Amerykański luz, radość z grania, trochę humoru, wybitne umiejętności, świetne interpretacje znanych utworów. Tak mógłby wyglądać telegraficzny skrót z koncertu Alex Skolnick Trio w Studiu Koncertowym Radia Kraków. Warto jednak z szacunku dla artystów napisać coś więcej.
Kto nie widział jazzrockowego wcielania Alexa Skolnicka, niech to koniecznie nadrobi, gdy nadarzy się okazja, bo z prawdopodobieństwem blisko graniczącym z pewnością tego koncertu prędko nie zapomni. Z Testament 56-letni nowojorczyk z wyboru (a Kalifornijczyk z urodzenia) gościł w Polsce kilkanaście razy. Z Alex Skolnick Trio kilka, co dziwić nie może, jeśli weźmie się pod uwagę gęsto zapełniony kalendarz legendy thrash metalu oraz szereg zajęć, które Alex ma i poza Testament, i gdy wolne ma również jego trio.
Alex Skolnick wystąpił w Krakowie
Główna różnica między tymi dwoma doznaniami koncertowymi jest taka, że w Testament Skolnick prezentuje się wyłącznie jako wirtuoz gitary, bo rolę MC pełni Chuck Billy, a w AST to on jest postacią centralną. Na jego głowie jest nie tylko kierowanie zespołem, lecz także konferansjerka, czy radzenie sobie z problemami ze sprzętem, gdyż Alex oraz kapitalna sekcja rytmiczna Nathan Peck – Matt Zebroski są ekipą techniczną tria. Rzeczy martwe, a konkretnie pedal board Skolnicka, pokazały swe złośliwe oblicze 26 marca 2025 roku w krakowskim studiu, ale gitarzysta podszedł do zdarzenia z dużym dystansem i humorem, pokazując, że ma całkiem solidne umiejętności konferansjerskie.
W przestronnym studiu z bardzo dobrą akustyką muzyka fusion, czasami z mocno uwypuklonymi elementami funku (w, jak zapowiedział Alex, inspirowanym Prince’em „99/09”) i rocka („Armando’s Mood„, czyli mashup Yes i Chicka Corei, „Conundrum„, czyli tytułowa kompozycja z ostatniego jak na razie studyjnego albumu AST), zabrzmiały fantastycznie. To było oldschoolowe przeżycie koncertowe, gdzie najpierw lider prezentuje główny temat, a w nim swoje nietuzinkowe umiejętności, a potem przekazuje pałeczkę pozostałym muzykom, których umiejętności również do nietuzinkowych trzeba zaliczyć, a dzieło wieńczy wspólna coda. Panowie patrzą na siebie i reagują na to, co się właśnie dzieje na scenie. Są efekty gitarowe i basowe, ciekawie urozmaicające brzmienie, lecz nie ma sampli i innych trików, które często odbierają prawdziwość i intensywność doznania koncertowego.
Występ emanował fajną energią i nierzadko porywał do bujania (widownia była na siedząco). Alex ruchem głowy dawał do zrozumienia, kiedy należy nagrodzić któregoś z jego kolegów brawami za dopiero co zakończony solowy popis. Zabrzmiały kompozycje ze wspomnianego albumu „Conundrum” (kapitalnie wypadły numer tytułowy oraz „Unbound„), ale wszystko zaczęło się od utworów z mającej się dopiero ukazać płyty tria, którą można było już kupić przedpremierowo na stoisku z merczem, „The Polish Goodbye” i „Prove You’re Not A Robot„.
Zespół słynie z ciekawych interpretacji klasyków ze świata rocka, hard rocka, metalu i z pewnością niemała część publiki (sądząc, chociażby po t-shirtach) czekała na to, które kompozycje z tych światów, zespół zaprezentuje w Krakowie. Mashup Yes i Chicka Corei został już wspomniany. Oprócz niego trio zagrało „Breakdown” Toma Petty’ego, poprzedzony zapowiedzią Skolnicka, który wyraźnie nie jest zadowolony z obecnej sytuacji politycznej w USA i wraz z kolegami cieszy się na ten europejski odpoczynek od Trumpa, a także evergreen Aerosmith „Dream On„, w którym do solówki Alex przemycił króciutki cytat z „Bolero” Ravela. Na finał koncertu zabrzmiała jedna z najsłynniejszych metalowych pościelów wszech czasów, czyli „Still Loving You” Scorpionsów. A jeśli o przemycaniu mowa, Nathan Peck do jednej z granych na pięciostrunowym basie solówek, wtrącił melodię z „One” Metalliki. Z kolei Matt, poza paroma solówkami, dał do zrozumienia, że jego światopogląd jest raczej lewostronny o czym świadczyła naklejona na „centralce” i zapewne podarowana mu za naszą zachodnią granicą, naklejka „FCK AFD”.
Politykowania jednak było malutko, a jeśli się pojawiało, to w konwencji humorystycznej, a nie nachalnej propagandy. Najwięcej było prawdziwej radości z grania. Grania na wielkim luzie i z pewnością, a także skromnością jaką mają w sobie najwyższej klasy artyści, świadomi tejże klasy, a przy tym pełni wdzięczności dla fanów. Nie było meet and greetów za pierdyliard monet. Kilka minut po koncercie Alex Skolnick Trio w komplecie pojawiło się na stoisku z merczem i bez żadnych fochów muzycy pstrykali z widzami fotki oraz podpisywali wszystko, co im tylko do podpisania podsunięto. I ze sceny, i już po koncercie Alex, Nathan i Matt wyrażali życzenie szybkiego powrotu do Polski. Mam nadzieję, że ono możliwie szybko się spełni i że zawitają na więcej niż dwa koncerty.




















Zdjęcia: Paweł Świrek