmiany dynamiki fenomenalnie sprawdza się na koncertach – publiczność ka dostaje raz popowy refren, raz agresywny breakdown. Do tego żywa i bardzo energetyczna reakcja z publicznością. Dostaliśmy praktycznie przekrój przez twórczość szwedzkiego zespołu. Setlista obejmowała takie hity, jak „Amaranthine” w nowej, fantastycznej aranżacji, „Digital World”, „Damnation Flame”, nowy singiel „Chaos Theory” czy finałowe „Archangel” oraz „Drop Dead Cynical”.
Nie był to intymny, klimatyczny występ – raczej „metalowe show z powerem i elektroniką”, które dobrze sprawdza się w dużych halach. Amaranthe na Torwarze dali bardzo profesjonalny, energetyczny i „chwytliwy” koncert, który idealnie rozgrzał halę przed bardziej monumentalnym występem Epiki.
Zdjęcia: Paweł Mielko





















